Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
14-15 VIII 2009 ¦nieżnica Słubica

Ponieważ nikt nie kwapi się rozpocząć wątku więc zacznę ja. Ponieważ prognozy nie wskazywały jednoznacznie gdzie będzie najlepszy warun więc postanowiliśmy pojechać na PBW w celu rozpoznania nowych terenów. Po przybyciu do "biura" zawodów okazało się że nasza skromna 7-osobowa ekipa mocno podniosła frekwencję zawodów :). Po długim wyczekiwaniu w końcu udaliśmy się na ¦nieżnicę gdzie miał się odbyć pierwszy dzień zawodów. Niestety warunki nie rozpieszczały i pierwsi piloci którzy wystartowali byli zmuszeni lądować po krótkim rzeźbieniu. Nasza ekipa na szczęście wystartowała w dobrym momencie i za wyjątkiem mojej osoby wszyscy fajnie polatali mimo że jakichś spektakularnych przelotów tego dnia nie zanotowali. Po zakończeniu zwózek przy posiłku zadecydowaliśmy że w Niedzielę nie będziemy uczestniczyć w zawodach tylko pojedziemy na Slubice gdzie zapowadał się niezły warun. Następnego dnia po nocy na Branisku i udanym ognisku poranek wita nas piękną pogodą więc bez większej zwłoki udajemy się pod Słubicę. Po wjechaniu na start okazuje się że wiatr wieje prosto w górkę z lekką odchyłką z południa, szykuje się niezłe latanie, co chwila ptaki wykręcają mocne kominy. Pierwsi ruszają kursanci Stefana, termika pracuje bardzo ładnie, tak więc bez pośpiechu szykujemy się do startu. Oczywiście aby tradycji było zadość startuję jako pierwszy, za mną Łukasz i Grzesiek. Wkrótce dokręcam pod chmurę podobnie jaki i Grzesiek, w tym czasie Łukasz nie mogąc uwolnić się z duszenia po heroicznej próbie przetrwania zostaje sprowadzony do parteru i ląduje. W międzyczasie tracę wysokość i muszę ponownie wykręcać się z poziomu startowiska, na szczęście przychodzi mocny komin i razem z Witkiem i Grześkiem dokręcamy do samej chmórki. Czas już był najwyższy aby odpalać na przelot, dołancza do nas Kuba na nowo zakupionym skrzydle i lecimy w kierunku NE. Kuba poleciał bliżej górki, Witek z Grześkiem środkiem a ja bardziej na prawo. Noszenia słabe ale dosyć powszechne, kręcimy się starając utrzymać wysokość i równocześnie przesuwać w kierunku Sabinowa. Nad Sabinowem się rozdzielamy, Grzesiek i Witek mając podstawę kontyują lot w obranym kierunku, ja natomiast podobnie jak Kuba decyduję się na lot z wiatrem w kierunku Kamienicy (to raczej komin za mnie zdecydował). Padamy wszyscy prawie że w tym samym czasie, Kuba robi z nas najwięcej ja najmniej ale wszystkim micha się uśmiecha od ucha do ucha. W międzyczasie dowiaduję się przez radio o wypadku na Słubicy, słowak Stano ulega wypadkowi w prawie identyczny sposób jak Piotr rok temu dokładnie w tym samym miejscu, niestety obrażenia okazują się o wiele gorsze, połamane obie nogi, obrażenia wewnętrzne, urazy głowy, duża utrata krwi. To zdażenie niestety popsuło nasze wyborne nastroje i do domu wracamy zadając sobie pytanie dlaczego sytuacja się powtarza.
Zbig


Dodano: 2009-08-17

@ Zbig, a sa jakies informacje wogule o stanie slowaka? mam nadzieje ze poza nogami nic ninnego powazniejszego nie jest uszkodzone. Pozd Stan
stan
Dodano:2009-08-21
Stefan szkolił Piotrka który miał identyczny wypadek, tak więc nie sądzę żeby to kto był instruktorem miało większe znaczenie w tym przypadku, tak więc wycieczki personalne pomiędzy Słowackimi instruktorami są co najmniej nie na miejscu w sytuacji kiedy człowiek walczy o życie.
Zbig
Dodano:2009-08-20
A w ktorym miejscu jest napisane ze Stefan jest kiepskim instruktorem? Czytam i czytam i znalezc nie moge :)
agresto
Dodano:2009-08-20
Zgadzam się ze Zbig, z tego co widziałem w sobotę i niedziele ze strony Stefana. To kawał bardzo dobrej roboty. Byłem pod wrażeniem oby tak dalej. Instruktor uczy a ucznie podstawy kręcą.
Stan
Dodano:2009-08-19
Przy okazji nie uważam żeby Stefan był kiepskim inspektorem i instruktorem.
Zbig
Dodano:2009-08-19
Gorka i wiatr sa mi znane. Ciekawy jestem skrzydla. Tak wogole to fantastyczny wyjazd, mam nadzieje ze niedlugo bede czynnym uczestnikiem tego typu imprez, chociaz zamiast procy wole wiatrowke a zamiast browarow cos mocniejszego ;) Poziom adaptacji mam jednak wysoki wiec powinno byc ok :)
agresto
Dodano:2009-08-19
Do : Blackjack, z góry mowie ze nie próbuje skakać na kogoś ale detale o starcie się trochę różnią z wersje kolegi który był na starcie. nie wiem gdzie ty byles podczas wydarzenia wypadku ale kolega Adam ktury byl na starcie jak startowal Słowak, mowi ze startował na strone Poludniowa. moze z miejsca dzie ty byles wygladalo to innaczej.. Bo z tego co słyszę to ja jako jedyny w tym czasie startowałem w bardziej w stronę zachodu (jak nie prosto na zachód), a np, prezes i koleżanka z polski (nie pamiętam imię, sorki), i parę innych Słowaków tez startowali w stronę południową zaraz przed Słowakiem który miał wypadek. Stan
stan
Dodano:2009-08-19
Odnośnie epizodu to 3 rzeczy się powtórzyły w 100%:
1. Górka ta sama
2. Wiatr taki sam
3. Skrzydło to samo

Zbig
Dodano:2009-08-19
Ja tu sobıe popıjam powko w basenach a u Was sıe wıele dzıeje - testy ı zmıany sktrzydel, fajne latane (gratulacje) ı ten epızod. Czy ktos wıdzıal zdarzenıe ı moglby zdıagnozowac sytuacje, bo jak na razıe to wyglada na to ze skutkıem kolejnego juz wypadku byla odchylka poludnıowa. Czesto latamy na Slubıcy ı dobrze byloby unıkac problemow.
Tomek
Dodano:2009-08-19
z mojej strony niedziela wyglądała tak: wyjechaliśmy na górę, warun wyglądał świetnie, choć podstawy trochę nisko i dość mocny wiatr. to był mój drógi lot na moim nowym Icepeak XP także nie nastawiałem się na wielkie przeloty a i tak udało sie zrobić 50km, znowu mi brakło cierpliwości do kręcenia bardzo słabych noszeń na płaskim. ale dzionek bardzo udany za wyjątkiem wypadku kolegi ze Słowacji, o którym dowiedziałem się wczoraj (poniedziałek). pozdrawiam wszystkich a szczególnie lożę szyderców czyli Bornów
Kuba P.
Dodano:2009-08-18
Super wyjazd. Dzięki chłopaki!! Niestety zapomniałem okularów i teraz po 2 dniach latania bez, mam oczy jak terminator. Do tego po Dempsey & Makepeace mam teraz ból w nerce jak by mnie ktoś kijem golfowym... ;) Szkoda, że na Słubicy tak wtopiłem (na własne życzenie) - następnym razem odrobię. Jacku wiesz może co ze Słowakiem? Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia.
Piach
Dodano:2009-08-18
z mojego punktu widzenia wyglądało to tak: super warunki, które wiekszośc pilotów "przespała" na startowisku. Pierwsza kursantka, oczywiście sterowana przez Stefka, zaliczyła podstawę albo coś koło tego, a w powietrzu nikogo!!! trochę mnie to dziwiło ale przecież nie ja stałem na starcie i nie ja decydowałem o tym kiedy odpalę... Gratulacje za przeloty choć myślę, że gdyby całe towarzystwo odpaliło pół godziny wczesniej byłoby jeszcze lepiej. Acha! kilka słów o wypadku: pilot "wyszkolony" został przez słowackiego inspektora, który cieszy się złą sławą w ich srodowisku. Wystartował na strone zachodnią, podczas gdy wszyscy widzieli, że to nieodpowiedni kierunek. Dostal się w strefę rotoru od drzew no i niestety konsekwencje są poważne. Byłem naprawdę dumny, gdy widziałem jak wszyscy polscy piloci grzecznie lądują lub odchodzą od góry w chwili gdy miała sie rozpocząć akcja ratownicza z udziałem śmigłowca. Nie można tego powiedzieć o 3 słowakach lekceważących obowiązujace na Słubicy warunki bezpieczeństwa tzn. nie zbliżamy się na odleglość mniejszą niż 2 km od śmiglowca. Jeszcze tydzień i mam nadzieję, że też polecę
blackjack
Dodano:2009-08-18
Wyjazd według mnie ze wszech miar udany, a to z kilku powodów. Po pierwsze odwiedziliśmy nowe miejsce - ¦nieżnicę. Poznaliśmy nowych znajomych no i pokazaliśmy że Team BTF w doborowym składzie może się zebrać razem i pojechać na zawody. Pomijam punkty choć i tu udało się polecieć ale samo spotkanie było fajne. Po drugie, pojechaliśmy na Słowację (Slubicę) na czym, przyznam się szczerze najbardziej mi zależało a to z powodu obiecanego przez Stefka testowego lotu Omegą. Powiem tylko, że swój plan wykonałem ponad normę z czego jestem niezmiernie zadowolony. Dlatego wyjazd uważam za niezwykle udany.
Puchar Beskidu Wyspowego uwieńczyliśmy kilkoma przelotami. Najdalej poleciał Łukasz. Gratulacje. Ja z Grześkiem lądowaliśmy na tym samym lądowisku po rekonesansie okolicznych terenów. W sumie przelot po minimalce ale się udało. Wacek i Relax i Zbychu też zaliczyli latanie. Zabawa była a to najważniejsze. Po zwózce i obiadku oraz konsultacjach z Witkiem (na Slubicy testującym swojego Skywalka) i Stefkiem zapraszającym do siebie zapadłą decyzja o noclegu na Branisku. Droga nieco się dłużyła to też i obfitowała w dogłębne rozmowy na tematy egzystencjonalne okraszone chmielowym katalizatorem myśli.
Na Branisku powitała nas sobotnia ekipa pilotów z regionu po czym żwawo zabraliśmy się za ognisko. Tu gnębiące nas tematy rozważane podczas drogi na słowację oczywiście rozwinęły się w różnych mniej lub bardziej określonych kierunkach. Wiele mówić, ale rozwinięte tematy po kilku godzinach nijako nie pasowały do rozpoczętego w Vitarce nurtu głównego. Stąd by przenieść dyskusję na mniej werbalne tory zabraliśmy się za strzelanie z procy do opróżnionych puszek po płynie izotonicznym. Szło nam nad wyraz dobrze.
Niedziela, przywitała nas pięknym porankiem cokolwiek spowolnionym lecz zdrowym w gruncie rzeczy. Na miejscu zbiórki nie czekaliśmy wiele by po tradycyjnych uściskach ze Stefkiem i Jackiem oraz przybyłymi kolegami znaleźć się na startowisku. Tam ... oczywiście chwile wyczekiwania i decyzja o starcie. Najpierw kursanci, później my. Zbychu, Grzesiek, Piach i Witek wystartowali a ja ... delektując się chwilą randki z Omegą paliłem kolejne starty z powodu zmieniających się warunków. Na startowisku pojawiła się południowa odchyłka generując rotory na głównym startowisku, które zresztą były przyczyną poważnego wypadku jakiemu uległ słowacki pilot (podobnie jak nasz Piotrek rok temu). Trawa po pachy (nie jestem wszak rosłym pilotem) utrudniała mi starty podcinając nogi w chwili gdy skrzydło wymagało ode mnie dość konkretnego przyśpieszenia.
Los jednak okazał się dla mnie łaskawy i razem z Piachem, który po raz drugi wyjechał na startowisko odpaliliśmy w końcu. Plan jaki zakładałem to rozpoznanie skrzydła oraz sprawdzenie jego osiągów i poziomu bezpieczeństwa. Powiem tyle, że moja już obecnie Omega z każdą chwilą przyprawiała mnie o większy banan na twarzy. Dało się wyraźnie odczuć, że obcuje się z konkretną technologią przelotową. To skrzydło szybowało, kusiło prędkością a przy tym pozwalało na puszczenie w spokojniejszych warunkach sterówek by sięgnąć po aparat. W radiu dało się słyszeć dokąd dotarli koledzy a mi po raz pierwszy pewnie od dłuższego czasu obca była zazdrość o to gdzie są oni a gdzie ja i podobało się latanie przy górze rozkoszując się tym co odczuwałem na Omedze. Po prostu bajka. Po jakimś czasie w radiu usłyszeliśmy informację o wspomnianym wypadku a co za tym idzie za przylotem śmigła wiązało się lądowanie. Szybka decyzja o wykręceniu komina i przeskok by sprawdzić jak Omega na trasie. Tutaj słów też mało. To lata ... :) i to jak ?!
Z uwagi na późną już porę - chłopaki już polądowali zgłaszając koordynaty, GRATULACJE dla wszystkich (Kuba, Grzesiek, Witek - tobie największe gratulacje za odwagę, oraz Zbychu) - i brak konkretnych noszeń ląduje za Słavkowem niedaleko Bukowej Horki. Banan nie znika jeszcze długo z twarzy.

Podsumowując, sobota latanie, niedziela - testy i megaodczucia z lotu + nieplanowany spontaniczny rzut na trasę. Oby tak jak najczęściej.

Dzięki za wspólnie spędzony czas chłopaki.
Prezes


Dodano:2009-08-18
jescze pare fotek tu http://picasaweb.google.com/stanradzikowski/Slubica15160809#
stan
Dodano:2009-08-17
Rejony Beskidu Wyspowego przepiękne tylko podstawy dosyć niskie i spychający wiatr nie pozwalał na długie przeloty. Imprezka przy ognisku wyborna, trochę piwa się polało, no i ta proca metalowa Prezesa zapewniła niezłą rozrywkę. Brańsko oczywiście oblegane tłumnie i znajome twarze - miło polatać wśród tylu znajomych pilotów. Po odpaleniu niestety nic, wszyscy inni próbują dopaść kominy nad łąkami, ale przy końcu południowego grzebienia łapię niestabilne noszenie które po kilku zwitkach zamienia się w +3 i zanosi mnie pod podstawę. Czekając na chłopaków odlatuje nieco na południe i dokręcam chmurkę pod która spotykamy się z Witkiem i Zbyszkiem. Decydujemy na odlot z chmurą za Brańsko w stronę drogi na Presov, po drodze żadnych rewelacji, kilka pierdów których nie można było dokręcić do końca. Nad Sabinovem łykamy dość duży kominek i podstawy na ok. 2150 m, niestety na przedpolu rozpadająca terma nie daje nadzieji do dłuższego przelotu. Mając 200 m więcej nad Witkiem decyduję się na lądowanie w tej samej miejscowości, wypatrując czy aby nie w środku taboru cygańskiego. Dzięki Chłopaki za wspólny lot, fajnie się leciało - szkoda że terma nie pozwoliła na dłużej - chyba mam niedosyt :)
Kilka zdjęć
grigorij
Dodano:2009-08-17
Ja z Mariuszem i Rafałem ruszyłem na Słubicę już w sobotę bo chciałem polatać na Cayenie, którego Stefan miałdo sprzedania. W Barwinku dołączyli Stan z Adamem, a pod Słubicą taka ilość aut jak nigdy. Stefan i Adam Ziemba z kursantami, na startowisku kilkadziesiąt osób.Oglądam nowe skrzydełko i odpalam po kursantach i Kubie, na początku latam z pewną ostrożnością i tracę wysokość, ale po kilkunastu minutach łapię ładny komin i wyjeżdżam do wysokości inwersji. Następne kilkadziesiąt minut to rzeżbienie nad lasem, w końcu siadamy na łące, tylko Kuba ciągle lata wysoko. Kolejne starty ok. 15-tej, teraz terma pracuje wszędzie a podstawy podnoszą się na 2400. Zaliczam chmurkę, potem anteny, kolejny komin nad szczytem i jeszcze kilka kilometrów żeby zaliczyć pierwsze punkty na Cayenie. łaki noszą juz tak że bez klap nie idzie wylądować. Zbieramy się i jedziemy na Branisko, gdzie wieczorem dołącza ekipa z Wyspowego. W niedzielę latanie też extra, mając obok Grześka i Zbyszka decyduję się polecieć z nimi w przelot. Było fajnie, wrażenia z latania na nowym skrzydle na razie całkiem dobre, niestety wszystkich martwi wypadek słowackiego kolegi tym bardziej że obrażenia są poważne.
witek
Dodano:2009-08-17
wyjazd jak dla mnie to nalezy do bardzo udanych, nowych fajnych ludzi sie spotkalo, no i sie polatalo. szkoda slowaka, kiepska sytuacja niestety ja bylem na polnocy nad autostrada to nie moge podac detali co tam sie podzialo. moze Adam sie dolaczy do nas tu bo on tam udzielal pierwsza pomoc. mam nadzieje ze dlugo taka sytuacja sie wcrotce nie wydazy. oprocz nie szcescie kolegi to jedno co dzis mnie troche wkurzylo po takim lataniu, ze mi GPS cos nawaliło i z trasy prawie do zamka i spowrotem w sumi 63km, mam tylko mozliwosc ogladania sobie na google earth.. track view mi gada cos ze nie ma g record :( pozd Stan
stan
Dodano:2009-08-17
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka