Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Słowenia 2008 - ... inny wymiar bujania w błękicie

16.08 - podstawy i fajne latanko

Wyjazd planowy. Grupa pozbierała się jak jeden mąż (Relax, Piach, Sylwia, Czarek i Arek). W trasę wyruszyliśmy o godz. 18 tej. Kierunek Barwinek. Rzut okiem na "Królową" i żegnamy się Krajem. Nocna eskapada uplywała w humorystycznej atmosferze. Słowacja minęła jak z bicza strzelił. Węgry w nocnej scenerii przywitały nas burzą. Spektakularne zjawisko przykuło nasze oniemiałe twarze. Niebo po prostu gotowało się niesamowitym spektaklem wszechobecnych błyskawic. Co jakiś czas zdawało się, że noc przemienia się w dzień. Natura ukazując swe piękno jednocześnie z wolna tumiła w nas nadzieję na piękną pogodę. Padało i padało. Deszcz z czasem malał po czym znów z siłą wodospadu zalewał przednią szybe naszego busa. Ranek na Słowenii przywitał nas również strugami wody. Po czym Ralax nie wiedzieć jak pstryknięciem w place (3 razy - nie wiem czemu akurat tyle, zresztą nikt nie wiedział) spowodował że deszcz nagle przestał padać. Jak się później okazało wjechaliśmy do tunelu. Mimo tego zrobiło to na nas wrażenie. Na Relaxie zresztą też, chociaż próbował ukryć swoje zdziwienie. Fakt faktem, że na camp lLijak przyjechaliśmy bez deszczu i namioty mogliśmy rozbić już nie w kałużach. Aleksander (własciciel campu) przywitał nas z radością poznając zarówno Relaxa jak i Sylwię. Informacja o meteo na dzień dzisiejszy jaką usłyszeliśmy postawiła nas na nogi i mimo zmęczenia postanowiliśmy pozbierać się, zorganizować i poprosić Aleksandra o transport naszym busem na góre. Dobre rozwiązanie bo Aleksander swoim busem bierze 5 euro/os. Jadąc jako kierowca naszym autem bierze 5 euro za cały wyjazd.
Na górze pięknie. Coś niesamowitego. Prawdziwe jednak zjawisko czekało na nas dopiero pod chmurami. Start. Piach później ja. Ostro w prawo i rzeźbienie po "Cergowemu" czyli prawie zbierając szyszki z drzew. Niestety nic. Odwrót w prawo i ... jest, ktoś na górce po przewężeniu łapie słaby komin. Do szczęściarza doskakuje Piach, później ja. Uśmiech na twarzy i jazda nieznacznie w górę. Już jesteśmy ponad granią i teraz dopiero pokazuje się z wolna piękno lijackiego krajobrazu. W oddali zatoka Triestu z otwartym morzem niemalże na wyciągnięcie ręki. Woda mami swoim widokiem zapraszając do odwiedzin. Jeszcze nie teraz. Kolejne stopnie w krążeniu komina odsłaniają po drugiej stronie przepiękne widoki Dolomitów. Ośnieżone szczyty skalistych zboczy przyprawiają o niemy zachwyt i radość na twarzy. Następny krąg i znów zatoka i znów Dolomity. Pod nami zalesione zbocza łańcucha z którego wybyliśmy w niebo. Nagie skałki co jakiś czas kraszą zbocza brutalnie rozrywając zieleń. ¯yć nie umierać.
Odpalają Czarek i Sylwia. Niestety nie udaje im się załapać na windę. Przedpole z każdą chwilą kituje się chmurami zabierając słońce spragnionym go łąkom. My z Piachem w górze kręcimy dalej zachwycając się tym co pokazuje nam natura. Wyciągamy kamery próbując złapać choć odrobinę tego piękna. Chmury dziś dość nisko. Łapiemy podstawy na wysokości 1800 m i jazda na przedpole. Wizyta nad Novą Goricą znów pozwala zachwycić się okolicą. Później przymusowy powrót z powodu duszeń. Dolina już niemal cała w cieniu nie pozwala na dalsze ekskapady.
Startuje Relax. Niestety duszenie.
Wracamy z Piachem nad Lijak i próbujemy jeszcze coś porzeźbić. Niestety wygląda to bardziej już na "twórczość w gów...". Odwracamy się do campu i lot zapoznawczy z okolicą Lijaka kończymy lądując na wśród namiotów. Natura była dziś dla nas łaskawa. Alpy nie miały w tym dniu zbyt łaskawych warunków.

17.08 - zloty, ... choć nie tylko

Dzień przywitał nas lekkim szmerem pod kopułą czaszki, co zresztą miało swoje uzasadnienie w tym co działo się wieczorem dnia poprzedniego. Empirycznie dowiedliśmy mianowicie, że lokalny trunek w wdzięcznej nazwie "¬gawica" - nie mający nic wspólnego z tym z czym kojarzy się jego nazwa, nadaje się do spożycia. Mało tego podnosi zdecydowanie poziom endorfin w organizmie działając jednocześnie lekko destrukcyjnie na narząd ruchu - na szczęście tymczasowo.
Tak czy inaczej dzień zaczął się baaarrrdzzzooo poooowwwwooollliiii. ¦niadanie i błagalny wzrok na niebo, które pokryło się niestety chmurami. Czy to dobrze czy źle ... trudno powiedzieć wszak każdy patrzył z innej perspektywy.
Po południu po obserwacji kilku zlotów powzięliśmy jednak decyzję o wyruszeniu na startowisko. Tam, ... cóż , to samo co na campie. Chmury. Było koło 14-tej. Niebo niemrawo przecierało się, choć nadal nie wyglądało specjalnie ciekawie. Za to pustostan naszych żołądków zaczął dawać znać o sobie. Cóż, ... taki stan rzeczy przyczynił się do podjęcia pośpiesznie pewnych decyzji. Już nie w poszukiwaniu warunu ale jedzenia odaliliśmy się w składzie Czarek i ja. Piach i Relax pozostali na posterunku ściągając w cuglach swoje "podroby". Zlot desperatów nie trwał zbyt długo a lądowanie i zbieranie sprzętu zeszło w rekordowym czasie. Co było w trakcie kiedy zdesperowani dopadliśmy prowiantu trudno powiedzieć ponieważ chmura pyłu powstała w chwili pośpiesznego pichcenia żarełka widziana była ponoć z kosmosu i unosiła się jeszcze na długo po skończeniu obiadowania. Najedzona cześć wyprawy perfidnie kusiła swoich kompanów z determinacją oczekujących na startowisku, by jednak po pewnym czasie dać za wygraną i organizując dla nich napoje izotoniczne (beer) oraz prowiant wybrać się z powrotem na startowisko.
Tu jednak okazało się, że Relax z Piachem doczekali się swoich chwil i odpalili. Warun dał im pół godziny bujania się na termicznym żagielku Lijak. Ekipa "ratunkowa" wykonała kolejny zlot na camp.
Dzień zakończył się szczęśliwie, ku uciesze wszystkich uczestników wyprawy. Zarejestrowaliśmy rekordowy ponad 3 godzinny czas czekania na warun z pustym żołądkiem.

18.08 - pierwszy przelot na lijaku 31km

Niebo przejaśniło się odsłaniając błękit wróżący warun. Po śniadaniu i "długich Polaków rozmowach" udaliśmy się na startowisko. Tam chwila oczekiwania i ... jazda. Głuchoniemcy jak zwykle latali jak im się podobało. Nazwę, zresztą trafną wymyślił Piach, który po wielu, wielu nieskutecznych próbach nawrócenia niemieckich "pilotów" na latanie w zgodzie z prawem poddał się dając upust swojemu niezadowoleniu z takiego stanu rzeczy wymyślając na nich to właśnie określenie.
Po rzeźbieniu przy skałkach Piach uderzy na podbój masywu Lijaka pokonując kolejne etapy i wykorzystując słabe noszenia. Odpaliłem w ślad za nim ale, niestety po nierównej walce z naturą poddałem się lądując awaryjnie przy pierwszej przełęczy. Lądowanie o tyle niefortunne, że wykonane na małym zadrzewionym obszarze mogło skończyć się nieco problemowo. Na szczęście po brutalnym spotkaniu z drzewem protektor spełnił swoją rolę a skrzydło co prawda siadło na drzewa ale dało pilotowi szansę wykaraskania się samemu z opałów. Lądowanie skończyło się małym rozdarciem na krawędzi natarcia, które niezwłocznie zostało zreperowane.
Czarek i Sylwia wylądowali i zaoferowali swoją pomoc przy zwózkach.
W tym czasie doliny sięgnął również Relax, który wylatał się w tym dniu jak ... pilot na Lijaku. Z samotnej eskapady wrócił także Piach. Po ok 3 godz. latania ekipa była już w komplecie na campie. Tam opowiadania i dzielenie się spostrzeżeniami z przebytych tras. Piach zaliczył najdłuższy jak dotąd przelot wyjazdu czyli 31 km.

19.08 - Kobala i przelot 46 km

Dziś wyruszamy na Kobalę. Poruszenie na campie u Aleksandra już od 6.00. Pośpieszne pakowanie, śniadanie i w drogę.
W drodze przepiękne i malownicze tereny Słowenii coraz to bardziej przykuwały nasz wzrok. Niestety im dalej tym więcej cudów natury zasłaniała mgła. Przyznam się, że do Tolmina przyjechaliśmy z lekkim powątpiewaniem w trafność decyzji zmiany miejsca latania. Z minuty na minutę mgła zaczynała odkrywać piękno tego miejsca by po ok. półtorej godzinie pozwolić słońcu wysuszyć nasze mokre namioty rozłożone na trawie. Oczom naszym ukazywał się kolejny cud natury - tolmiński krajobraz. Jednak to co miało nas naprawdę zaskoczyć czekało na startowisku.
Szybka organizacja w ParaTaxi i jazda w górę. ... lekko stresująca. Jak To Relax ujął ... dobrze, że nie pojechaliśmy swoim autem. Kręta droga praktycznie na jeden samochód stawała się czasami naprawdę stresująca zwłaszcza, kiedy z przeciwnego kierunku zjeżdżał inny samochód. Mało tego ... oba pojazdy czyli nasz i poruszający się przeciwnie minęły się na drodze nie składając nawet lusterek. Perfekcja kierowców w prowadzeniu ParaTaxi odejmowała nam głos dając upust jedynie w niemym zachwycie. Droga trwała 40 min. Była naprawdę malownicza. Po dotarciu na startowisko znów oniemieli patrzyliśmy na to wspaniałe przedstawienie jaki przygotowała przyroda. Trudno ubrać w słowa piękno krajobrazu. Myślę, że nawet zdjęcia nie oddadzą tego co człowiek czuje będąc tam i czując wiatr na twarzy. Chyba dlatego tak kochamy ten sport. Wybaczcie ale nie umiem inaczej.
Oczekiwanie, starty tandemów, starty indywidualistów i ok. 13-tej nasze poderwanie się do lotu. Trochę kręcenia. Kilka przestrzelonych kominów, kilka złapanych i wysokość przeskoku. Odpala Piach, przelot nad doliną. Za nim ja i kilka innych glajtów. Relax, Sylwia i Czarek zostają jeszcze nad granią.
Piach dopada do zbocza, jest nisko ale na żlebie łapie noszenie i trącając nogami drzew trzyma ciepłe powietrze pnąc się w górę. Nastęnie ja dopadam do zbocza. Jestem niżej. Ze mną górę atakuje jeden z głuchoniemców - płci żeńskiej jak się później okazuje. Mówią, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy, ale efekt jest taki, że głuchoniemiec skutecznie blokuje mi możliwość wykręcenia się i przytrzymania przy zboczu co w efekcie doprowadza do decyzji odwrotu na lądowisku z powodu zbytniej utraty wysokości. Tam lądowanie i ... czekanie na resztę grupy. Jak się okazuje będzie to długie czekanie.
W tym czasie Piach wykręca się i ładuje dalej na przelot po grzebiecie. Relax wykręca się podobnie, przeskakuje na grzbiet i podąża trasą Piacha. Czarek podejmuje tą samą decyzję co koledzy. Sylwia doskakuje pierwszej góry ale podobnie jak ja traci wysokość obierając kierunek na lądowisko.
Dzień udany, Chłopaki porzeźbili jak przystało na pilotów z BTF. Pierwszy przelot na Kobali i radości co niemiara. Wieczorem poznajemy Kaludię oraz Monikę i spędzamy czas w miłym towarzystwie.

20.08 - ... lijakowanie w czystym stylu

Dziś pogoda taka sobie. Meteo nie jest łaskawe i zapowiada burze. Cóż, .. decyzją wszystkich kierujemy się z powrotem na Lijak. Okaże się, może tam lepsza pogoda. Przy okazji zabieramy zapomniane mięcho na grilla od Aleksandra z campu Lijak. Plany na wykorzystanie dnia są różne. Trudno podjąć nam konkretną decyzję. Gdzieś koło 13-tej w drodze powrotnej okazuje się, że na startowisku Lijaka panuje ruch. Szybka decyzja i jedziemy na rekonesans. Znów pogoda sprawia nam przyjemność. Wygrzane powietrze morskiej bryzy tak kieruje wiatr, że na Lijaku mamy niema 100% latanie. Nie czekając długo walimy w górę i ... Nirvana ... bujanie się przy stoku. Nie ma to jak w górze. Mijają kolejne minuty i jest pięknie i przyjemnie. Piach wyrusza znów na eskapadę po grzebiecie, ale wraca z powrotem. Jednak nie ma warunków na przeloty. Rzeźbimy dziś także Relax, Czarek i ja. Wykręcam się pod podstawę i dopadając chmury, kiedy kompani są już na dole na sugestię Piacha uderzam na podbój przeciwległego masywu. Po drodze niestety z powodu późnej pory nie udaj mi się złapać niczego konkretnego i ląduję mniej więcej w połowie drogi wybierając bezpieczne lądowisko pomiędzy winnicami.
Dzień kończy się wspaniale. Po zwózce kompania dzieli się spostrzeżeniami i dochodzimy wszyscy do wniosku, że dobrze było, że nie uderzyliśmy na Austrię. Tu mamy naprawdę fajne latanie. Wieczorem imprezka z kolegami od Waltera i naszymi kumpelami :) Dziś latania było ponad 2,5 godziny. Robimy grilla.

21.08 - Znów Lijak i pierwsze zdrówko

Pogoda znów nie najciekawsza. Wieje okrutnie. Na dole na campie Vili drzewa skutecznie zabierają nadzieję na lanie. Decyzji ? ... odwrót na Lijak. A tam ? ... też trochę za mocno. Spotykamy grupę Waltera, która ćwiczy na dole na lądowisku. W obliczu prognoz postanawiamy zwiedzić jaskinię w Postojnej. I jak zwykle Słowenia pokazuje swoje piękne oblicze tym razem 140 m pod ziemią.
Jaskinia jest wspaniała. Majestatyczne komnaty zdobione stalagmitami i stalagtytami znów otwierają nam usta. I znów brakuje mi słów by oddać piękno tego miejsca. Jedno tylko powiem, że w obliczu tego co zobaczyliśmy człowiek czuje się mały i przynajmniej sam mam uczucie obcowania z wielką siłą życia, która takie cuda potrafi tworzyć. Było niesamowicie.
W drodze powrotnej widzimy już z daleka jak na masywie Lijaka buja się coraz więcej glajtów. Widać warun się ustalił i decydujemy się na wyjazd. Znów dostajemy prezent od pogody. Jak dotąd latamy codziennie. Start i rzeźbienie wśród dość sporego grona innych pilotów, którzy przyznać trudno ... jakby nie znają prawa drogi. Ładują się jak kamikadze w każdego kto łapie komin przy grani. Jest niebezpiecznie. Warto wspomnieć, że Relax podejmuje krucjatę naprawienia błędów na tle rozumienia prawa drogi, co mu się zresztą udaje. Kamikadze po pewnym czasie omijają go jak morską minę.
Piach jak zwykle gnany rządzą kilometra wyrusza na wyprawę po grzbiecie ale wraca po dojściu do pierwszej doliny. Z nim wracają też inne glajty.
Nad granią jest tłoczno. Każdy z nas szuka dla siebie miejsca. Czarek z Sylwią w Tandemie budzi większy respekt i nie wiadomo czy to z powodu masy (w końcu pod skrzydłem wisi ... hmmm jakby to powiedzieć ... zobaczcie na zdjęciach) czy determinacji jaka udziela mu się od kamikadze :). Tak czy inaczej wraz z Piachem i Piach wybijajmy się z tłumu i po półtorej godzinie lecimy w kierunku Goricy. Tam zabawa na całego i pierwsze - zdrówko. Tak nazwaliśmy nasze manewry. Trącamy się stabilami bawiąc się przy tym setnie. Jest fantastycznie. Decyzja o lądowaniu w końcu zapada i uderzamy na camp Lijak. Po pewnym czasie podobnie lądują Czarek z Sylwią. Później Mistrz Relax, który wielojęzykowym przekazem siejący w przednje popłoch wśród pilotów na żaglu :)
Kolejny super dzień. Może mało spektakularny ale obfitujący w zabawę i śmiech. Wieczorem jak zwykle zabawa, piwko i grill. Oj, i nie tylko. ... dziś to się działo, oj działo ... J. Umówiliśmy się też z Klaudią na latanie :).

22.08 – ... przepyszny deser na koniec wyprawy

Rano śniadanko, sprawdzenie meteo i ... decyzja. Dziś Kobala. Docieramy na startowisko ParaTaxi i ... następuje wnikliwe szukanie najmniej utytłanego w owcze odchody miejsca i to najlepiej pod drzewem. Jest. Pozostała część pilotów ma pecha. Albo siedzą na słońcu, albo ... no cóż. Czarek jest na dole w aucie i sonduje pogodę na jutro. Czas na odpoczynek bo tu, drodzy Państwo startuje się po południu. To mi się najbardziej podoba.
Warunki się klarują. Za jakiś czas docierają do nas dziewczyny: Klaudia i Monika. Kilka zdjęć na górce, trochę rajdania o niczym. Wymiana zdań i opinii o warunkach i jazda w górę. Zaczyna być ostro jak to w takim terenie. Łapiemy kolejne kominy, tracimy w duszeniach. Słowem szukamy dla siebie odpowiedniego miejsca. Po ok. pół godzinie za nami w powietrze wskakuje Kaludia na swoje żylecie. Wykręcamy się pod podstawę. Relax ma pecha i niestety w lekkich opałach ląduje na awaryjnym lądowisku Kobali.
Centruję dość dobry komin. Doskakują do mnie inne spragnione noszenia glajty. Wykręcamy się po czym Klaudia uderza na przeskok. Jeszcze kilka krążeń i idę w ślad za nią. Piach się jeszcze wykręca. Doskakujemy do góry, tym razem z zapasem wysokości. Szukamy noszeń i kolejna podstawa. Jest pięknie. Klaudia jest dziś przewodnikiem. Nazywa każdą górę z imienia. Nie dość, że jest pięknie to jeszcze wiadomo o co chodzi :). Dziś szykuje się przelot z przewodnikiem.
Piach po przeskoku goni mnie i Klaudię. Kontakt radiowy pozwala na łatwą identyfikację zarówno miejsc jak i pilotów. Przeskakujemy kolejną dolinę. Krajobraz się zmienia, teraz widać jeszcze piękniej skaliste zbocza niemal białych gór, które przykryte czapami cumulusów wyglądają jak wielkie krasnoludy. Po drodze dolina Soczi z wijącą się wstęgą rzeki o niepowtarzalnym turkusowym kolorze odcinającym jej brzegi od zieleni łąk i lasów. Wodospad, którego słychać nawet tutaj w górze. Rozdziera brutalnie zieleń lasu pieniąc wodę w niewielkim stawie poniżej. Podstawa na ponad 2000 m n.p.m. daje niesamowitą możliwość sięgnięcia wzrokiem w dal i obcowania z tym całym pięknem. I znów człowiek czuje obecność siły przed którą jest tylko małym ziarenkiem pyłu unoszonym przez wiatr. To magia, której dane jest doświadczyć i dotknąć jedynie nielicznym. Dobrze że jesteśmy wśród nich. Dobrze, że tu jesteśmy.
Nasza eskapada trwa i trwa ale czas jakby się zatrzymał. Pokonujemy kolejne kilometry. W radiu Kaludia oświadcza, że jesteśmy już na Sztolem. Kolejnym startowiskiem nieopodal Kobaridu. Tam widząc rozpadające się cumulusy postanawiam zawrócić. Mamy jak już 25 km. w linii prostej od startowiska. Kaludia leci jeszcze dalej i dokręca się nad antenami wyższego szczytu. W drodze powrotnej zbieramy wysokości na powrót. Minięcie się z Piachem. Klaudia już nade mną za chwilę Piach również zawraca. Lecimy teraz we trójkę. ¯ebranie o wysokość przy stokach przynosi rezultaty i miast tracić kolejne metry zyskujemy je. Wspinamy się coraz wyżej by przeskokiem nad ostatnią doliną dopaść startowiska i zamknąć przelot. Nad Kobalą wściekła terminka nie pozwala opadać. Najpierw startowiska ze sporym zapasem wysokości dopada Klaudia, później kolejno ja i Piach. Z uśmiechem na twarzy kończymy lot po 4 godzinach bujania w błękicie. I znów słów mało by opisać uczucia jakie towarzyszą temu co przeżyliśmy. Napiszę tylko tyle, że w tym naszym niebieskim domu jest nam naprawdę dobrze.
Jeszcze kilka zdjęć, filmików i ..... oczywiście zdrówko z Piachem. Stabile ładnie zaginają się by po chwili rozprostować skrzydło w pełnej okazałości. Lądowanie szczęśliwie kończy przelot. ... Co by nie pisać było naprawdę pięknie i choć jak się mawia: apetyt rośnie w miarę jedzenia, to dziś przynajmniej ja czuję przyjemne uczucie sytości.
Na dole dowiadujemy się, że decyzją ogółu zwijamy żagle. Sobota ma być pod znakiem obfitego frontu burzowego. ¯egnamy się z wszystkimi i ... w drogę. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze. Z pewnością będziemy tu jeszcze nie raz. Ja jeśli Bóg pozwoli wrócę tu na pewno.
Arek


Dodano: 2008-08-27

Piekna relacja - poczułem sie jakbym juz tam był ..a jadę tam dopiero za kilka dni - obym wspominał to też tak pieknie ja Ty.

Smile


Adam M
Dodano:2008-10-08

Z takim polotem do pisania to Ty się marnujesz na PRz.

A z dziewczynami to uważaj, bo może się okazać, że już więcej nigdzie sam nie wyjedziesz, a szkodaby było do wrażenia - jak domniemuję - niezapomniane.


Tomek
Dodano:2008-08-28
Super relacja. Czytając tekst mogłem się poczuć jakbym był tam z wami. Nie macie pojęcia jak bardzo mi tego brakuje.Pozdrawiam wszystkich
paradziadek
Dodano:2008-08-27
Dzięki za barwną relację, mam nadzieję że następnym razem polatamy razem.
Zbig
Dodano:2008-08-27
Fajnie, że się dobrze bawiliście - mam nadzieje na wyjazd juz we Wrześniu co prawda tylko na 3 dni, ale po opisie widzę że warto bedzie.
grigorij
Dodano:2008-08-27
szczerze wam zazdroszczę tego wyjazdu i latania. Teraz gdy szlak został przetary mam nadzieję, że w przyszłym roku uderze w Slowenję wraz z grupą pod wezwaniem BTF.
blackjack
Dodano:2008-08-27
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka