Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
22. 06 - Slubica - ... lot jednego komina i wypadek Piotra

Wyjazd na Slubicę 22. czerwca wydawałby się udany kończy się wypadkiem Piotra. Chciałoby się pochwalić tym jak polataliśmy, ale jakoś tak, dziwnie i ... zresztą sam nie wiem jakoś ... może niezręcznie. Nasz organizm Teamowy ucierpiał, szkoda ... bo to nie brak doświadczenia czy obycia spowodowało taki obrót sprawy ale zwykły pech, taki który może spotkać każdego z nas. Podczas powrotu do domu ta radość, która powinna nam towarzyszyć przepadła a jej miejsce zajęły rozmowy i rozważania, co by było gdyby i zwykłe myśli dlaczego ?
Pewnie gdybyśmy znaleźli odpowiedź dlaczego ? łatwiej byłoby zrozumieć i pogodzić się z tym, że Piotr zabrany przez śmigłowiec leży w szpitalu w Popradzie. Ale jedyną odpowiedzią był pech. Przecież to mogło spotkać każdego z nas. Co wtedy ?
Jednym to pytanie dało do myślenia więcej innym mniej. Jedno jest pewne, że każdy z nas je sobie zadał.
Trudno o tym pisać a myślę, że jeśli ktoś będzie chciał wyjazd skomentować ze swojej strony z pewnością się dopisze. Mi brakłoby pewnie wątku, dlatego daruję wam swój wywód. Fakt, że od tygodnia nie powstał żaden opis świadczy, że nadal myślimy o całym wypadku. Zgodnie jednak z naszą "świecką tradycją" chciałbym napisać kilka słów komentarza odnośnie samego latania.

Wybraliśmy się na Slubicę do kolegów, którzy w składzie Grzesiek, Piotr, Sławek i Mariusz wyjechali tam dzień wcześniej. Warunki 21. nie dopisały specjalnie, ale chłopaki polatali i w sumie byli zadowoleni (pewnie także z wieczoru). Nasz skład to: Wacek, Zbychu, Tomek no i moja skromna osoba. Dojechali także Borys z Ojcem i Mamą oraz Andrzej i kolega, którego imienia nie pamiętam (przepraszam). Po wyjeździe na górę od razu gotowaliśmy się do startu i niebawem odpaliliśmy. Na pierwsze latanie załapał się Piotr, który walczył godnie i zrobił na nas naprawdę wielkie wrażenie nie dając się naturze. Nawiasem moim skromnym zdaniem Piotrze, to nie był "najdłuższy dupozlot" jak go określiłeś. To była godna walka i pewnie nie tylko ja to przyznam. Obserwacja Piotra jak długo długo nie daje się duszeniu kręcąc nawet zera a później wychodzi w tym "czymś" nawet ponad start była przyjemnością.
Odpaliliśmy Zbyszek ja i Grzesiek. podstawę wykręciliśmy Zbyszek i ja po czym udaliśmy się na zawietrzną Slubicy i po praktycznie zlocie, bo nic tam szczególnego nie spotkaliśmy, lądowaliśmy niedaleko siebie coś koło 10 km. od miejsca startu. Przyjechał po nas Wacek. Dzięki Wacku.
Po przyjeździe na lądowisko okazało się, że warunki siadły. Wyjechaliśmy znów na górę. Oczekiwanie zwieńczone powtórnym startem okazało się udane. Wszyscy tym razem utrzymali się w powietrzu. Tym razem nierówną walkę z naturą podjął Zbyszek rzeźbiąc koło nadajnika. Obaj z Grześkiem złapaliśmy windę do nieba o stałym nominale ok 7,5 m/s w górę. Cóż to była za jazda. W porywach wario zamykało się i wyło bez przestanku a sznurówki w butach same się rozwiązywały. Rewelacja. W ciągu pół minuty mieliśmy podstawy.
Uderzyliśmy po Braniskim grzebiecie w kierunku Zbyszka, który cały czas walczył. Latali również wszyscy inni koledzy. Mnie skusiło pasmo i uderzyłem dalej. Grzesiek został przy autostradzie. Dalej nie mogę pisać co dzieło sie z kolegami bo skupiony byłem na tym co ze mną.
W oddali majaczyła Cerna Kopa i prawie miałem ją w zasięgu. Niestety nie starczyło wysokości i lądowałem bezpiecznie w Niżnym Slawkowie. Jak się później okazało czekało mnie 7 km. drogi pieszo w słońcu i pod górę z całym szpejem. Chciałoby się powiedzieć: cóż to była za droga ale nie powiem bo jak o tym pomyślę to od razu bolą mnie plecy.
Przez radio dowiedziałem się że chłopaki zdobyli zamek i niektórzy powrócili do macierzy a Zbychu nawet przeleciał dalej i zrobił kawał trasy.
W tym miejscu chciałem podziękować "Borysom" bo przyjechali po mnie do Polanowców. Nie doszedłbym sam na 100%. DZIęKUJę.
Na górę wyjechaliśmy raz jeszcze. Chłopaki w osobach: Wacek, Grzesiek i Tomek już latali. Wystartowałem na wieczorny żagielek i wtedy usłyszeliśmy przez radio Piotra, który wywoływany przez Grześka długo się nie najpierw odzywał. Dalej wypadki potoczyły się dość szybko. To była dość zgrana akcja. Szkoda tylko,że Piotr ucierpiał.

Tak czy inaczej, latanie się odbyło, do końca był śmiech, radość, jak to zwykle bywa kiedy nasze najpiękniejsze pozwalają nam byc sobą. Skończyło się niezbyt szczęśliwie. SZKODA.

Jedno jest pewne najdłuższy przelot w tym dniu należy do Piotra. Cóż że śmigłowcem, ale najdłuższy.

A to fotki: Galeria Grześka | Galeria Arka
Arek


Dodano: 2008-06-30

Bardzo miły wyjazd w super towarzystwie. Po oczekiwaniu na sobotni warun ok. 5 godzin (dzięki Piotrze za wystopowanie mnie na górce - niecierpliwy ze mnie człek) niebo odsłoniło sie na tyle żeby wykręcić podstawę i dolecieć do zamku. Nocleg w miasteczku opodal z basenem i pięknym widokiem na podświetlony Spisky Hrad - pękła magiczna liczba 7 piw.

Niedzielne latanie z resztą Teamu w niespokojnych warunkach, postrzępiona termika i kominy zamykające wario - niestety poza zawietrzną góry i przedpolem ciężko było złapać komin na przeloci. Krótkie "szpilki" ciężkie do do wycentrowania, wieczorem żagielek niestety feralny w skutkach dla naszego Kolegi. 

Nie mam doła, i myślę że to ani wina Piotrka, ani skrzydła na którym latał (sam na nim latałem i wiem że jest bardzo spokojne) to po prostu pech który padł akurat na najbardziej opanowaną  osobę w Teamie.

Piotrze wracaj do zdrowia, 6 mcy czy nawet rok to tylko rąbek życia - a te słowa oddadzą resztę:

"Jeśli choć raz wzbiłeś się w powietrze, to już zawsze będziesz kroczył po ziemi z oczami skierowanymi w niebo, z myślami krążącymi w górze i pragnieniem powrotu w przestworza" - Leonardo da Vinci.


grigorij
Dodano:2008-06-30
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka