Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
2.06.2008 r. - Moja cergowa środa

¦rody na Cergowej, od kiedy Piachu pokazał że lotne, kuszą za każdym razem gdy czuje się prognozy północnego kierunku. Tak też stało się i teraz. Nadzieje na dobre meteo rosły z każdą godziną i choć miałem chęci na - po prostu latanie - nie spodziewałem się, że dzień ten zaskoczy mnie tak bardzo.
Wybaczcie za osobisty ton tego opisu, ale lot ten odebrałem w taki właśnie sposób i trudno byłoby mi opowiedzieć to co się zdarzyło w bezosobowej formie. W tym momencie relacja "naocznego świadka" byłaby bardzo sucha. Większość tego co działo sie w górze ominęła mnie z przyczyn ode mnie niezależnych, zaś wszelkie przesłania znam jedynie z komunikacji radiowej zresztą bardzo lapidarnej.
Podejście pod Cergową jak zwykle masakryczne. Słońce niemal w zenicie powodowało cykliczne przestoje na drodze do linii lasu. Patrząc w lustro odczuwam teraz skutki jego działalności. Po raz pierwszy moje czoło zmienia skórę :).
Maszerując na przedpolu oglądałem start Witka R., który wyrzeźbił grzbiet Cergowej i utrzymywał się w lekkich noszeniach na rozsądnej wysokości. Później padło kilka zlotów. W radiu słyszałem, że startowisko jest pełne pilotów. Domyślałem się tego tym bardziej, że dojeżdżając do postoju przywitał mnie szpaler zaparkowanych aut. widok mówił sam za siebie.
Mimo później pory, bo dojechałem ok 11-tej, nie warto było zbytnio śpieszyć się i czekać na swoją kolej na start stresując się z lekka (co zresztą i tak miało miejsce). Opóźnienie spowodowane było brakiem obsługi na stoisku ubezpieczeń w REALU (WRRRRR !). Za to zaowocowało niezłym kontaktem z agentem (oddział na Szopena), który na telefon wypisze papiery i opłatę pobierze nawet następnego dnia.
Wracając do wątku, wyjście pod krytyczny etap podejścia zabrał nieco czasu ale ... tam miłe zdziwienie. Jest już rozciągnięta lina pełniąca funkcję prowizorycznej poręczy. Ułatwia podejście. Inicjatywa godna pochwały. Dalej wyjście no i na startowisku kilka minut na oddech :)- kolejka dość długo. Kominy przechodziły niezbyt często więc czas oczekiwania wydłużał się tym bardziej, że niektóre skrzydła były po prostu poplątane. Niestety Cergowa nie jest szerokim startowiskiem gdzie można rozplątywać glajta do woli i rozłożone skrzydło normalnie zabiera możliwość startu innym. W tym momencie przypomniał mi się czas zawodów kiedy 2 min. na starcie były niemal świętością. Zatęskniłem do tego zwyczaju obserwując jak warunki siadają i chmury niemiłosiernie szybko rozpadają się ustępując miejsca dla błękitu.
Wreszcie mój start. Szybko bezboleśnie, uffff. Skręt w prawo i wsadzam nogi w kokon, Patrzę a jakiś habzie pchają mi się do środka. Widać zabrałem trochę startowiska ze sobą. Zrzucam je i zaczynam żebrać wysokość. Idzie dość, dość ale czegoś mi brakuje (ja się później okaże czegoś więcej nawet). Nie słyszę pikania, ... nie włączyłem wariometru. Włączam go pośpiesznie i ... już wszystko na swoim miejscu. W górze widzę tylko Wacka, który dosiadł chmurki i wierci się pod nią niemiłosiernie :). Ten niezwykły taniec wciąga i mnie po czym zaczynamy pląsać już razem w jeden rytm tyle, że nieco na innym parkiecie. Szykują się podstawy, jestem już na 780 m ponad start i ... tak fajnie żarło i zdechło nagle.
Co jest myślę ? Przecież do podstawy jeszcze trochę zostało ? Kątem patrze na Wacka. Też dostał kosza od swojej "pierzynki". Hmmm, no nic trzeba szukać następnej. Na przedpolu zaprasza mnie dość wyrośnięty "baranek". Latam sam po tej stronie Cergowej więc jestem "Panem na włościach". Koledzy upominają w radiu, że przedpole nie nosi, ja jednak konsekwentnie zmierzam w kierunku mraka. Wiatr niewielki wiec Synergy na speedzie tnie powietrze jak żyleta. Opadanie powyżej 2 sugeruje tęższe noszenie. Jest, ... mam 3 + w górę. Znów dokręcam tym razem do 900 m ponad start i daję znieść się na zawietrzną. Tam mój puchowy powóz rozpada się na dobre. Znów nie mogę złapać podstawy. Jestem bardzo blisko ale ... noszenie się kończy.
Widzę Wacka, który jeszcze walczy. Nauczony poprzednim "prze"-lotem ładują się na wzniesienia. Nie lecę doliną. Wyznaczam sobie punkt: Tylawa - to tam gdzie kiedyś doleciałem :). Nagle słyszę miłe pikanie. Dokręcam :), i mam widzę 1,5 do góry. Znów łapię te nieszczęsne 900 m ponad start i dalej kiszka. Same zera.
Patrzę na dół, :)) Tylawa pode mną. :). Ładuję dalej. W radiu słyszę przekaz, gdzie kto jest. Melduję także swoją pozycję i nieśmiało zamiary. Ten rząd ciężarówek przed przejściem kusiiii ... jak cholera. \
Znów szukanie fragmentów na "+", nie ma czasu na muzykę. I znów mam. Chmury rozypują się ale o dziwo czasem i blacha nosi. Mam 2+, znów dokręcam ale nie łapię podstaw. Jest blisko ale ... jednak nie. Speed daje przyśpieszenia i jestem już nad przejściem. Duszenie robi swoje i teraz łapczywie szukam wzrokiem samolotu, naszego punktu "tankowania". O dziwo samolotowa łąka nosi. Kucyk zachęca mnie do lądowania i wspólnego czekania na zwózkę, ale nie korzystam z zaproszenia. Dokręcam to co się daje i w oddali widzę Svidnik. Kolejny mój punkt :) Uśmiech na twarzy rośnie z każdą chwilą, spoglądam na GPS i ... tak jakbym teraz dostał skrzydeł. Walę na Speedzie pod blachą obserwując wario. Opadanie maleje i przy 1 - puszczam speed. okazuje się, że łapię komin. Jest dobry i konkretny to jakaś 3 +, czasem więcej ale dość turbulentny. Kołysaniem próbuje mnie wyrzucić ze swojego kręgu. Nie ulegam i dokręcam. Znów magiczne 900 m. Teraz decyzja jestem nad Svidnikiem po prawej pas startowy, w lewo czy w prawo. Jest środek tygodnia więc Presov ma włączoną strefę CTR.
Obieram kierunek w lewo. W oddali kilka miejscowości. znów ostre duszenie. ponad 3 czasem 4 -. Speed na maxa i w bok by nie lecieć w tym największym dole. Opłaca się. Wreszcie widzę Krzyśka Rogowskiego, który wysoko wysoko mknie na swoim Gradiencie i pozdrawia przez radio. Kosiarka kosząca łąkę zdradza noszenie. Znów bonus i zabawa z ciepłym powietrzem kończąca się prawie pod chmurami. W oddali miasteczko.
Przełączam GPS na mapę. Nie ma nic takiego. Pytam przez radio Krzyśka. Krzysiek znajduje. To Stropkov. Na łąkach dokręcam jeszcze trochę wysokości jednak duszenia na tym poziomie już nie wróżą zbyt wiele. Siadam tuż przed miastem obok charakterystycznej cegielni. Zejście na klapach w turbulentnych warunkach okazuje się bezpieczne. Radość nie ma końca ... no prawie. Zerkam na przyrządy i ... okazuje się, że nie włączyłem trackloga. Zamieszanie i poddenerwowanie przed startem odciąga moją uwagę od w zasadzie najważniejszej czynności. Czyli dziś fly for free. No nic, ale jestem tu i to najważniejsz. Składam glajta, dzwonię do Wacka. Przyjadą po mnie. Dzięki Wacku i Miśku za zwózkę. Później tylko po Krzyśka, który siada koło Siravy. I długie rozważania w drodze powrotnej.
Te miagiczne 900 m to skucha. Krzysiek też to czuł. Jedynym sposobem było prze-kręcenie tych zerek ponad 900 m a wtedy "wide open" przed oczyma. No ale cóż i tak nie narzekam. Dzisiejsza magia pozwoliła mi na życiówkę. Jestem bardzo zadowolony mimo, że nie mam dowodów :). Wystarczy mi świadomość, że tam byłem. Latam by latać bo to jest najpiękniejsze chyba w naszej pasji. Po prostu Znów byłem tam gdzie mi dobrze.
Dzień zakończyłem 36.7 km w linii prostej za punktem startu lecąc po łuku. Nie liczę tego co na przedpolu.
Spędziłem 1 godzinę i 46 min niesamowitej przygody a uśmiech nie schodzi mi z twarzy za każdym razem gdy o tym myślę.

Serdecznie pozdrawiam w tym miejscu współlatających i życzę nam wszystkim jeszcze dłuższych przelotów.
Arek


Dodano: 2008-07-04

Gratulacje, choć szkoda że nie zasiliłeś punktami konta naszego Teamu. Może w końcu i ja spojrzę na Cergową z lotu ptaka.
Zbig
Dodano:2008-07-11
gratuluję przelotu oraz opowieści o nim :)
iwona
Dodano:2008-07-10

Potwierdzam - zwiozłem go ze Strobkova ale kto wie jak on tam sie dostał jak nie ma traka :)

Może stopem w dowrotnym kierunku?

A tak poważnie to gratuluję przelotu - mam nadzieję ze następnym razem już po Was nie pojade :) - nie dlatego że jestem świnia ale ponieważ bede dalej :) 


W@cek
Dodano:2008-07-04
Brawo!! Widzę, że środa rządzi Wink
Piach
Dodano:2008-07-04
Gratulacje przelotu, mam nadzieję żę już niedługo w żywieckiem zrobimy przynajmniej 100 Smile
grigorij
Dodano:2008-07-04
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka