Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Mexico 2010

Dzień 19-01-2010
Pobódka wcześnie rano tuż po 2:00 pakujemy się z Witkiem Gilarskim i śmigamy do Warszawy. Ponieważ
droga jest sucha a pogoda dobra dojeżdzamy ok 1,5 h zawcześnie. Lot do Frankfurtu oraz z Frankfurtu do Meksyku przebiegał bez zakłuceń. We Frankfurcie dołanczamy do pozostałej grupy ze Stefkiem i Peterem. Jest nas dużo (chyba 11-stu), część grupy poznałem w Samolocie a pozostałych
już po wylądowaniu w Meksyku. Niestety jeszcze nie zapamiętałem wszystkich imion. W Meksyku lądujemy przed czasem ok 18:30, odprawa z powodu długiej kolejki trwa ponad godzinę, ja zostałem dodatkowo przeszukany w związku z przemytem jabłka i 2 kanapek z salami które oczywiście zostały skonfiskowane. Do Valle de Bravo dojechaliśmy dopiero po północy. Okazało się że lokal w którym mamy spać to tzw. Robinsonada ale przecież nie po to jechaliśmy taki kawał drogi żeby zachwycać się luksusami.

20-01-2010
Rankiem Stefan z Peterem zabrali nas na zwiedzanie centrum Valle oraz zakupy, wypróbowaliśmy czegoś
w rodzaju kebaba z jagnięciny piliśmy Tequillę oraz dowiedzieliśmy co jeść a czego nie jeść i takie tam inne. W końcu ok g 10:30 pojechaliśmy na el Penion w 3 osoby: Stefan Witek i ja, natomiast reszta miała rozruszać kości na bezpieczniejszej górce tuż przy Valle de Brawo - el Torre. Niestety okazało się że spóźniliśmy się ok 1h i jak dojeżdżaliśmy do startowiska to w powietrzu już od dłuższego czasu wisiała ponad 100 glajtów. My wystartowaliśmy jako ostatni ponieważ później wiatr się mocno nasila i startować można dopiero po godzinie 15. Niestety nie można się było wykręcić więcej niż 500-600 m nad start przez co nie zdecydowałem się odejść z wiatrem tak jak to uczynił Stefan. Po krótkim locie wylądowałem na oficjalnym lądowisku podobnie jak i Witek. Następnie udaliśmy się na 2 startowisko gdzie już reszta grupy śmigała nad górką i ez zbędnej zwłoki dołączyliśmy do nich. Dzień zakończyliśmy na degustacji najlepszego Tacos w Valle de Bravo a następnie już bezemnie - Tequilli.

21-01-2010
Dzisiaj ruszamy wszyscy na el Penion ok godziny 10:00 czyli po Polsku (17:00). Pozdrowienia dla całej braciParalotniowej. Trochę zdjęć do obejżenia na http://picasaweb.google.pl/goskkawa/Mexico2010#.

Niestety dzisiaj dzień techniczny i to z mojego powodu. Tuż po starcie puściłem na chwilę sterówki by poprawić kokpit, i wtedy właśnie dostałem połówkę. Ponieważ była mała wysokość zmuszony byłem twardo lądować na dole startowiska przez co podjęto decyzję że dzisiaj nie będziemy latać na Penion tylko na Torre. Ja dzisiaj odpuściłem sobie latanie, na szczęście obyło się bez strat materialnych i zdrowotnych (poza zgubionym szkiełkiem okulara). Od Niedzieli śmigamy na zawodach http://www.monarcaparaglidingopen.com/

22-01-2010

Dzisiaj wybieramy się na zwiedzanie wulkanu, pewnie po powrocie wrzucę trochę nowych fot bo ponoć miejsce jest niesamowite. Ponieważ już nie śpię a godzina młoda (6:00) opiszę co i jak tu wygląda. Jedno Peso to mniej więcej 22 grosze. Paliwo tutaj jest tanie – niecałe 8 peso, niemniej nie opłaca się wynajmować samochodu bo taksówki są jeszcze tańsze i jest ich w bród, prawie co 3 cie auto to taxi. Wywózka taksówką (max 3 osoby z glajtami) na el Penion (jedzie się ok 40 minut przy czym pewnie z 5 km po leśnej drodze bardzo wyboistej i miejscami stromej) kosztuje ok 250-350 peso za 3 osoby. Zwózka ok 15-20 km może kosztować od 40 do max 100 peso od osoby ( nie wiem jak im się to opłaca). Mają tu dużo różnych owoców począwszy od bananów, pomarańczy, ananasów skończywszy na truskawkach które sprzedają z taczek. Stefan niestety zabronił nam jeść owoców bez skórek a te ze skórkami mamy umyć w mydle a po obraniu jeszcze raz pod bieżącą wodą. Bardzo dużo mają tutaj wszelkiego rodzaju potraw kebabopodobnych sprzedawanych w ciękich plackach które smakują niezabardzo, to wszystko sprzedają oczywiście najczęściej na ulicy. Dużo też jest stanowisk z wyciskanym sokiem z cytrusów ale Stefek też nam zakazał to pić bo później ponoć jest jazda ze sraką. Jeśli chodzi o mieszkanie to muszę powiedzieć że chyba w gorszych warunkach jeszcze nie mieszkałem. Z mebli to mamy stół i krzesła plastikowe, drzwi do łazienki są harmonijkowe i to mocno porozdzierane tak że w zasadzie mogło by ich nie być bo i tak wszystko słychać co się w środku dzieje tak jakby ktoś to robił na środku sypialni, oczywiście tynku u nas nie uświadczysz a okna to chyba lepsze są w cygańskich barakach na słowacji. Niemniej warunki z dnia na dzień się polepszają, przedwczoraj poleciała ciepła woda z prysznica a wczoraj odpaliliśmy internet. Poza tym lokalizacja naszego „hotelu” jest bardzo dobra, tuż przy szkołach paralotniowych, ok 50 od przystani i z 500 m od lądowiska w Valle de Bravo. Teraz krótko o lataniu tutaj, w Valle de Bravo bezpośrenio jest jedno startowisko o nazwie bodajże la Torre. Dokładną lokalizację macie na XCC, natomiast startuje się z niego po południu najwcześniej gdzieś koło godziny 14 kiedy zaczyna mocno wiać od jeziora. Latanie jest lajtowe i można na nim się wozić po okolicznych pagórkach i nad miastem do samego wieczora, cały czas działa żagiel połączony z termiką tak że można nawet podkręcać kominy. Mimo że startowisko jest tuż przyy mieście to dojeżdża się do niego drogą okrężną (trzeba górę objechać do okoła) i trwa to ok 30 minut, natomiast można z niego zejść bezpośrednio do miasta czego dokonała Monika i jak twierdzi dosyć szybko jej to poszło. Na la Torre dojeżdża się pod samo startowisko które jest w całości wybetonowane bardzo porowatym betonem (pierwszy raz coś takiego widziałem, przeciągnięcie po nim wiąże się z transplantacją skóry) wyjazd na la Torre – 50 peso, plus opłata za startowisko 10 peso.

Prawdziwe latanie jest natomiast na el Penion oddalonym od Valle de Bravo w lini prostej ok 15 km. Taksówka dowozi nas podobnie jak na la Torre na samo startowisko które jest ogromne i dosyć łatwe. Zaskoczeniem jest kibelek przy startowisku o standardzie *****. Za korzystanie ze startowiska trzeba zapłacić gościowi który siedzi na startowisku przy stoliku i wszystkich sprawdza – 500 pesno (opłata roczna). Niestety z tej opłaty nie zwalnia nas fakt że startujemy w zawodach i tam płacimy 280 USD wpisowego (no może gdybyśmy latali tylko na zawodach to by nie trzeba było płacić). Jak sądzę te stawki są przygotowane specjalnie pod pilotów z USA których tutaj jest bardzo dużo. Na el Penion wczoraj było od 100 do 200 glajtów i mimo że startowisko jest duże (może się na nim rozłożyć na raz może nawet z 10 glajtów) to jak przyjechaliśmy to była kolejeczka do startów. Jeśli chodzi o warunki na el Penion to sprawa wygląda tak, rano do godziny 11 najczęściej wiatr jest słaby lub go w ogóle nie ma, między 11 a 13 wiatr się nasila i wieje w porywach do 5 m/s, natomiast później najczęściej już się nie da startować aż do godziny 16 kiedy to wiatr słabnie. Generalny kierunek tych wiatrów to W, na samym el Penion jest to SW, natomiast już za granią jest to już W a nawet NW. Takie warunki były przez ostatnie dni a na dodatek jest czyste niebo co jest powodem tego że termika jest bardzo poszarpana. Składanie glajtów w powietrzu jest tu na porządku dziennym, tak więc paczkę trzeba mieć cały czas pod ręka zwłaszcza w obecnie panujących warunkach. W przyszłym tygodniu mają się pojawić chmury a to oznacza że termika będzie znośniejsza. Mimo że el Penion ma ponad bodajże 2200 m to trzeba się mocno podkręcić nad start żeby gdziekolwiek lecieć ponieważ dookoła są doliny o dosyć dużej wysokości. Lot na zachód gdzie są najlepsze kominy jest natomiast utrudniony mocnym wiatrem który w południe średnio wieje ponad 5m/s, dlatego też najlepiej w tych górach lata się na wyczynówkach (niestety moje synergy z max prędkością na speedzie 49 radzi sobie raczej kiepsko).

23-01-2010

Dzisiaj nie lataliśmy tylko pojechaliśmy na wulkan. Niestety okazało się że na wulkan nie można dojechać bo jest jakaś impreza i musielibyśmy podchodzić spory kawałek drogi tak więc szybka decyzja – jedziemy na Monarkę oglądać motyle. Na górkę wjechaliśmy na konikach :), widok jest naprawdę imponujący, ponoć te motyle przylatują w to miejsce aż z Kanady. Po powrocie do Valle de Bravo kilku pojechało na la Torre na latanko, ja natomiast z Tomkiem Sławkiem i Moniką pośmigaliśmy po jeziorze motorówką.

24-01-2010

Dziś ostatni dzień treningowy przed zawodami Monarka. Na startowisko ruszamy o 9:45 i jak zwykle na startowisku było pełno pilotów. Peter rozpisał nam konkurencję treningową jednakże po trasie zdecydowałem się polecieć w kierunku Valle de Bravo. Latanko dzisiaj super, w końcu doszliśmy do siebie po podróży i trochę polataliśmy, ja chciałem przećwiczyć dolot do jeziora, poszło jak po maśle i z dużym zapasem wysokości doleciałem do la Torre a potem spokojnie do lądowiska nad jeziorem. Kolejny piękny dzień i super latanko (już nikt nawet nie sprawdza pogody – latanie jest tu codziennie i do bólu)

25-01-2010

Pierwszy dzień zawodów, wcześnie wyruszamy w kierunku el Penon transportem organizatora, czyli na pace pickupa jak zwierzyna (bardzo często tutaj widać ludzi jadących na pace pickupa i to nawet z dużą prędkością siedząc na krawędzi paki). Konkurencja rozpisana została późno tak więc start ustawiono dopiero na 13:20. Do startu ustawiła się spora kolejka jak za papierem toaletowym, wiatr wiał ok 4-6m, wpuszczano na startowisko pojedynczo w miarę jak startowali kolejni piloci. Niedługo po starcie samotnie trafiam na mocny kominek i podkręcam 300 m nad start po czym uderzam na Penon, tam łapię kolejne noszenie i tak dalej i tak dalej, dolatuję do końca grani tuż przed cylinder startowy który znajduje się gdzieś w połowie doliny. Takiej ilości glajtów w powietrzu w jednym miejscu jeszcze nie widziałem, po kilku okrążeniach odleciałem na bok nie bacząc  na stratę wysokości bo czułem się jak w roju. Do 3 punktu wszystko szło bardzo dobrze, niestety po 3 punkcie który był oddalony ok 7 km od grani wpadłem w duszenie i zmuszony byłem w trybie natychmiastowym podejść do lądowania. Bardzo fajny dzionek, bardzo fajne latanie ale to co mnie wytrzepało w powietrzu to mi wystarczy na cały rok. Za to termika tu jest taka jakiej nie ma w żadnym innym miejscu na ziemi.

 

26-01-2010

Monarka task2, początek dnia tak jak dnia poprzedniego, tym razem task bardziej ambitny trzeba przelecieć sporo po równym. Ponieważ dnia poprzedniego wystałem się w kolejce i nieźle spociłem a potem jeszcze musiałem latać w chmarze glajtów czekając na otwarcie startu, tym razem na spokojnie zaczekałem na koniec kolejki i na spokojnie doleciałem do cylindra startowego 10 minut po jego otwarciu. Nie było łatwo ale dziesiątki glajtów w powietrzu rozrzuconych po całej dolina zrobiły swoje i udało się zaliczyć punkt i lecieć na kolejny. Niestety popełniłem błąd i za nisko wybrałem się na przeskok grani przez co musiałem się cofnąć a ponieważ grań na której próbowałem się utrzymać zamiast nosić dusiła to zmuszony byłem lądować tuż pod granią podobnie jak i Sławek (czyli powtórka ze Smerkowicy, na szczęście nie trzeba było tak długo schodzić :) ). Zdecydowanie najlepszy przelot zrobił Tomek któremu udało się podkręcić pod chmurki które pojawiły się późnym popołudniem, zaliczyć 2 punkt oraz zamknąć trójkąt FAI. Gorące pozdrowionka dla wszystkich - słyszałem że niezły mrozek mamy w Polsce, może nasze relacje choć trochę Was ogrzeją.

 

27-01-2010

Monarka task3, dzisiaj mieliśmy chmurki, startowałem jako przedostatni. Po trzech próbach w końcu udało się przeskoczyć na crazy thermal, niestety reszta nie miała takiego szczęścia, jedynie Tomek który wystartował wcześniej doleciał do cylindra startowego oraz 2 punktu zwrotnego choć jak później się okazało nie wleciał do niego. W końcu załapałem się pod chmurę i długa na cylinder, zaliczyłem start, po chwili pierwszy punkt później 2 ale dosyć nisko leciałem i miałem dużą szansę na drzewowanie w górach, na szczęście złapałem porządny komin i dokręciłem podstawę. Będąc pod chmurą zdecydowałem się na lot na sobkę Sero Gordo. Niestety popełniłem błąd na sobce i byłem zmuszony lądować za nią w ogromnym duszeniu. Jak zwykle super latanko i super dzionek. Pozdrowionka.

 

28-01-2010

Dziś pierwszy dzień kiedy na niebie mamy chmury, głównie cirrus ale jest i trochę niskich. Jednakże z tego co mówią tubylcy przy takiej pogodzie też się tu lata, tak więc pakujemy manatki i na górkę. Początkowo nawet sporo słońca było jednakże po 12:00 godzinie niebo prawie szczelnie zakryło się chmurami, jednakże mimo tego termika nadal fungowała. Tym razem startowisko było również punktem startowym oraz 1 punktem zwrotnym, aby zaliczyć start trzeba jednak było sporo odlecieć od startowiska, generalnie kilkaset metrów za Penon. Słabe noszenia powodowały że nabieranie wysokości przychodziło z dużym trudem, niemniej w końcu z niewielkim przewyższeniem nad start ok, 150m udeżyłem nad Penion gdzie widziałem że inne glajty łapią noszenia. Po doleceniu w okolice Penionu podkręciłem wysokość tak że udało mi się wylecieć poza cylinder startowy i następnie zaliczyć start. Niestety nie udało mi się dolecieć do 1 punktu zwrotnego (brakło 100 m) i tak po walce w parterze zmuszony byłem lądować.

29-01-2010 Piątek

Dzisiaj odpuszczamy zawody i jedziemy na wulkan. Jak się później okazało warunki mimo cirrusa były rewelacyjne w związku z przechodzącym zimnym frontem. Na wulkanie mieliśmy lepszą jazdę niż na crayzy thermal, taksówkarz chyba w ogóle nie wiedział gdzie jest ten wulkan (Nevada de Tuluca – chyba tak się nazywa). Jak wsiedliśmy do taksówki to zatrzymał się po chwili przed spożywczym i chyba poszedł pytać gdzie ma jechać. W końcu dojechaliśmy pod wulkan, samochód okazał się super (chyba jedyny w którym nie śmierdziało spalinami WW) ale kierowca – tragedia, wywiózł nas w całkiem inną stronę niż droga na wulkan i jak zawadził podwoziem o drogę to powiedział że jest finito i dalej camidare. No to poszliśmy, przez las i dalej dalej dalej, ponieważ droga się wydłużała w końcu odpaliłem nokiamaps i sprawdziłem czy są pokazane drogi. Były, do jeziora w wulkanie 9 km. Tomek wymiękł po kilku kilometrach, Ja i Sławek szliśmy twardo aż do domków które były zlokalizowane przy drodze na jeziora wulkanu . Okazało się że nie trzeba iść do jeziorek za drogą bo jest skrót i po 15 minutach już byliśmy na przełęczy prowadzącej do wnętrza wulkanu. Porobiliśmy zdjęcia i jazda na dół. Tomek z Moniką którzy szli piersi do auta niestety auta nie zastali, tak więc powrót mieliśmy nieciekawy, ale w końcu kierowca i taksówka się znalazła i szczęśliwie dotarliśmy do Valle ale zmęczeni bardziej niż po lataniu.

30-01-2010 Sobota

 Pogoda się popsuła chyba w związku z moim wyjazdem, duże zachmórzenie oraz padający lekki deszczyk. Rano pakowanie a tuż po 12:00 wyjazd do Toluki skąd ponoć jeżdżą autobusy bezpośrednio na lotnisko. No i jeździły tyle że autobus którym jechałem z Valle zatrzymał się na ulicy i kazali wysiadać (nie jechał na dworzec) na szczęście jeden Meksykaniec z małą dziewczynką ofiarował się mnie pokierować, na pytanie czy chcę taxi zapytałem jak daleko (powiedział że 200 m) stwierdziłem że będzie camidare (pieszo). Z 200 metrów zrobił się prawie kilometr do dworca autobusowego, na dworcu okazało się że z tego dworca nie jeżdzą i trzeba kolejne 200 m. Jak już przeszliśmy kolejne 500m zaczęła mi pomału siadać psychika, coraz mniej ludzi oraz aut na drodze, zatrzymałem się i zapytałem kobietę w barze czy dobrze idziemy, odparła że tak, kolejne kilkaset metrów i w końcu trafiłem do biura gdzie powiedzieli że sprzedają bilety na lotnisko -radości nie było końca. Dalsza część podróży przebiegała już bez niespodzianek - no może jedynie ta śnieżyca przed Rzeszowem była lekkim zaskoczeniem (miałem nadzieję że jak wrócę to już tu będzie wiosna). Do domu dotarłem tuż przed 1:00 w Poniedziałek.

Informacja dla Tomka: Autobusy odchodzą z Toluki wprost na lotnisko, adres jaki jest na bilecie to Toluca, Felipe Berriozabal 101 (nie mam koordynatów bo mi się gps nie chciał uruchomić, ale to pewnie będą te: N 19 16 40 ; W 99 38 38). Ja jechałem autobusem z Valle który nie jechał na dworzec w Toluce tylko gościu zatrzymał się na przystanku i powiedział że do dworca jest w lewo. To jest kawał drogi więc bez taxi sie nie obejdzie. Uwaga: autobusy na lotnisko nie odchodzą z dworca głównego tylko z tego drugiego który obsługuje tylko i wyłącznie autobusy na lotnisko w Mexico. Bilet na autobus na Lotnisko w MEXICO kosztuje 125 peso i dowozi bezpośrednio pod drzwi terminala odlotów. 

 


wujek
Dodano: 2010-01-21

Mexico 2010/Valle de Bravo/Monarka open http://picasaweb.google.pl/Zeker1956 http://xcc.paragliding.pl/module.php?id=26&l=pl&contest=PL&date=20100206&competitorid=100583
zEKER
Dodano:2010-02-06
Zbyszek napisz jakie miałeś połaczenie na lotnisko i czy dotarłes na czas.
Tomski
Dodano:2010-02-01
ech.... dobrze ze mam co czytac bo calkiem bym zeswirowal. dopiero dwa tygodnie w gipsie a juz lapie korbe.uwazajcie na siebie. powodzenia!!!
payonk
Dodano:2010-01-24

I pogoń tych z Karpaty-Team aby też coś na swoją stronę pisali to bedziemy mieli prawie pełną informację :)

Pozdrówko 


W@cek
Dodano:2010-01-22
Fajna relacja. Czyta się jednym tchem.
Misiek W.
Dodano:2010-01-22
powodzenia tam chopaki, dozo wysokich lotow ;)
stan
Dodano:2010-01-22

No i przywieź złoto z zawodów jak Kawa-ale Sebastian,  z Chile!!!Wink


Relax
Dodano:2010-01-22
Wujek !!! , tak nie rób ! połówki to łap ale wyżej.
Prezes
Dodano:2010-01-22
I pamiętaj, że Ty już masz 3+ dzieci, a więc młodym dawaj do zjedzenia larwę z Mezcal.
Tomek
Dodano:2010-01-21

Los éxitos, vuela alto y lejos!!

 

Saludo


Piach
Dodano:2010-01-21

Super, że dałeś znak życia, Już się martwiliśmy. Samych setek. Pokaż jak BTF lata. Cool

 


Prezes
Dodano:2010-01-21

Nareszcie, bo już miałeś zostać na walnym wykluczony z rady skypowej za brak komentarzy :)

Pisz dużo bo wielu czeka na opowieści w końcu tam jest istny Mexyk.

Doszły nas słuchy że Mordulec miał mocne podejście do lądowani ???

Życzę samych trójkatów FAI tylko trochę większych :)


grigorij
Dodano:2010-01-21
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka