Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

Rozwinięcie wątku:
Wzbić się w górę na skrzydle wiatru...

To było moje największe marzenie:
Wzbić się w górę na skrzydle wiatru,poczuć się wolną jak ptak...
Wszystko zaczęło się na Pikniku w Przemyślu.Miałam już na sobie uprząż,miałam lecieć jako pasażer w tandemie.Niestety,pilotowi dwa razy nie udało się wystartować i powiedział,że niestety,ale nie polecę.
Jednakże ja nie zrażam się niepowodzeniami.Jakby nie było-mam na imię Nadzieja! ;-)
Rozpoczęłam poszukiwania.Wymyśliłam sobie Wielki Lot Urodzinowy-czyli przelot w tandemie dokładnie w dniu urodzin.Zaczęłam się też interesować kursami paralotniowymi ale widząc ich ceny i znając swoją sytuację finansową zrozumiałam,że na razie nie mam szans-muszę się zadowolić tym jednym lotem.
Tymczasem...
13.07 zgodnie z planem pojechałam do Turbii.Wiedziałam już,że w tym czasie akurat jest kurs paralotniowy,ale myślałam,że to osobno,a mój lot osobno.Tymczasem gdy przyjechałam na miejsce okazało się,że Wojtek jest instruktorem i że to własnie on prowadzi kurs.Poczułam się trochę nie na miejscu i zrobiło mi się jakoś głupio,że swoimi zachciankami zabieram czas kursantom.No ale zostałam.
Chłopcy rozłożyli plandekę i zaczęły się loty.Wojtek powiedział,że polecę z Cezarym.Ogarnęło mnie lekkie zdenerwowanie.Czarek chciał,bym poleciała jako pierwsza,ale nie zdobyłam się na to.Poleciałam w trzecim tandemie. Ubrano mnie w uprząż.Wysłuchałam "instrukcji startu" .I za małą chwilkę byłam w powietrzu. Czarek pilotował,a ja podziwiałam widoki.Akurat było trochę termiki,więc miałam okazję poczuć jak nas "telepie".Czarek mnie uspokajał,żebym się nie bała,bo to normalne.Ale ja jak tylko znalazłam się w górze zapomniałam o strachu.Całą sobą chłonęłam widoki,czystą radość i tą wolność. Lot nie trwał zbyt długo.Wylądowaliśmy.Dzięki instrukcjom chłopaków z Przemyśla wylądowałam bezbłędnie-na nogi.Posypały się brawa i gratulacje-mój pierwszy raz w powietrzu był za mną! :-)
Spodobało mi się...I zapragnęłam pofrunąć jeszcze raz.Zapytałam się więc Czarka,czy bym mogła.Ale on odesłał mnie do Wojtka:z nim uzgodnij,on tu rządzi.
Poszłam więc na rozmowę.Rozmawialiśmy chyba z godzinę.Wojtek pytał mnie,dlaczego chcę latać.Bo jeśli tylko po to,by uciec od problemów to mam sobie dać spokój.Że na razie nie widzi mnie na kursie.Powiedziałam Wojtkowi,że chcę latać i zamierzam w przyszłości zrobić kurs-jeśli nie u niego,to gdzie indziej.Potem rozmawialiśmy jeszcze o innych sprawach.Okazało się bowiem,że Wojtek jest psychoterapeutą.W tym jednym,krótkim dniu przeszłam niesamowite katharsis... Wojtek pomógł mi uporać się z paroma upiorami przeszłości...
Po rozmowie Wojtek powiedział,że w tej cenie mam jeszcze 3 loty tandemowe i że jeśli kiedyś będę robiła kurs to będą one do niego zaliczone.
Wróciłam więc na startowisko i powiedziałam Czarkowi,że mam jeszcze 3 tandemy które mają być kiedyś zaliczone do kursu.A Czarek na to:okej,nie ma sprawy,polecisz i będziesz traktowana jak kursant...
Mina mi zrzedła,ale słowo się rzekło-kobyłka u płotu.
Kolejne trzy loty miałam z Andrzejem.Nazwiska nie znam.Taki mały,drobny chłopaczek,chuchereczko...
Te loty już nie były pasażerskie.W różnych etapach lotu dostawałam do ręki sterówki.I to ja pilotowałam! :-) A Andrzej z tyłu tylko dawał mi instrukcje...Nieźle się zdziwiłam,gdy po drugim wystartowaniu Andrzej mówi do mnie: trzymaj sterówki.Myślałam,że sobie żartuje,ale on NAPRAWDę mi je dał! :-)
Gdy wylądowaliśmy(tym razem siadłam na pupie) Andrzej mówi do mnie:zapomniałaś o hamowaniu...A ja mu na to: a to nie Ty miałeś wyhamować?Odpowiedział,że przecież to ja miałam sterówki...
No,miałam,ale jakoś wydawało mi się,że to Andrzej pilotuje.Wyprowadził mnie z błędu mówiąc,że pilotuje ten,co ma w ręku sterówki.Poczułam lekkie mrówki w brzuchu...
Kolejny lot też zakończyłam na pupie... Chyba takie lądowanie weszło mi w nawyk... ;-)
Potem była przerwa na obiad.Ja,nieprzygotowana na taki obrót sprawy,siedziałam głodna.Miałam tylko dwie kromki chleba które zjadłam w drodze do Turbii i 1,5 litra wody.Ale byłam tak podekscytowana,że głód niezbyt dawał mi się we znaki.Patrzyłam sobie w górę i myślałam,co jeszcze przyniesie mi ten dzień.Miałam naprawdę najwspanialsze urodziny,a do wieczora było daleko...
To pierwsze przejęcie sterówek było jakby kolejnym etapem wtajemniczenia...Dotknęłam świętości.
Byłam w jakimś transie.Nie umiałam uwierzyć,że to dzieje się naprawdę.Myślałam,że śnię ale nie było nikogo,kto by mnie obudził...
Po przerwie miałam już tylko jeden lot tandemowy.Tym razem sterówki dostałam tuż po wystartowaniu.
Wieczorem całą grupą poszliśmy do Wojtka.Kursanci składali papiery,ja miałam się tylko rozliczyć.Czekałam grzecznie w kolejce.Wewnątrz mnie było ciepło,radość,wolność.Nie,nie tylko to.Ale tych odczuć nie da się opisać...
Czułam jednak,że coś się we mnie zmieniło,że nigdy nic już nie będzie takie samo.Miałam w sobie spełnienie a jednocześnie niedosyt...
Gdy przyszła moja kolej dałam Wojtkowi kasę zgodnie z tym,co ustaliliśmy.A on na oczach wszystkich podał mi rękę i mówi:Nadzieja,gratuluję ci.Zrobiłaś wielki krok naprzód.Jeśli możesz-przyjedź jutro.Chciałbym cię widzieć na kursie.Teraz już moge cię uczyć...
Własnym uszom nie wierzyłam...Przecież jeszcze niedawno słyszałam,że na razie mam sobie dać czas?A tu nagle..."Teraz już mogę cię uczyć""Widzę w tobie potencjał""Ty naprawdę chcesz latać"...
Zrobiło mi się ciepło,tak ciepło,że aż gorąco..Poczułam łzy napływające do oczu-ale były to łzy szczęścia.Pozostali kursanci w milczeniu przyglądali się tej scenie.Z niedowierzaniem,ze łzami w oczach nieśmiało spojrzałam na Wojtka:Naprawdę?Mogę zostać ???
"TAK"
"Ale przecież nie mam pieniędzy..."
"Co się martwisz?Pomału zapłacisz.Chcę cię widzieć na kursie."
No i radość eksplodowała.Wybuchnęła i popłynęła niczym rzeka,nie umiałam jej zatrzymać.Rzuciłam się na Wojtka,wyściskałam go jednocześnie podskakując.
Dziękuję,dziękuję...
Wojtek śmiał się i delikatnie odsunął mnie od siebie.Dobrze zrobił,bo bym go pewnie zadusiła...Zaczęłam tańczyć,biegać po startowisku.¦ciskałam każdego po drodze.Kursantom udzieliła się moja radość,dwóch z nich też miało łzy w oczach.A ja biegałam po startowisku,rozkładając ręce na boki,śmiejąc się przez łzy...Wojtek mówi:zaczynam się bać...A ja momentalnie się opanowałam...
Po tym wybuchu euforii znów coś się we mnie zmieniło...Uspokojona pojechałam na dworzec.Podwiózł mnie jeden kursant.Okazało się jednak,że o tej porze nie mam już połączenia.Klops!Zero kasy na hotel.Miałam,ale tylko tyle,by kupić bilet do domu...Zero papu...No,niewesoło.Ale ja,podekscytowana,w ogóle się nie przejmowałam tak małymi utrudnieniami...Mówię do tego kursanta:spoko,przenocuję na dworcu.A on na to:tak być nie może!Kup sobie coś do jedzenia,a ja wymyślę ci nocleg.Pojechaliśmy do sklepu.Kupiłam chleb i wodę(więcej nie mogłam,bo by mi na bilet brakło).Następnie ten Człowiek zawiózł mnie...do hotelu! I zapłacił mi za nocleg!!! Zupełnie obcy człowiek!!!Szok,normalnie...
Wciąż byam niesamowicie podekscytowana...Kursant powiedział,że rano przyjedzie po mnie pod hotel i pojedziemy na lotnisko.Pożegnaliśmy się i poszłam do pokoju.Długo siedziałam,nie wierząc w to,co się dzieje ...W końcu jakoś zasnęłam.
Następnego dnia najedzona(nie ma to,jak smaczny chlebek z wodą! ) pojechałam na lotnisko.Wojtek mówi do mnie: dziś masz ostatni tandem.No,okej.Nie ma sprawy.
Nie do końca dotarło do mnie,co to oznacza...
Poszliśmy na startowisko.Ostatni tandem miałam najgorszy...Wszystko przez własną głupotę.Nasmarowałam sobie buzię kremem i on wraz z potem(było koszmarnie gorąco)wpadł mi do oczu.Bolały,piekły.Koszmar!Prosiłam,że nie chcę lecieć,bo mnie oczy bolą,ale piloci chyba myśleli,że chcę się wymigać...Więc poleciałam-też z Andrzejem.W sumie tylko jeden tandem miałam z Czarkiem-reszta z Andrzejem.
Już przy starcie oczy bardzo mi łzawiły.Prawie nic nie widziałam,choć je mrużyłam.No,ale lecieć-to lecieć...
"jazda,jazda,jazda"
W górze było jeszcze gorzej.Nic nie widziałam.Mówię do Andrzeja,że nie widzę,a on mi na to,że nie muszę...Że mam czuć skrzydło...Mówię:słuchaj,nie wyląduję,nic nie widzę!"A on nadal nic...No i wylądowałam-tradycyjnie na tyłku,ale skrzydło zostało na słupku...I dopiero wtedy mi uwierzono,że nie widzę-moje oczy były zaczerwienione i opuchnięte.Wzięto mnie do łazienki,przepłukałam oczy i jakiś czas tylko siedziałam,czekając aż mi przejdzie.Gdy przeszło Andrzej mówi:weź skrzydło i uprząż,będziesz ćwiczyła do startu...
"Jakiego startu?"-pytam.
"Jak to jakiego?Za chwilę lecisz samodzielnie!"
Na te słowa spanikowam.Wszystko wewnątrz mnie zaczęło się przewracać,krzyczeć:ja nie chcę! nie chcę! nie chcę lecieć samodzielnie! ja nie umię! I łzy napłynęły mi do oczu.Czułam,że blednę,mrówki w brzuchu...NIEEEEEE!!!!
"Andrzeju,przecież ja nie umię latać! Jak mogę polecieć samodzielnie"
"Jak to nie umiesz-umiesz! Przecież leciałaś!"
"Taaaak,jasssne,mów mi jeszcze-przecież Ty siedziałeś za mną!"
"Tak,ale to Ty pilotowałaś"
Na takie dictum nic juz nie powiedziałam.Wzięłam skrzydło i poszłam na ćwiczenia naziemne-stawianie i bieg ze skrzydłem.Kochane skrzydełko ustawiało mnie,jak chciało...Może dlatego,że wciąż była we mnie panika...I te łzy w oczach...Ale w końcu udało mi się dwa razy postawić skrzydło i nawet z nim pobiec.
Po tych wyczerpujących ćwiczeniach fizycznych wróciłam na lądowisko i usiadam.Patrzyłam,jak latają inni kursanci.Andrzej mówi do mnie:Szykuj się,lecisz.
"NIE".
"Jak to nie?"
"Nie,Nie umię,nie chcę,nie dam rady,boję się! "
Andrzej wziął radio i mówi do Wojtka,który był przy wyciągarce:"słuchaj,mamy problem.Nadzieja zrobiła już 5 tandem,ma za sobą ćwiczenia i nie chce lecieć..."
A Wojtek na to: nic na siłę!Dajcie jej czas ,niech dojrzeje.Jak będzie gotowa,sama do was podejdzie - i wtedy ją wystrzelicie.
Na słowo"wystrzelicie" obeszły mnie ciarki...Siedziałam i nie miałam zamiaru"dojrzewać"...Patrzyłam sobie,jak inni kursanci latają.Ale oni nie mieli zamiaru pozwolić mi na nielatanie.Wiercili mi dziurę w brzuchu,zachęcali,namawiali.Mówili,że im dłużej będę zwlekać-tym gorzej.Że w ten sposób nigdy nie będę gotowa...
Więc w końcu,po jakiejś godzince albo i dłużej-zdecydowałam się.To znaczy-moje ciało się zdecydowało,bo psychika wcale nie była gotowa.Ręce galareta,nogi galareta,mrówki w brzuchu...Ale podeszłam do kierownika startu i mówię: okej,polecę.I właśnie wtedy ogłoszono przerwę na obiad.
"Okej,polecisz pierwsza po przerwie".
Poszłam na przerwę.Miałam prawie 2 godziny na to,by oswoić się z myślą o tym,co mnie czeka.Wyciągnęłam swój "obiadek"-chleb i woda.Jedna pani przyglądała mi się z uwagą.W końcu pyta:co to jest?-pokazując na chleb. "Obiad"."Nie,tak być nie może".I za chwilę jadłam super-kanapki.Potem położyłam się i zasnęłam.Obudzili mnie chłopcy."Nadzieja,wstawaj!"
Podeszłam do Wojtka:Wojtku,teraz polecę.A potem muszę wracać do domu."
"Okej,polecisz.Jutro pozałatwiaj papiery,o których ci mówiłem i bądź w czwartek.Co prawda to będzie koniec kursu,ale jak możesz-to przyjedź."
Nadszedł WIELKI MOMENT.
Podeszłam do kierownika startu:polecę.Okej,szykuj się!Nogi i ręce nadal mi dygotały.Patrzyłam w górę,skóra mi cierpła...
Ubrałam kask i uprząż.Kierownik startu widząc moje zdenerwowanie uspokajał mnie."Będzie dobrze,dasz radę.Każdy się boi przed pierwszym razem" Wzięłam do ręki sterówki i linki A.Podpięto mnie do liny wyciągarki,dano radio.
Boże,jak samotnie się czułam,stojąc tak i czekając na start!!!
14.07.2009.Mój pierwszy samodzielny lot paralotnią...
Wszystko już gotowe.Kierownik odszedł,trzyma w ręku radio.Stoję,patrzę w niebo.
"Gotowa?"-pyta kierownik.
Zebrałam się w sobie,przełknęłam łzy i ślinę.Opuściłam i podniosłam głowę,poprawiłam sterówki.
"GOTOWA",
JAZDA,JAZDA,JAZDA
Poczułam,jak lina wyciągarki się napręża.Zaczęłam biec.Szarpnięcie-i góra!
Byłam w powietrzu! SAMA!!!! :-)
"¦wietnie!"-usłyszałam przez radio."Trzymaj kurs na wyciągarkę".
Nagle całe spięcie,zdenerwowanie,strach,stres-wszystko minęło.Jakieś trybiki w moim mózgu się przestawiły...Czysta radość.I skupienie na zadaniu,które mam wykonać.Patrzyłam na wyciągarkę i linę i trzymałam kurs."¦wietnie,bardzo dobrze!".Mówił Wojtek.Lina się naprężyła."Odczep się!".Odczepiłam."Skręt w prawo i wracasz na lądowisko""¦wietnie,bardzo dobrze,dodaj sterówki,jeszcze na prawo"
LECIAŁAM!!!!!!! :-)))
Widziałam już lądowisko.Przejmijcie ją do lądowania"-powiedział Wojtek przez radio.Zrobiłam jeszcze dwa zakręty,żeby wytracić wysokość i wylądowałam-tradycyjnie na pupie...Ale to nic.I tak dostałam same pochwały-jak na pierwszy raz poleciałam bardzo dobrze! :-)
Boże,jaka ja byłam szczęśliwa! :-)
Wstałam,wyszłam z uprzęży i poszłam do pilotów.Zostałam jedną z nich! :-)
"Już nie jesteś kiwi,tylko podlotek!"-usłyszałam.Podziękowałam wszystkim,poszłam do Wojtka.On też mi pogratulował.Nadszedł czas powrotu do domu.Wojtek mówi : i co,Nadzieja?Spodziewałaś się,jadąc tutaj,że polecisz samodzielnie?"
Tjjjjaaaa,jasssne...W życiu się tego nie spodziewałam! Przecież to miał być tylko jeden tandemowy lot pasażerski!
A tymczasem...Jestem kursantką...
Wracałam do domu szczęśliwa i spokojna.W środę załatwiłam sobie sprawy papierowe i w czwartek rano znów pojechałam do Turbii.Miałam dwa wykłady i kolejne trzy loty samodzielne.Tym razem już jako oficjalny kursant-Wojtek przyjął moje dokumenty,podpisałam papiery.
Przepadłam jednym słowem! :-)
Następne loty mam we wrześniu i zastanawiam się,skąd wezmę kasę...Ale jakoś jestem dziwnie spokojna,że wszystko będzie okej.
Mam następujące plany: zrobić 1 i 2 etap plus uprawnienia do lotu holowanego oraz zdać egzamin.
A co dalej to się okaże.Własnego sprzętu pewnie dłuuuuuuuugo mieć nie będę...Kasa... :-(
Wracając do lotów.Kolejne loty też były emocjonujące.Za każdym razem gdy miałam lecieć tak samo się stresowałam.Mrówki w moim brzuchu zamieszkały na dobre! ;-)
Najgorszy był trzeci lot samodzielny(drugi dnia 16.07).Był zmienny wiatr,ale Wojtek powiedział,że możemy startować.Przyszła moja kolej."Nadzieja,trzeci lot samodzielny,sprawdzona,gotowa"."jazda,jazda,jazda".Wystartowałam.Byłam już prawie nad wyciągarką gdy przyszedł podmuch.Termika,jak to mówią.Coś,czego miałam doświadczyć teoretycznie dopiero na drugim etapie...
Lecę sobie,trzymam kurs...A tu nagle...Paralotnia się kiwa!!!! Podskakuje,w lewo,w prawo...Koooszmar!!!Ratuuunku!!!!Spanikowałam,w moim mózgu niemy krzyk:Ja chcę na ziemię! Odstawcie mnie z powrotem!!!Instynktownie zajęłam pozycję półleżącą i wtuliłam się w uprząż.Ale nie wiedziałam co zrobić ze skrzydłem.Zaczęłam nerwowo ciągnąć raz lewą,raz prawą sterówkę-chciałam jakoś uspokoić paralotnię.Wojtek mówi przez radio:Nadzieja,spokojnie,bez paniki,nic nie rób.Tylko trzymaj kurs.Spokojnie,nic się nie dzieje.Trzymaj kurs.Dobrze,tak.Niech kiwa.To tylko termika.Spokojnie."A mi już siódme poty wytchodzą...Nogi i ręce totalna galareta,w buzi sucho jak na Saharze..."Odczep się i wracaj na lądowisko.Trzymaj kurs,nie ciągnij sterówek."Okej.Gęsia skórka na całym ciele...Odczepiłam się i usiłuję skręcić w prawo.Ale skrzydełko ani myśli mnie słuchać.Leci sobie prosto..."Więcej sterówki,jeszcze,jeszcze,ciałem!"
UFFFF.Nagle wiatr ustał.jak wiało,tak od razu zrobiło się cicho i spokojnie.
Z tego wszystkiego wylądowałam 50 m od lądowiska-na pupie(tradycyjnie...), w prześlicznych ostach.Skrzydło już opadło,a ja siedziałam.Nie byłam w stanie wstać.Ręce i nogi mi dygotały,w głowie się kręciło.Chłopcy przyszli i mi pomogli.Wróciłam na startowisko.
"Więcej NIE lecę,koniec,dziękuję!To nie dla mnie,ja się do tego nie nadaję! "Usiadłam i siedziałam.
Piloci dali mi czas na ochłonięcie,ale nie zamierzali pozwolić,bym się poddała.Po około 15 minutach zaczęli mnie namawiać na kolejny start.No i dopięli swego...Za małą chwilę znów byłam w powietrzu.
Tym razem bez żadnych przygód,wzorowy lot,wzorowe lądowanie-na nogi.:-)
Jestem ćwierćpilotką! :-)
Kolejne loty już we wrześniu.Wróciłam do domu.I jest ze mną gorzej,niż było!Teraz już co noc śni mi się latanie.Odmierzam dni do września.Jeżdżę na Krówniki nawet gdy nikogo nie ma-tylko po to,by popatrzeć,powspominać.Wczoraj byłam na Bezmiechowej.
Przepadłam na dobre! :-)

wetsiostra@gmail.pl


Dodano: 2009-07-23

Odkąd skończyłam kurs mam ciągłe "parcie" na latanie...

Dlatego wykorzystuję każdą okazję,by być w powietrzu.Jako,że mam H latam (przynajmniej na razie) tylko za holem.

Mam już(poza kursem) 10 lotów w Turbii,1 w Laszkach,5 w Krakowie i 31.07 dwa w Laszkach plus lot w tandemie,by odreagować stres.

A było stresu,oj,było...

Dostałam do wypróbowania mantę dudka.Poprzednio w Laszkach leciałam na sport airwawe czy jakoś tak i było super.Skrzydło prowadziło się łatwo,lekko i przyjemnie,nawet wingowera sobie poćwiczyłam.

Tym razem to było dosłowne rodeo...

Na ziemi jakoś sobie radziłam.Postawiłam skrzydło,poparzyłam...No to-jazda!

Hol ruszył,wtem powiał boczny wiatr.Nie zdążyłam zareagowa,spaliłam start.

Druga próba.Wznoszę się.Na wysokości ok.100m dostałam taki śliczny powiew,że obróciło mnie prawie całkiem tyłem w kierunku jazdy.

"Wypnij się! Wypnij!" -słyszę przez radio.

Szukam wypięcia i szukam,ale nie znajduję.To był inny wyczep,niż ten,którego używaliśmy na kursie...W efekcie wylądowałam,do końca szukając wyczepu,na zluzowanym holu i podpięta do liny...Dopiero na ziemi znalazłam wyczep-taki śmieszny "dzyndzelek"...

No,super po prostu...Nie popisałam się...

Stres na maksa,więc robię sobie przerwę.

Trzecia próba,jest nawet okej.Jakoś utrzymuję kierunek,hol na ok.250m.Po wypięciu ustalam sobie,jaką rundę zrobię- i lecę.Odpuszczone sterówki,jakbym leciała na DHV 1...Nagle BUM z prawej."O,fajnie,chyba komin"-myślę sobie.Nawet miałam zamiar próbować to kręcić...Ale nie kręciłam bo zaraz po bum poczułam duszenie i o dość mocne.Już wiedziałam,że moje początkowe plany legły w gruzach-nie zrobię takiej rundki,jaką chciałam.Patrzę więc,gdzie wylądować i kontynuuję lot.Lecę.BUM z lewej!BUM z prawej!!!

"O,kurna,ale kominy..."

Jestem coraz niżej,zaczyna mną huśtać...

Wylądowałam szczęśliwie,choć na tyłku.Patrzę,a niektórzy ludzie na startowisku jacyś bladzi i spięci...O co im chodzi???Przecież było fajnie!?To huśtanie nawet mi się podobało,tyle,że mogło by wystąpić na ciut wyższym pułapie...

"Jak dobrze,że wylądowałaś!Nic ci nie jest???"

Patrzę na nich: a co???

"A no bo to bardzo groźnie wyglądało"-mówi jedna dość blada babka...

"Klapa z lewej,zaraz potem klapa z prawej,wahadło..."-mówi ktoś inny...

Acha...No,super.Niezłe rodeo!

Postanowiłam sobie dać na luz i nie latać,dopóki się nie uspokoi.Pomagałam przy startach,raz poleciałam w tandemie.Ten lot był super!!! :-)

Po 17.00 poleciałam samodzielnie jeszcze raz.I znowu rodeo na mancie!Czułam się,jakbym ujeżdżała jakiegoś bardzo dzikiego mustanga...

Cały hol walka o utrzymanie kierunku,skrzydło wychodziło przede mnie,no,cyrk po prostu!!!Po wypięciu(ok.250m) ustaliłam sobie rundkę i lecę.W miarę bez przygód,ale na "bocianie"-cały czas patrzę ziemia-skrzydło.Jestem już ciut mądrzejsza i trzymam lekko zaciągnięte sterówki.Skrzydło usiłuje mnie wyprzedzać,ale mu nie pozwalam.Mam dość atrakcji...

Przy lądowaniu chciałam założyć klapy,ale bałam się reakcji mojego słodkiego"maleństwa" ,więc nie zaryzykowałam...Wylądowałam bez przygód,choć trochę daleko.

Co stresu przeszłam,to moje...

Potem chłopcy pytają: no i jak ci się podoba manta???

WCALE mi się nie podoba!!!Toż to jakaś wścieklizna!!!Dziki,nieokiełzany rumak!!!Rodeo!!!

-"Przecież to bardzo łatwe,fajne,spokojne skrzydło...Powodem twoich dzisiejszych problemów była pogoda.Przechodził front,działała termika.Ty,świeżo po kursie,nie masz jeszcze wielu nawyków.Powinnaś latać tylko rano i potem aż na wieczór.I tak super latasz i świetnie sobie poradziłaś..."

No,fakt,jakimś cudem jeszcze żyję...Chyba jednak czegoś się na tym kursie nauczyłam...

Po powrocie do domu napisałam sms do mojego insruktora z pytaniem,co sądzi o mancie.Odpisał,że ona absolutnie się dla mnie nie nadaje,nie na moje obecne umiejętności...

Gdy mu opisałam co przeszłam uznał,że powinnam dać na tacę za ocalenie...

No,fakt...Trochę stresu miałam.Ale i nowe doświadczenia,wnioski,które wyciągnęłam z lotu.

Jedno jest pewne: nadal chcę latać!!! 


Pilotka.
Dodano:2010-08-02
No i po wszystkim... :-) Szkolenie zakończone.Teraz tylko zdać egzamin,zdobyć sprzęt nadający się do latania i latać! :-)
Pilotka.
Dodano:2010-07-04

Jakoś nie mogłam znaleźć czasu,by usiąść i opisać wrażenia z kursu 1 etapu...

Ale już nadganiam zaległości.

Kurs rozpoczął się 6.04.Im bliżej tego terminu,tym bardziej nie umiałam się doczekać.Uważałam na psy i inne stwory,by czasem znów nie nabawić się jakiejś kontuzji.Nie chciałam,by kolejny termin kursu mi umknął.

Wielki Dzień nadszedł.

Wstałam rano,patrzę:leje jak z cebra.Z lekka załamana myślę sobie: po co ja tam pojadę???No,ale bilet kupiony,plecak spakowany,więc-jadę.

Przyjechałam na miejsce,deszcz nadal padał.Zanim doszłam na lotnisko miałam przemoczone buty i mokre spodnie.Przebrałam się i poszłam na świetlicę.Mieliśmy zajęcia teoretyczne.
Nocowałam w budynku ćroklubu.Jako jedyna.Byłam sama w pokoju.Warunki pierwszej nocy miałam spartańskie,nie było ogrzewania.Ale i tak spałam bardzo dobrze.Potem koleżanka przywiozła mi grzejnik i było już super.

7.04 zrobiło się ładnie i przyszedł czas na latanie.

Muszę się przyznać,że miałam olbrzymią tremę.Ponad 9 miesięcy przerwy...Miałam cichutką nadzieję,że zanim polecę sama będę miała tandemowy-przypominający.Bałam się,że przez ten czas wszystkiego zapomniałam i nie poradzę sobie sama w powietrzu.

Podeszłam więc do Czarka i pytam się: słuchaj,czy ja będę miała tandem?

Czarek spojrzał na mnie zdziwiony: a po co ci tandem???????Przecież leciałaś już samodzielnie???

-No,tak,leciałam,ale....

-Nie ma ale,szykuj się.

No,okej...Z miną cierpiętnika i skazańca poszłam się przygotować do startu.

Przyjechała lina,Czarek podszedł by mnie sprawdzić.

Westchnęłam ciężko i miałam niezbyt odważną minę.Ale Czarek spojrzał na mnie,powiedział: "bez przesady"...i przywrócił mi równowagę.

Niemniej jednak przed startem byłam spięta i - tradycyjnie-miałam mrówki w brzuchu.

Po sprawdzeniu podpięcia wzięłam się w garść,zebrałam do kupy.

-"Gotowa?"-pyta Czarek.

-"Gotowa"-odpowiedziałam,już skupiona.

"jazda,jazda,jazda"- i już po chwili byłam w powietrzu.

Wylądowałam szczęśliwa-niczego nie zapomniałam! Laughing

Tego dnia byłam w powietrzu jeszcze 3 razy.

Każde lądowanie - na nogi.Już nie siadałam na tyłku.Cool

Ale przed każdym startem miałam to samo uczucie: mrówki w brzuchu...

Podczas 10 lotu samodzielnego miałam małą wpadkę: wsiadłam w uprząż zbyt szybko.Po prostu mnie w nią wcisnęło,tuż po starcie.Przypuszczam,że miałam zbyt mocno zaciągnięte taśmy udowe...

9.04 miałam 15lot samodzielny. Zrobiłam rundkę i podchodziłam do lądowania.Już byłam dość blisko ziemi gdy stwierdziłam,że wyląduję zbyt daleko i zdecydowałam,że jeszcze zakręcę.Jak pomyślałam tak zrobiłam i wylądowałam trochę bliżej.Sama sobie jednak powiedziałam,że było to dość ryzykowne posunięcie.Miałam małą wysokość...

Zgasiłam skrzydło i usłyszałam w radio: "gratuluję,właśnie skończyłaś 1 etap kursu i H".

Zdębiałam...Jak to???Przecież mam mieć 20 lotów samodzielnych,a ten był dopiero 15??? Ojejku,czyżbym aż tak narozrabiała tym zakrętem???Wylatuję z kursu???Ale - w takim razie-czemu mi gratulują???

Zdezorientowana pytam się ludzi na sartowisku,w czym rzecz,czy aż tak źle wylądowałam?

Dowiedziałam się,że lądowanie mimo ryzykownej decyzji było udane,bo stanęłam na nogach,a skończyłam kurs,bo tandemy się liczą.

Poszłam więc do Wojtka zapytać,co dalej.Wytłumaczył mi niebezpieczeństwa związane z manewrem który wykonałam,jeszcze raz pogratulował ukończenia 1 etapu.Zapytał,czy chcę dalej się uczyć.Powiedziałam,że tak.Usłyszałam,że w takim razie dziś już nie latam,ćwiczę alpejkę,a od jutra latam dalej i loty będą liczone do 2 etapu.

Wróciłam na startowisko szczęśliwa i zadowolona.Do końca dnia torturowałam skrzydło,usiłując opanować alpejkę.Niestety,nie wychodziło mi to najlepiej...

10.04 leciałam tylko raz.Po starcie usłyszałam przez radio,że jeśli będę ładnie utrzymywać kurs na wyciągarkę to będę mieć wysoki hol.Więc grzecznie pilnowałam kursu.

Miałam wysoki hol.Niestety,nie wiem,na jakiej wysokości byłam,nie miałam przyrządów,na oko oceniać nie potrafię,a głupio mi było zapytać Wojtka.Ale wiem,że byłam wyżej niż poprzednio.Dłużej latałam,nosiło mnie nad lotniskiem.To był chyba jakiś promocyjny lot,nie uczyłam się uszu ani nic,po prostu leciałam i rozkoszowałam się lotem.Wylądowałam dość blisko startowiska."Bardzo ładna runda,bardzo ładny lot,wzorowe lądowanie"-usłyszałam przez radio.

Buźka śmiała mi się od ucha do ucha.Laughing

Niestety,potem pogoda się popsuła i już nie lataliśmy...

11.04.Kurs oficjalnie dobiegł końca.Dostałam zaświadczenie ukończenia 1 etapu plus PDI oraz książkę lotów pilota paralotni z wpisem H.

Pożegnałam się ze wszystkimi i wróciłam do domu.

Za kilka dni jadę na 2 etap kursu. 

Nadal nie mogę w to uwierzyć...

 

 


Pilotka.
Dodano:2010-06-19
 Smile Powodzenia
Piach
Dodano:2010-04-14

Pół,pół.Smile

Całą pilotką będę,gdy pomyślnie ukończę 2 etap,zdam egzamin i otrzymam ¦wiadectwo Kwalifikacji.

Swoją drogą,gdyby mi ktoś rok temu powiedział,że będę samodzielnie latać na paralotni wyśmiałabym go,tak nierealne mi się to wydawało... Cool


Pilotka.
Dodano:2010-04-14
E-tam pół :)
W@cek
Dodano:2010-04-13
gratulacje :)
prezes
Dodano:2010-04-12

W dniach 6-11.04 byłam w Turbii dokończyć 1 etap kursu.Wkrótce opiszę szczegóły,na razie pochwalę się tylko,że skończyłam etap pomyślnie,otrzymałam zaświadczenie i książkę lotów pilota paralotni.Od razu zapisałam się na drugi etap (czerwiec 2010).

Jestem już półpilotką! :-)


Pilotka.
Dodano:2010-04-12
Krótki film z mojego pierwszego startu. http://www.youtube.com/watch?v=4QAWLFQb3zM
Pilotka.
Dodano:2010-01-15
Zdrowych,spokojnych pełnych rodzinnego ciepła ¦wiąt Bożego Narodzenia,a w Nowym Roku 2010 samych pomyślnych startów i lądowań! :-)
Pilotka.
Dodano:2009-12-23
PYTANIE.

Latać,czy nie latać?Oto jest pytanie...
A każdy pilot:"latać" powie na nie.
Lecz nie jak Ikar ojca rad niepomny
-stał się przestrogą dla wszystkich potomnych.
Lecz latać mądrze,latać z jasną głową
bowiem błąd każdy kosztuje nas drogo.
Latać i w swym locie bujać wśród obłoków,
latać i błękitem swoje cieszyć oko.
Wolnym być jak orzeł,szybować w przestworzach
unosić swe skrzydła ponad góry,morza.
Upajać się wiatrem,zachwycać przestrzenią...
Zaprawdę latanie życie ludzkie zmienia!
Ono nas ustawia na równi z ptakami
a więc wszyscy mądrze cieszmy się lataniem.

Pilotka.


Dodano:2009-11-27
No i nie pojadę teraz do Turbii... Zwichnęłam sobie staw kolanowy-i to wcale nie poc=dczas ćwiczeń...Szłam na spacer z psem... Jak pech,to pech... Nic to,jak mówią-byle do wiosny...
Pilotka.
Dodano:2009-09-19
Wczoraj przekonałam się,że choć mam za sobą kilka samodzielnych lotów za wyciągarką,to jednak marny ze mnie pilot...I że muszę jeszcze dużo,dużo ćwiczyć. Byliśmy na Laworcie,a potem pojechaliśmy na Puzonówkę-taką małą górkę za Przemyślem.Idealną do zlotów dla początkujących. Bardzo chciałam wykonać swój pierwszy w życiu zlot.Ale mi się nie udało... :-( Miałam duże problemy z postawieniem skrzydła. Najpierw próbowałam klasykiem.I choć na lotnisku już mi to wychodziło,to na górce po prostu nie dałam rady...Skrzydełko robiło ze mną,co chciało,a chłopcy mieli niezły ubaw.Przewracałam się na pupę,na boki,a raz nawet na twarz,całując Matkę Ziemię... Alpejką było jeszcze gorzej,totalna porażka...Poplątało mi się wszystko... Jednym słowem-jestem beznadziejnym pilotem... :-( Ale nie zamierzam się poddawać.Będę jeszcze więcej ćwiczyć,za 8 dni jadę do Turbii dokończyć 1 etap kursu,a na wiosnę pomyślę nad drugim etapem. Będę latała,bo nie wyobrażam już sobie innej opcji...
Pilotka.
Dodano:2009-09-13
To były pracowite wakacje...Często jeździłam na Krówniki i ćwiczyłam,ćwiczyłam,ćwiczyłam. Jeździłam też z pilotami na Bezmiechową,Lawortę,Dźwinacz.Podziwiałam ich loty,robiłam zdjęcia. Jednym słowem-najwspanialsze wakacje,jakie miałam. Wkrótce pojadę do Turbii dokończyć pierwszy etap kursu. Już się nie mogę doczekać! :-) Niestety,nadal nie mam własnego skrzydła... :-( Ale prędzej czy później będę mieć! Na razie chcę skończyć kurs i zdobyć licencję. PoA potem pomyślę,co dalej.
Pilotka.
Dodano:2009-08-30
Dziś miałam okazję po raz kolejny ćwiczyc stawianie skrzydła.Z początku klasyczne,ale wiatr był zbyt słaby więc później ćwiczyłam klasyczne. Troszeczkę też pobiegłam ze skrzydełkiem. Samodzielne stawianie skrzydła jest znacznie trudniejsze od lotu za wyciągarką... Nic to-dam radę.ćwiczenie czyni mistrza. :-)
wetsiostra@gmail.com
Dodano:2009-07-28
Dziękuję :-) Najchętniej cały czas bym sobie ćwiczyła-zarówno stawianie skrzydła jak i bezpieczne,krótkie zloty(mamy taką małą górkę-Łuczyce-idealną dla takich ćwierćpilotów,jak ja).Niestety,jestem uziemiona-nie mam własnego skrzydła.I pewnie jeszcze długo nie będę miała... A co do termiki-chyba nigdy jej nie polubię...
wetsiostra@gmail.com
Dodano:2009-07-24

Bardzo emocjonujące opowiadanie, które czyta się z łezką w oku. Do warunków turbulentnych czy skoków skrzydła trzeba się przyzwyczajać bo ich będzie mniej lub więcej podczas latania. Opanowanie latania jednym przychodzi łatwiej i szybciej, inni muszą być bardziej wytrwali i cierpliwi, jedno em, trzeba "tłuc" im więcej ćwiczymy tym szybciej nabieramy wprawy, i bardziej oswajamy się z powietrzem, nie polecam na początku robić zbyt długich przerw, bo potem trzeba nadrabiać. I przedewszystkim witam w gronie pilotów, życzę wiele sukcesów i czerpania czystej przyjemność z przebywania w przestwożach.

 


 


amigo
Dodano:2009-07-24
Wypada mi jedynie pogratulować przygody. Bardzo fajne opowiadanie.
Prezes
Dodano:2009-07-23
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka