Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Bassano zimą - 12.03-14.03 2010r.

Borny pozdrawiają z Bassano ! ... i ku chwale Ojca Wacława Innocent

Dojechaliśmy na miejsce po masakrycznej drodze. Do Węgier śnieżyca potem mgła, że  trudno było jechać. Wujek, który był przecież prowodyrem wyjazdu przyznał się później, że miał chwilę, kiedy chciał zawrócić. Końcem jednak końców znaleźliśmy się na Campie Santa Felicita w Borso del Grappa.

Na miejscu temperatura już nie przerażała. Powoli słoneczko robiło swoje i dzień stawał się coraz cieplejszy. Na startowisku topniejący śnieg zrobił już swoje czyli błoto, które utrudniało szpejenie. Powoli starty: ja, potem Piach, po Piachu Grzesiek- Shreku znaczy się, Sławek i Wujek. Mimo nieco przykitowanego nieba zbieranie wysokości nie nastręczało wiele trudu a kominy po kilku zwitkach prowadziły do niskiego dzisiaj nieba. Chmury ssały dość ostro tak, że cieżko było wyjść z powrotem w VFR.

Pod chmurką udało się bujnąć na lewo od Bepi do drugiej dolinki. Potem odwrót i ekipa leci za Shrekiem na Costalungę. Przeskok na sasiadującą górę jak poprzednio pod chmurką. Podkręcenie wysokości nad antenami i po kilku zwitkach znów Cloud Base. Teraz szybka decyzja i zestrojenie zwieraczy po czym skok na drugą stronę gdzie Shreku wierci się już nad ośnieżonymi łakami. Dopadamy z Piachem poniżej grani i teraz przy stoku strasząc wiewiórki gonimy za wysokości. Jest nieźle. Za chwile mamy już wysokość Shreka. Sami nie wierzymy, że jest tak fanie. Dopadają za chwilę Wujek i Sławek. Piach uderza na drugie anteny ale tam nie znajduje wiele a w tym czasie Wujek i ja decydujemy się na powrotny przeskok i już na kontrolkach dochodzimy do zbocza. Tam jest klasyczna twórczość w g .... ¯ebrzemy o każdy metr tylko po to żeby za chwilę stracić dwa. Wujek łapie coś i to coś zabiera go do nieba. Za nim jakby w kolejce łapie się Shreku. Sławek odchodzi na lądowisko. Walczę o każdy metr ale polegam, lecę do ladowiska, na którym przysiadł bezpiecznie Sławek. Za mną jak przyklejony leci jedne z niemieckich pilotów. Piach jeszcze zbiera wysokość. Twardo walczy po czym przy grani goniąc leśne zwierzątka i nierzadko siebie zyskuje kolejne metry. Dostaj bonus. Jest już wyżej grani i z Wujkiem i Shrekiem kontynuują lot. Lecą jeszcze na drugą stronę od startowiska pod Cimę. Trochę wiercą się jeszcze w powietrzu i do lądowiska.

Podsumowując, dzień rewelacyjny. To latanie zaskoczyło dziś kazdego.

 

 

Dzień 2 Sobota.
Wstajemy wcześnie bo mróz nie pozwala na drzemkę, po śniadanku ok 10:30 jedziemy na górę, na startowisku już mnóstwo pilotów, brak miejsca do rozkładania szpeju a na start trzeba czekać kilkadziesiąt minut. Grzesiek startuje jako pierwszy później Wujek czyli ja a reszta to nie wiem, tak czy siak szybko okazało się że podstawy są niżej niż dzień wcześniej. Mimo to decydujemy się lecieć na zachód. Lecimy prawie cały czas pod podstawą chmur do 13 kilometra od startu, tam zawracamy i śmigamy w kierunku Grappy. Ok godziny 15 nagle całe niebo zasnuło się chmurami i termika momentalnie siadła przez co zmuszeni byliśmy do przedwczesnego lądowania. Pomimo tego dzień należy zaliczyć do udanych. Jutro jedziemy na Lijak gdzie powinny być lepsze warunki do latania.

 

 

 Dzień 3 - Niedziela - czas powrot

Rano pobódka o 6.00, pośpieszne mycie się i śniadanie. Dziś nie jest już tak zimno, ale to w zasadzie bez znaczenia bo i tak kierujemy sie na Lijak. Droga zasnuta mgłą, utwierdza nas tylko w przekonaniu, ze decyzja o wyjeździe była słuszna. Co prawda koledzy namawiali nas na pozostanie w Bassano, ale trwaliśmy przy swoim.
Na Lijak docieramy w słonku, które operuje coraz mocniej. Na startowisku czeka już Tomski z ekipa. Chwila oczekiwania i starty. Nie czekamy wiele i raz za razem zbieramy wysokość. Piachu od razu uderza na trase. Jest naszą szpicą. Za nim ja, Wujek i Shrek. Kominki dość dziś ostre, szczególnie przy skałach, które oddaja ciepło z siła wybuchu.
Jest naprawde rzeźko. Piach przeskakuje pierwszą doline. Dzieli sią z nami tym co przeszedł po drodze. Skacze Wujek, po nim ja. Przeskok spokojny a na drugiej stronie znów czekają rozgrzane słońcem skały, jakby specjalnie na nas. Prawie słychać: ładuj, cel i .... znów chuśtawka z atrakcjami. ... a mialem porobić trochę zdjęć echhh trudno, obejdzie sie bez nich.
Dochodzimy metr po metrze nad startowisko lotniowe. Tam ścisk, że nie miara. Cały rój lotni kręci komin. Niesamowity widok. Lotnie wyglądaja w tej liczbie jak rój much. Kręca sie bez ustanku i jakoś tak haotycznie. Piach decyduje sie na skok. Kiedy dokręcamy z Wujkiem wysokość jest już na drugim końcu, ale w radiu slychać zgłoszenie o planowanym ladowaniu.
Dokręcamy z Wujkiem wysokość razem z lotniami. W glowie kolacze mi się myśl, że jednak za daleko dryfujemy w doline. Myśl bardzo szybko weryfikuje rzeczywistość. Faktycznie próba wyścia czy przeskoku skutkuje jedynie opadaniem  nawet -4. Być może to sprawa mocnego komina. Moze jednak nie. Zebrana wysokość topnieje z każda sekundą. W miedzyczasie dobiega nas informacja ze Shrek ladował przed pierwszym przeskokiem.Razem z Wujkiem przyklejamy sie do stoku i z nadzieja czekamy na ... coś, cokolwiek byle do gory. Odrabiam paredziesiąt metrów, Wujek w tym czasie ginie mi z oczu. Na trasie przeskoku zagubiona lotnia markuje mi komin. Decyzja o skoku zapada i znów słysze jak mój potencjał do skoku topnieje metr po metrze. Belą kontroluję opadanie. Dopadam do grani za doliną. Tam poszarpany komin ratuje mi tylek i znow mój zasób wysokości nieco wzrasta. Przyklejam się do stoku i...w perspektywie znowu skały. Latanie przy nich nie jest moim ulubionym zajęciem. Wysokość raz rośnie, raz spada. Trudno zakrecić przy tak waskie noszenia. Nagle na 28 kilometrze dostaję poważna lewą klapę przy skalach. Odkrecam od stoku by wyszła ratując sie z opresji. Wychodzi, ale moje nadzieje na dalszy lot maleją dość znacznie. Rzeźbie jeszcze co nieco szukajac powrotu do grani ale zabiegi na nic sie zdają. Laduje na 30 km. Od startu. W radiu Wujek zgłasza przeskok, potem anteny. W chwili gdy to pisze, korzystając z czasu oczekiwania na zwózke Wujek jest już na powrocie.


Dzień bardzo udany z konkluzją na koniec, że powrotny-Lijak jest drugi raz łaskawy.  


Prezes
Dodano: 2010-03-12

Widzę, że dzisiaj mieliści też niezłą lekcję. Warunki nie rozpieszczają, ale latac trzeba. I to nieżle Wam wychodzi.
Tomek
Dodano:2010-03-13
fajnie fajnie  mam nadzieje ze sie zobaczymy
Tomski
Dodano:2010-03-13
Po trackach widac, że trzeba było się dziś namęczyc, aby polatac. No ale kto jak nie Wy mógłby sprostac takim wymaganiom. Oby jutro było wyżej.
Tomek
Dodano:2010-03-12
nieładnie tak się nabijać z W@cka
Rychu
Dodano:2010-03-12
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka