Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Bassano del Grappa 8-11.11.2008

Cóż rzec ? z wyjazdem związanych było wiele nadziei przeplecionych powątpiewaniem w skuteczność meteogramów ale i pewną stałą wartością będącą - jeśli można tak określić - gwarancją dobrej, wielokrotnie sprawdzonej zabawy. Jak dotąd nasze wyjazdy obfitowały w wiele fantastycznych sytuacji, których zazwyczaj efektem był ból brzucha ... spowodowany jedynie niekontrolowanymi napadami śmiechu. Uczestnicy wypadu liczyli właśnie na taki klimat wyprawy co zresztą sprawdziło się w stu procentach. Rzekłbym nawet z dość sporym naddatkiem. Co miało się jednak zdarzyć ... było wielką niewiadomą trzymającą podnieconych pasażerów w dość pobudzonym stanie niemal przez cały czas podróży.

Wyprawa ruszyła z Rzeszowa i z Przemyśla w składzie 10 osób, wśród których znalazło się kilku nowych uczestników wypraw w osobach: Ryśka, Bruna, Krzyśka, Sławka oraz Wojtka. Pozostała piątka była już naznaczona piętnem podróży pod znakiem BTF i mając w pamięci jeszcze nadal ciepłe wspomnienia poprzednich wyjazdów emanowała podnieceniem zarażając współtowarzyszy.

Ekipa zebrała się w Dukli i stamtąd po uzgodnieniu trasy ruszyła w podróż. Trasa zakładała odwiedzenie słoweńskielgo Lijaka a na wypadek złej pogody kontynuację podróży z nowym kierunkiem na Włoską Mekkę paralotniową po znaną każdemu nazwą Bassano del Grappa. Droga dłużyła się niemiłosiernie pomimo fantastycznej atmosfery w obydwu samochodach. Obfitowała także w epizody, które pewnie na trwałe już odcisną się w pamięci uczestników jak na przykład poszukiwanie zgubionego portfela :).

Na całe szczęście znaleziona zguba a także cała sytuacja poszukiwania stała się w końcu jedynie przedmiotem ciętych dowcipów i śmiechu całej grupy. Słowenia odsłoniła swoje oblicze pochmurną aurą przelataną deszczem i mgłami. Ciekawe, ale jadąc tam po raz trzeci nadal czuję podniecenie kiedy widzę cała scenerię masywu Lijackiego zbocza z wynoszącą się ponad poziom gdrogi "koroną" uwieńczoną antenami.

Punktu orientacyjnego będącego przedmiotem westchnień każdego pilota, którego zdobycie przynosi tyle chwały co satysfakcji. Camp Lijak nie napawał optymizmem. Podmokły teren świadczył o charakterze pogody, która od jakiegoś czasu gościła w tych stronach. Wywiad z Aleksandrem również nie pozostawiał wiele do wyboru. Po zjedzeniu posiłku wyruszyliśmy w kierunku Venecji a później w stronę Bassano. Kolejne godziny podróży mijały powoli co odzwierciedlało się na twarzach uczestników w postaci coraz większego zmęczenia. Dziwne, ale zmęczenie wcale nie miało wpływu na stan podniecenia niektórych uczestników, którzy od chwili kiedy zobaczyli pierwsze paralotnie nad Bassano nie mogli usiedzieć na miejscu w aucie ;). Zdenerwowanie spowodowane trudnością w ustaleniu miejsca Campingu SantaFelicita wprowadziło na chwilę nerwową atmosferę rozładowaną jednak dość szybko kiedy to po kilkuminutowej plątaninie wśród wąskich włoskich uliczek cel wyprawy został osiągnięty.

Wtedy dopiero tak naprawdę oczom uczestników ukazał się masyw Bassano del Grappa. Po załatwieniu z właścicielem miejsca na campingu cała ekipa udała się w okolice szkoły paralotniowej z nadzieją załatwienia formalności i flycart na następnych kilka najbliższych dni. Sklep szkoły zrobił, chyba na wszystkich, dość duże wrażenie. Osobiście po raz pierwszy znalazłem się w miejscu, gdzie wszystko co umieszczone było na półkach czy za ladą związane było z naszym sportem. Oczywiście nie omieszkałem wypróbowac kilku gadżetów ... ot tak dla samej przyjemności przymierzenia.

Czas oczekiwania na ParaTaxi nieco się dłużył i po szybkim oszpejeniu się grupa zaczęła ... ogólne nudzenie. Relax objaśniał na planszy przedstawiającej "Para - raj" jak przedstawiają się kolejne startowiska i w którym kierunku udać się na rekonesans Mekki.

Zmęczenie grupy jakby przeszło samo od siebie jednak pogoda nie pozostawiała złudzeń, że rekordów to dzisiaj specjalnie nie będzie. Po jakimś czasie przyjechał niebieski bus i po wymianie kilku słów uprzejmości siedzieliśmy już wszyscy w środku oczekując na wywózkę. Droga na start zabrała coś ponad 20 minut po czym kierowca stanął na obrzeżu drogi. Dziwne to było z lekka, ale po wyjściu z busa okazało się, że Beppi bo tak nazywa się startowisko na które przyjechaliśmy, znajduje się poniżej miejsca postoju.

Na startowisku tłok. Mnóstwo ludzi tych co startują i tych co czekają na warun. Jako, że jesteśmy pierwszy raz wypada pocelebrować oględziny miejsca i pozachwycać się widokiem. Jest na co popatrzeć choć prawdę powiedziawszy inaczej sobie wyobrażałem to miejsce. Ani gorze ani lepiej, ... po prostu inaczej. Padają słowa ... prawie jak nasze większe Działy :). Coś w tym prawdy jest choć deniwelacja ok. 400 m sprawia że wypada powiedzieć za reklamą że "prawie robi wielką różnicę. Start. Najpierw Zbychu - jak zwykle zresztą. Nasz wspaniały "orzeł - zając" krąży już w przestrzeni badając teren. W radiu słychać co jakiś czas jak nawołuje nasze stadko do wzbicia się w ślad za nim. Startuję ja, później Grzesiek i Tołdi (Sławek, ... który zyskuje swoją ksywkę właśnie na tym wyjeździe). Wszyscy od chwili startu wyczulają swoje zmysły łapiąc najmniejsze oznaki terminki i koncentrując się by wyżej i wyżej. Na lewo od startowiska w kotlinie nosi. ¯leby odrywają kominy i po chwili krążenia udaje się dopaść kłaczków po czym chmurka zamyka się szybko zabierając pole widzenia. UPssssss, ... klapy i jazda po prostej na przedpole. Kiedy pojawia się widok miasta powrót nad stok i powtórka z rozrywki. W radiu rozlega się dość strwożony głos Relaxa nawołującego Ryśka by dał znak życia. Okazuje się po chwili, że ten zwiedza przydrożne drzewa w okolicy "zakazanej strefy" zastrzeżonej dla ptaków drapieżnych. Z góry widać jak jego glajt opakował drzewo. Ryska nadal nie słychać. Relax trwożnie nawołuje go znowu. Rysiek odzywa się dopiero po pewnym czasie. NA szczęście wszytko w porządku.

Zauważam, że Zbig wierci się w powietrzu. To nie może oznaczać nic innego jak to, że w jego głowie zaczyna kiełkować jakaś niepokorna myśli. Jest niemal pewne, że za chwilę ciszę w radiu przerwie oświadczenie "Chłopaki uderzam na przelot". Dokładnie tak się dzieje. Zbig nie czeka na nas tylko kieruje się na prawo. Omija "strefę zakazaną" gdzie trenują sokolnicy i już widać go na oświetlonym zachodnim grzebiecie. Koło mnie kręci się Grzesiek i Tołdi. Słychać także Bruna. Jest też gdzieś Krzysiek. wykręcam wysokość i uderzam do Zbycha. Leci ze mną też Grzesiek. Tołdi nadal kręci się w żlebie. Dopadamy do zachodniego stoku ale po Zbychu nie ma już śladu. Widać jak na resztkach wysokości dopada Costalungi. Łapczywie chwyta się noszeń i po pewnym czasie jest już nad szczytem. Ja z Grześkiem dokręcamy słabe noszenia i widząc na przedpolu już dość rozbudowanego cumulusa kierujemy swoją poziomą parabolę przeskoku zakładając wizytę pod naszym odkurzaczem. Wybór okazuje się skuteczny i po kilku minutach Costalunga jest już naszym trofeum. Zbieram się po cergowemu szukając łapczywie czegokolwiek byleby do góry. Niestety chyba nie jest mi dane. Kieruję się na zachodni stok obserwując wskazania waria, które na razie jeszcze nie buczy. Skałki dają małe noszenia ale nie są one na tyle silne by za ich pomocą dołączyć do Zbycha, który po wykręceniu się nad anteną na szczycie rozpoczyna przeskok na dalsze zbocze. Kilka zwitek, odrobienie wysokości i ... w zasadzie ucieczka znad miasteczka na bardziej przyjazne miejsce. Ucieczka ... ale z nadzieją na coś po drodze. Słonce już nisko. Słabo oświetla pola ale od czasu do czasu da się wyczuć kilka "zerek". Już prawie prawie dochodzę do zbocza po przeskoku jednak dopada mnie duszenie, które zabiera nadzieję na dalszy lot. W górze widzę Zbycha, który dopadł górę na wyższym pułapie. Właśnie znika mi z pola widzenia. obieram sobie łatwe przyjazne miejsce do lądowania. Bezpiecznie przyziemiam. Widzę jak na zachodnim krańcu Costalungi kręci się Grzesiek z Relaxem, Za chwilę dochodzi też Krzysiek. Łapią co uszczkną ze słabej już termiki. Grzesiek decyduje się na przeskok. Niestety po pewnym czasie ląduje przy mnie.

Relax na miejsce do lądowania wybiera boisko sportowe. Po złożeniu sprzętu udaje się do pobliskiego baru i kusi zimnym piwkiem. Spakowani z Grześkiem udajemy się na poszukiwanie Relaxa. W tym czasie nadlatuje na Costalungę Krzysiek wraz z Tołdim. Zbyszek powraca z rekonesansu i przeskakuje z powrotem na Costalugę. Przez chwilę lata z Tołdim instruując go w technice ale Tołdi niestety traci wysokość i decyduje się na lądowanie wśród rozbawionej gawiedzi trenującej na małym boisku sportowym. Krzysiek rezygnuje z przeskoku i powraca ze Zbyszkiem nad Beppi. Tam lądują na oficjalnych lądowiskach. Tołdi, Relax Grzesiek i ja spotykamy się w barze odkrytym przez Relaxa i popijamy piwko po rekonesansie. Pierwszy dzień sprawił nam miłą niespodziankę. Czekamy na zwózkę. Pojawia się Bruno i Andrzej. Z ich pomocą dostajemy się na Camp. Tam jest już Krzysiek i Zbyszek. Chłopaki jadą po Ryśka, który "zszedł już z drzewa". po pewnym czasie ekipa jest już razem. Dość owocny dzień kończymy w pizzerii gdzie testujemy lokalne wyroby ... na temat ich jakości zdania są podzielone. A wieczorem ... długie Polaków rozmowy. C.D.N.
Arek


Dodano: 2008-11-13

Tołdi - ...teraz to już sprawa jasna, bo dotychczas pozostawałem w nieświadomości tematu.

Termika o 8.00 rano - niezły początek dnia.

Pizza - najlepsza w Dexterze (mix).

Bassano - kiedyś tu pokażę co potrafię, mam nadzieję, że w równie doborowym towarzystwie.

 


Tomek
Dodano:2008-11-14

a przezwisko toldi dostalem za Iktorna(Prezesa)

link dla zrozumienia:) http://www.youtube.com/watch?v=CEAWqAxS-VM


slawek
Dodano:2008-11-14
Nic dodać,nic ująć.Ot-taka pora roku.
Relax
Dodano:2008-11-14

Latanie - ujdzie, było by lepsze gdyby był warun (Takie większe Działy).

Towarzystwo - aż brzuch bolał ze śmiechu (Tołdi-podnóżek dawał równo po garach)

Camping - pierwsza klasa (czysto elegancko i bezpiecznie)

Pizza  - błeee, tfu, tfu (co ciekawe Lazanie to też pizza)

Ogólnie mówiąc zakończenie sezonu w bardzo miłym towarzystwie. Zaliczyliśmy dwie nowe góry, i doświadczyliśmy termiki o 8 rano na StranikuCool


grigorij
Dodano:2008-11-13
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka