Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Cergowa bez radia czyli lądowanie w czarnej d...e

Masaż ramion w wykonaniu mojej małżonki rewelacja. Wracając do tematu; nie będę się powtarzał co do początku naszej wyprawy, dodam tylko że pięknie przystrzygliśmy ”kępkę” naszej Królowej. Po starcie fajne noszenie i bezproblemowe wyjście nad grań a tam stabilny żagielek przerywany co jakiś czas coraz śmielej budzącą się termiką. Chwila takiego latania i pojawiła się szansa na wykręcenie czegoś ”konkretnego”. W pewnej chwili zauważam na wschodniej stronie przedpola tuman kurzu odrywający się z lasu, więc od razu skręcam w tym kierunku niestety jestem po drugiej stronie górki i gdy docieram na miejsce jest już po wszystkim. Okazji nie zmarnował W@cek, który jako pierwszy wkręcił się w komin a w chwilę później dołączyła do niego reszta chłopaków i razem z nim zgodnie odeszli na zawietrzną. Nie mając łączności mogłem tylko obserwować jak koledzy znikają mi z pola widzenia a ja wściekły na siebie po cichu klnąc pod nosem zostałem sam nad górką. Zrezygnowany ale i zdeterminowany do dalszego szukania noszeń przeczesywałem powietrze nad Cergową, i wreszcie jest, Vario zaśpiewało w tonacji jaką lubię najbardziej. Kilkumetrowa winda wyniosła mnie na jakieś 800 m nad start. Rozejrzałem się i uśmiech znikł z mojej twarzy, okazało się, że cała dolina na zawietrznej pokryta jest chmurami i próżno szukać tam swojej szansy. Błyskawiczna decyzja, wracam nad startowisko, a więc bela do spodu i w ciągłym duszeniu udaje mi się przebić pod wiatr. Znowu wściekłość( stan w tym dniu już mi znany), może trzeba było polecieć? Cholera chłopaki pewnie już daleko na Słowacji a ja nie mogę oderwać się od górki. Pozostał mi znowu trening latania nad stokiem i ćwiczenie chwytania porwanych noszeń tym bardziej, że zrobiło się turbulentnie i większość czasu zajmowało mi zapobieganie atrakcjom. Tak minęła kolejna godzina, a w tym czasie niebo na przedpolu prawie całkiem zakryło się chmurami zaczęło wiać trochę mocniej i termiczne ”strzały” zastąpił znowu miodzio żagielek. Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu pojawił się ktoś na starcie, jak podleciałem bliżej poznałem, że to Grzybki w pełnym składzie. Chwilę polataliśmy razem, po czym jak na małżeńską parę przystało odlecieli razem na zawietrzną, a za jakiś czas zobaczyłem ich lądujących w okolicach Zającówki. Pewnie znowu został bym sam w powietrzu gdyby na starcie nie pojawili się Borys i Rysiek. Boria szybko wyszedł nad grań i po kilku zwitkach odszedł w słabym noszeniu na zachód, a tam już tylko w dół aż do lądowania. Niebo zaczęło powoli się odkrywać i pojawiła się szansa, ( z racji późnej godziny chyba już ostatnia) odejścia na trasę. Zauważyłem startującego Ryśka, który powoli zaczynał wspinać się do góry, po czym nieśmiałe noszenie szarpnęło moim skrzydłem, nie pomyliłem się terma znowu zaczęła pracować. W zasadzie w tym miejscu mógłbym rozpocząć swoją opowieść, ale byłaby ona niepełna, więc z góry przepraszam za dłużyzny i życzę cierpliwości przy czytaniu tego tekstu. Wracając do wątku, znowu „ napalił ktoś w piecu” i mniej więcej na wysokości startu złapałem solidny komin, który wyniósł mnie w stabilnym noszeniu na ponad 1000m . Odjechałem z nim jakieś 3 km po czym skierowałem się z wiatrem i dałem po belce. W ten sposób przeskoczyłem nad Mszanę i dopiero tam udało mi się użebrać kilkaset metrów kręcąc wąską i poszarpaną termę, po czym dalej z wiatrem. Przeskoczyłem nad następny i następny grzbiet, a później wzdłuż niego, bo brakowało już wysokości aby zapuścić się dalej, tym bardziej, że teren wyglądał na niezbyt zamieszkały. Korzystając z leciutkiego żagielka leciałem wzdłuż grani wypatrując w dolinie awaryjnych lądowisk i szykując się do tego, co nie uniknione czyli przyziemienia. Wylądowałem we wsi Polany na łączce obok stawu w pięknej scenerii i pierwsze co zrobiłem po wypięciu się to złapałem za telefon chcąc powiadomić Grześka i Arka że jestem cały i zdrowy. Ciekawy byłem również jak daleko zalecieli. Niestety brak zasięgu, ale przecież przed chwilą telefon dzwonił. Spacer na pobliską górkę i nic dalej poza zasięgiem. Nadmienię tutaj że latałem bez radia, które uległo awarii, okazało się że nie jest wodoodporne, więc telefon był moim jedynym kontaktem z cywilizacją. Pospiesznie poskładałem klamoty, doszedłem do drogi i zasięgnąłem języka u tubylców. Powiedzieli mi, że za jakieś 5-10 minut jest autobus (jeden z dwóch w tym dniu i to ten ostatni) do Krosna przez Duklę. Szkopuł w tym, że do przystanku było około kilometra. Prawie przebiegłem ten kilometr po to tylko żeby się dowiedzieć, że autobus przed chwilą odjechał. Cholera czy musiałem wylądować w środku czarnej d…y? Złapałem oddech i z telefonem w ręku ruszyłem w kierunku Dukli. Okazje, które próbowałem zatrzymać na widok plecaka omijały mnie szerokim łukiem. Kolejni tubylcy zapytani gdzie mogę złapać zasięg telefonu powiedzieli tak: „Albo trza wyjść na tą górkę, albo za drogą ze sześć kilometrów” Wybrałem wariant drugi, bo nie uśmiechało mi się naginać przez pola i zagajniki na wysoką górę a potem z powrotem wracać do drogi. Tak więc idę i idę na tyle szybko na ile mi sił starcza i po jakimś czasie czuję, charakterystyczne pieczenie na spodniej części stóp, no tak brakowało mi tylko odcisków, ale co zrobić trzeba naginać dalej. Serpentyna drogi pnie się ciągle do góry i dopiero na samym szczycie wzniesienia wspaniały odgłos przychodzącego sms-a CYWILIZACJA !!! Pierwszy telefon do żony która łamiącym się głosem dziękuje Bogu że żyję i nic mi nie jest, a następny do Grześka z informacją gdzie jestem. Okazuje się, że chłopaki czekają na mnie w Barwinku bo są przekonani że poleciałem na Słowację. Dowiaduję się również, że oni siedli jeszcze sporo przed granicą, po czym sprawnie załatwili zwózkę i cały czas czekali na mnie przy samochodzie, ach ten brak łączności. Widok podjeżdżającego samochodu był dla mnie kojący i nawet zebrany op…ol zresztą jak najbardziej zasłużony i w tym dniu nie jedyny nie popsuł mi powracającego humoru. Koledzy przepraszam że tyle musieliście na mnie czekać i obiecuję że bez radia nigdzie się nie ruszam, albo że polecę dużo dalej tam gdzie zasięg już jest (to żart). Na tym koniec bo zanudzę was na śmierć, a tak w ogóle to dobrze że dzisiaj pada bo inaczej trzeba by gdzieś chodzić a odciski bardzo dokuczają Bardzo cierpiący
paradziadek


Dodano: 2008-05-11

¦wietny opis!, kurka to rzeźbienie Ci się opłaciło Piotr ;] potem to juz z buta uśmaiałam się nieźle :) ja przeszłam jakieś 2km ale obyło się bez większych przygód i odcisków, a i zasięg był.

pzdr

j. 


julka
Dodano:2008-05-13

Piotrek.

Termin dostawy przesyłki podawany przez sprzedawcę to 2-5 dni (przy priorytecie), ale przy obecnym tempie realizacji zleceń przez Pocztę obawiam się, że może on nie zostać zachowany.

W tym tygodniu posiedź raczej przed telewizorem. Żartuję ...


Tomek
Dodano:2008-05-13
Uffffff-Laughingmężuś zamówił sobie nowe radio  :D-a mi może syneczek kochany naprawi kiedyś to zalaneLaughing-super by było  :D
Basia
Dodano:2008-05-13
Fakt to ja nie przewidziałam że kwiatek załatwi Piotrusiowi radio,ale niestety musi sam sobie kupić nowe hehe taki już jego losWink.Już myśli nad zakupem, więc już nam takiego numeru więcej nie wywinie mam nadzieję.Laughing.  A propo , ten kto nie słucha co sie do niego mówi to kończy w czarnej D...e  hehe.Laughing
Basia
Dodano:2008-05-12
Basiu kup radio Piotrkowi bo jak zawiśnie na drzewie, a zasięgu braknie to dopiero będzie w Czarnej d............
grigorij
Dodano:2008-05-12

Wnioskuje o nadanie Ci tytułu Teamowego kronikarza. Gratulacje świetny tekst.

 


Zbig
Dodano:2008-05-12

HmmmmLaughingczyżby zmądrzał???mam taką nadzieję Smile-egoizm nie jest dobrym doradcąLaughing.

Ps-w cztery godziny super wypocinyLaughing

     żonkaEmbarassed 


Basia
Dodano:2008-05-12
Super opowiadanie. Oby takich więcej. Poniedziałek rano w pracy a mi się micha śmieje Laughing. To nie żadne dłużyzny. Piotrku pisz jak najwięcej, bardzo dobrze ci to idzie. Te opowiadania to super pamiętnik teamu. Kiedyś będę je czytał dzieciom na dobranoc Wink.
Piach
Dodano:2008-05-12

Ale się uśmiałem Piotrze - oczywiscie nie z powodu twoich piekących odcisków, tylko pełnego humoru opowiadania :))

Ja sobie chyba przykleję na kokpit tabliczkę z napisem " Nie odchodz z góry do póki nie masz podstawy" 

 


grigorij
Dodano:2008-05-12

Z perspektywy czasu, zimnego browarka i kilku innych miłych w formie akcentów stwierdzam, że niedzielny wyjazd był ... hmmm ... jedyny w swoim rodzaju. Z całą pewnością można o nim powiedzieć - oryginalny. To lubię w naszym hobby ... chyba najbardziej.

i jeszcze jedno ... radio dobra rzecz Smile


Arek
Dodano:2008-05-11
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka