Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
BTF - początek nowego sezonu SŁOWENIA 10-12 X 2008

Dzień 1 Piątek. Po dotarciu na Camp Lijak ok godziny 8:20, szybciukto rozbiliśmy namioty i zajęliśmy się przygotowaniem śniadania. Pogoda była praktycznie bezwietrzna z zachmurzeniem warstwowym zasłaniającym częściowo niebo a nam słońce. Ok godziny 11:00 pojechaliśmy razem z Aleksandrem na startowisko. Ok 11:30 byliśmy na starcie gdzie zastaliśmy mnóstwo glajciarzy czekających ze szpejem w plecakach na niewiadomo co. Niebo było już bezchmurne, nieliczne delikatne podmuchy wiatru przerywały leniwy zwis rękawów umieszczonych na starcie. Nie czekając na innych poszedłem przygotować skrzydło i uprząż do lotu. Ok godziny 12:00 pojawił się pierwszy większy podmuch wiatru trwający ponad 10 min. Nie mogąc usiedzieć namawiałem innych do startu, chętnych nie było - czyli jak zwykle Zbig=zając. W końcu wystartował pierwszy kursant z polskiej szkółki, później kolejny który już utrzymał się przy stoku - to był ten czas. Szybciutko ze szpejem na start i w powietrze. Bez większych kłopotów po chwili latania łapię pierwszy komin i zaraz już jestem pod chmurą. Szybko okazuje się że warunki są idealne więc bezzwłocznie odpalam po grani na SE. Termika wspaniała kominki 4-5m/s przy okazji okazuje się że jest bardzo turbulętnie więc szmatę trzeba trzymać mocno za ryj, niektórzy byli bardziej pobłażliwi dla niej przez co musieli zrobić kilka niezłych akrobacji :). Kominki jak na zawołanie pojawiały się wtedy kiedy były potrzebne na początku podstawy na 1800 później na 1900, w tych mocniejszych nie było tłoku bo jak rzekł Grzegorz "jedynki z nich spieprzały ino się kurzyło" wiec mieliśmy je tylko dla siebie. Po doleceniu na koniec grani, postanawiam wracać z uwagi na ciągłe duszenie i brak budująch się chmór nad doliną którą planowałem przeskoczyć. Wspólnie decydujemy się na lot w kierunku zachodnim do Włoch, wspaniałe widoki na dolinę z turkusową rzeką którą przyjechaliśmy na Lijak. Lądowaliśy ok godziny 15:00 z uwagi na zanikanie termiki oraz zmęczenie po długiej podróży i prawie trzygodzinnym lataniu niestety już nie udało nam się wrócić na Lijak, Łukasz z Grześkiem lądują tuż za granicą włoską a ja koło supermarketu w Novej Goricy.
Zbig


Dodano: 2008-10-11

Wyjazd naprawdę rewelacyjny, towarzystwo jak zwykle wykazało się nowymi anegdotami które przylgną do niektórych z nas już na zawsze. Latanie w górach o przepięknych piaskowych graniach wyglądających jak śnieg to cudowne przeżycie. Szczyty pokroju naszych Tatr i przepiękne malownicze doliny rozciągające się kilometrami. Galeria Lijak, Galeria Kobala Do tego wszytkiego najlepsza pizza jaką do tej pory jadłem. Smile


grigorij
Dodano:2008-10-15
Ja ze swojej strony pragnę podziękować kolegom, dzięki którym mogłem uczestniczyć w tej wyprawie, a zwłaszcza Zbyszkowi, który ten wypad nakręcił.
Polatać i kręcić taką ilość kominów w przepięknej scenerii to jest coś, można poczuć się jak w wesołym miasteczku, tyle że tylko z ogromnymi wysięgnikami (z ograniczeniem do wysokości chmur) dając możliwość oglądania zgrupowanych domków jak na makiecie, wijącej się turkusowej rzeki, jezior, w oddali majaczące oświetlone Alpy, zarys Adriatyku.........
Tak więc wypada pewnie poczekać na kolejne propozycje chłopaków Cool

Andrzej
Dodano:2008-10-13
Dzień drugi,
Jedziemy do Tolminu, po godzinnym czekaniu stwierdzamy, co jest grane gdzie to parataxi? Po kilku telefonach otrzymujemy telefon zwrotny " mój syn przyjedzie za kilka minut". Parataxi przyjeżdza i pakujemy się na górę. Na szczycie mnóstwo glajtów, kila szkół, wszyscy czekają jak zwylke nie wiadomo na co. Szpeję się i czekam aż reszt się uszpei. Po kilku kursantach startuję ja, noszeń brak więc rzeźbię nad skałami, reszta czeka. W końcu ktoś łapie komin, dołanczam ja i po chwili razem z Łukaszem mamy podstawy. Następnie odpalamy na Kobarid, mamy przed sobą 3 glajty które markują nam kominy, do Kobaridu dolatujemy w ekspresowym po 3 szybkich kominkach. Dalej lecę sam, Łuksza rzeźbi nad skałami. Mijam Stol i dalej lecę z niebieskim glajtem, latanie super cały czas pod chmurami praktycznie bez krążenia przelatuję 15km. Wracam do Stola, godzina jest późna i chmury zaczęły zanikać, o powrocie na Kobalę nie było mowy, doleciałem na Kobarid i prosto na londowisko. Super dzień.
Zbig
Dodano:2008-10-12

Widzę, że się rozkręcacie. Oby tak dalej.

A co ze Zbychem? Czyżby znów miał kłopoty ze sprzętem?

A Ty Łukasz, to masz chyba stalowe nerwy. Już sam opis mroził krew w żyłach.


Tomek
Dodano:2008-10-11

Startowałem zaraz za Zbychem i Prezesem. Chwila żebraczki i zaraz byliśmy pod chmurą. Noszenia całkiem niezłe 4-5 m/s. Potem trafiem na swój komin dnia. 7m/s. Rdzeń był bardzo ciasny i po kilku zwitkach pół skrzydła wypadło z noszenia i nie dążyłem wyłapać potężnej klapy. Co gorsze stabil wplątał się w linki i już miałem piękny krawat. Nie udało się skontrować obrotów i momentalnie znalazłem się w ostrej spirali. Przez radio tylko słyszałem jak ktoś powiedział „co ten Piachu spirale znowu kręci? Jakaś dziwna ta spirala. A ja tam walczyłem... wysokość była spora więc zdecydowałem się na fullstalla. To była dobra decyzja bo krawat wyszedł tylko zmaścilem wyjście i zaraz po tym widiałem skrzydło pod nogami. Potem już kaskada, zluzowane linki i kolejne przeciągnięcie. Nie chciałem już pogarsszać sytuacji i całkiem odpusciłem sterówki. Moja Synia wzorcowo wyszła z opresji. Po tych atrakcjach już nie wróciłem do tego komina i odzyskiwałem równowagę w spokojnej jedynce. Wkrótce potem spotkaliśmy się calym teamem w fajnej czwóreczce i wykęciliśmy się pod chmury. Dalej to już przelocik tak jak pisał Zbychu. Super dzień, niesamowite warunki no i dostałem psztyczka w nos. Zobaczymy co będzie jurto na Kobali.


Piach
Dodano:2008-10-11
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka