Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Słubica 10-08-2008 rypanka na maxa

Po bardzo trudnym kompletowaniu ekipy na niedzielny wyjazd na Słubicę udało mi się zebrać 3 osobową ekipę: ja , Witek Raś i Marcin Lis. Po przyjeździe na szczyt ukazał nam się jak zwykle najpiękniejszy widok pod słońcem, czyste niebo, Spiski Hrad i niestety Tatry zasnute chmurami. Spokojnie skonsumowaliśmy śniadanie i około godziny 11 Witek i Marcin odpalili. Warunki jeszcze były słabe i Marcin niestety zaliczył zlota w ciągłym duszeniu. Tuż po jego lądowaniu Vitarka już była na dole, Witek w akcie solidarności również odpuścił słabe noszenia i wylądował. Po drodze na górę spotkaliśmy naszego znajomego ze Starego Sącza Maćka oraz jego znajomego (którego imienia niestety nie pamiętam) niestety nie skontaktowali się z nami i wchodzili na Słubicę na nogach a mogliśmy ich bez problemu wywieźć na szczyt. Z uwagi na bliskość szczytu (ok 70m) nie skorzystali z naszej propozycji podwiezienia ich plecaków i twardo dotarli o własnych nogach z pełnym ekwipunkiem. Jak się później okazało niepełnym ponieważ Maciek zapomniał variometru. Po powtórnym dotarciu na szczyt nie było już na co czekać i natychmiast po uszpejeniu odpaliłem. Tuż przed startem złapałem poszarpane noszenie które po kilku esach zmieniło się w kominek który można już było kręcić. Noszenie urwało się jednak zanim dotarłem do podstaw, na szczęście słowacki przyjaciel na Gradiencie zaczął wykręcać niezły kominek tak więc w sporym duszeniu na speedzie pognałem prosto do niego. To był porządny kominek który wyniósł mnie do podstaw. Następnie latanie pod chmurkami i próba dogonienia uciekającego mi Gradienta, nad tunelem obok wierzy łapię komin na początku słaby następnie na zawietrznej dostaję kilka strzałów dzięki którym mój kokon staje w pozycji moździerza, a moje zwieracze stają się mocno przeciążone, po kilku zwitkach jednak noszenie się stabilizuje i w mocnym kominku dokręcam podstaw. W tym samym czasie widzę jak w dolinie „biedny” Gradient nie dokręciwszy podstaw szuka szczęścia tuż nad drzewami. Przy podniesionych podstawach popołudniowego słońca (2100) odpalam w trasę. Widząc jak Gradient żebrze o noszenia rezygnuję z trasy którą on obrał i pierwotnie ja sobie wytyczyłem i lecę w kierunku największej ilości chmur które budują się nad górkami po północno wschodniej stronie. Noszenia pod chmurkami są prawi ciągłe więc pokonuję kolejne kilometry w komfortowych warunkach, po utracie ok 200 m, złapawszy mocny kominek dokręcam znowu podstawy, i lecę sobie dalej. Po doleceniu do końca pasma gór stwierdzam że rokowania są kiepskie, przede mną dolina nad którą prawie nie ma chmur i nie wiem czy uda się przeskoczyć na kolejne pasmo które jest oddalone ok 7 km, na dodatek straciłem sporo wysokości i nie ma gdzie się podkręcić do podstaw. Decyduję się poszukać szczęścia nad miastami leżącymi za pasmem gór w dolinie, niestety czekanie w słabych noszeniach nad miastem nie przyniosło rezultatu a co gorsza niewielkie chmurki które jeszcze 15 minut wcześniej wisiały nad doliną rozpadły się całkowicie i moje nadzieje na dalszy lot prysły. Mając odpowiedni zapas wysokości wypatrzyłem sporą łączkę tuż przy drodze zaraz za torami kolejowymi i spokojnie podchodzę do lądowania, jak się później okazało na terenie wodociągów miasta Sabinow. W tym samym czasie inni zalatali po ok 2 godzinki nad Słubicą i niestety siedli na lądowisku z powodu braku noszeń którego powodem było częściowe zasnucie się nieba cirrusem. Po godzinnym oczekiwaniu na towarzyszy, spakowani i zadowoleni wracamy do Rzeszowa, jeszcze tylko tradycyjny prażony syr z hranolkami + Radegast nealko w knajpie koło czołgów. P.S. Dzięki chłopaki że pojechaliście ze mną, bez Was na pewno nie zdecydował bym się na przelot o ile w ogóle bym pojechał na Słubicę.
Zbig


Dodano: 2008-08-11

Dzięki, miło do Was dołączyć, zaraz się dopisuję
MaciekG
Dodano:2008-08-11
Maćku G, Wpisz się na listę pliotów. Serdecznie zapraszamy.
Arek
Dodano:2008-08-11
A ja odpuściłem wyjazd sądząc, że z uwagi na prognozowany kierunek wiatru może być kłopot z wystartowaniem tego dnia. A ekipa widzę całkiem nieźle się zabawiła.
Tomek
Dodano:2008-08-11

brawo Zbyszku, 28 km w takich warunkach to jest wyczyn. Ja pokręciłem się nad górką dopóki cirrus nie wygasił termiki. Wykręcanie kominów bez wario jest możliwe, ale lepiej korzystać ze zdobyczy techniki :) Pomagałem sobie "prędkością pionową" Garmina, ale wskazania mają bardzo dużą bezwładność (76Csx), w każdym razie 2x zrobiłem (marną) podstawę.

pozdrawiam, Maciek ze St.Sącza :)

PS. a podchodzenie na startowisko jest częścią latania


MaciekG
Dodano:2008-08-11
Gratulacje.
Arek
Dodano:2008-08-11
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka