Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Perfect Fly Cup 2010

Ponieważ nikt nie kwapi się do opisu wyjazdu na zawody, podam przynajmniej link do stronki PF - link

 


grigorij
Dodano: 2010-04-28

Gratulacje Kuba :) wreszcie seta - i to jaka ! Cool
prezes
Dodano:2010-05-06

 

pozdrawiam

 

http://picasaweb.google.com/poburka1/GrenteTrojkatFai138km# 


Kuba Poburka
Dodano:2010-05-06
Filmik z tasku na Slubicy
grigorij
Dodano:2010-04-29

Jak się Was odpowiednio podejdzie, to potraficie się zmobilizowac do opisania wyjazdu dla potomnych.

Widac, że z roku na rok rozwijacie się chłopaki. Jeszcze nie tak dawno pobieraliście pierwsze lekcje od innych zawodników, a tu już zgarniacie im sprzed nosa nagrody. Oby tak dalej.


Tomek
Dodano:2010-04-29

Piach ma rację. Było fajnie, tylko jakoś nie potrafię narazie pisać.

Ale Borny !!! latają  - to najważniejsz - i czerpią z tego przyjemność.


prezes
Dodano:2010-04-28

Oj Tomek, co ty piszesz?

Jak do tej pory na na każdym PFC była pogoda i jak zwylke Borny latały codziennie

 

Jak zwykle pobudka godzinę wcześniej niż reszta i ogień na tłoki do Wujka. Po przyjeździe widzę, że nie tylko ja nie mogę się doczekać, bo Wujek już gotowy a zaraz potem pojawia się Grzesiek. Najbardziej zaskoczył nas Prezes. Kopary nam opadły jak narysował się u Wujka na swojej Gozilli, ale jemu nic nie straszne, nawet takie zimno. Po drodze zgarniamy jeszcze „przednio podwieszonego” Stana.

Dzień pierwszy: Bukowa

 Prezio testuje IP XP, a ja Booma5. Po starcie chłopaki się wykręcili i jazda na przelota, a ja na Boomie staram się zapanować nad zwieraczami. Lata to to na wszystkie strony. Pełne przeciągnięcie kilkadziesiąt metrów nad drzewami. Czuć, że to skrzydło chce lecieć, ale ja nie daję mu rady. Zrezygnowany kończę dzień zlotem do aut. Po drodze łapię jeszcze ostatnie kominy i nawet udaje mi się wykręcić, ale mam już dość tego glajta. Strasznie zatęskniłem za moją Omegą. Zgarniamy chłopaków z przelotu i jazda na rejestrację. Dopiero w „ offisie”  Stefek z uśmiechem pyta jak mi się na boomie latało i czy nie trzepało za bardzo. Okazało się że to był „ custom by” Stefek i nieco sobie go podrasował ;). UFFFF!! Poczułem wielką ulgę bo myślałem że to ze mną coś nie tak.

 

Dzień drugi – Bucze

Nie poszaleliśmy na Bucze. Task canceled, free flying. Dość mocny wiatr nie pozwolił na odejście. Tylko nieliczni w tym Wujek, polecieli w stronę Kamienicy. Reszta woziła się nad górką i walczyła z noszeniami żeby wylądować. Wieczorem po sprawdzeniu prognoz podejmujemy kolejną bardzo dynamiczną decyzję i już rano Prezes, Wujek, Grzesiek i  ja jesteśmy na Kobali

Dzień trzeci, czwarty i piąty – Kobala

Szybko rozbiliśmy obozowisko na Camp Vili. Potem jazda na górę i myk myk myk startujemy i skaczemy w stronę Stola. Warunki ostre, przetrzepało nam tyłki. Górą wieje mocny północny wiatr i w powietrzu jest dość nieprzyjemnie. Trochę polataliśmy ale odpuszczamy, wszyscy oprócz dzika Wujka, który na tym wyjeździe zawstydził wszystkich. Nie daje za wygraną i leci na stola i na zad. Wszyscy zadowoleni i wylatani wieczorkiem po kilku piwkach z nowo poznanym Niemcem uczymy się chodzić po linie. Nie jest to proste i dopiero po kilku piwach udaje się zrobić parę kroków ;). Na campie żyje sobie luzacko niezłe stadko kaczek. Po obserwacji dokonaliśmy pewnego odkrycia i od tej pory Grzesiek zyskał nową ksywkę „Kaczor”. Kolejne dni znów latanie, znów turbulentnie i znów Wujek nie daje za wygraną. Jeszcze wieczorne ognicho nad Soczą i powrót na Słowację

Dzień szósty – Słubica

Słowacja wita nas śniegiem. Wszędzie biało i zimno. Okazało się, że pod naszą nieobecność wiało, padało i sypało śniegiem. Tym bardziej jesteśmy zadowoleni z naszej decyzji. Wreszcie udało się rozłożyć taska. Mantry śmignęły i tyle je było widać. Pierwszy punkt zwrotny na przedpolu, przy tym wietrze ciężko było polecieć. Udało mi się wyczekać i doleciałem na kolejny punkt. Niestety było już późno i padłem pod zamkiem. Znów polatani i zadowoleni.

Dzień siódmy – Słubica

Dziś znów Słubica. Warun szykuje się niesamowity. Granica wysokości na dziś 2700m – masakra, jeszcze nigdy nie było mi tak żal zostawiać komina +6 i lecieć przeskoku na uszach L. Razem z Prezesem i Kaczorem dolecieliśmy do Czarnej Kopy. Tam tylko walka. Każdy na swój sposób próbuje wrócić na Słubicę. Niestety wiatr dolinowy jest na tyle mocny że po kolei siadamy. Tylko Wujek walczy nad naszym ulubionym lądowiskiem „Niżny Sławków” ale niestety siada po nierównej walce. Latanie super, bardzo wysokie podstawy, piękne widoki i kolejna nauka na przyszłość. Niestety Prezio siodła Gozillę i wraca do domu. Obiecujemy mu, że godnie będziemy reprezentować Bornów.

Dzień ósmy – Czarna Kopa

Dziś ostatni dzień zawodów. Po rozłożeniu taska ustalamy strategię i bez pośpiechu szpeimy się. To było dobre posunięcie, bo na początku dnia szału ni ma. Termika działa ale jakoś cinko. Kręcimy się przy górce, ale ciężko się wykręcić gdzieś wyżej. Kaczor i Kuba już na przelocie, a my z Wujkiem dalej nic. W końcu na przedpolu dopadam Edwarda i wykręcam ile fabryka dała. Nie ma na co dalej czekać,  razem z Wadimem lecimy na pierwszy punkt. Po przeskoku lipa. Próbujemy przetrwać w zerkach. Wadim i Chrząszczu odpuszczają, ja walczę do końca i udaje się. Mam Edwarda i znów lecę wysoko. Jest już późno, ale wszystkie pola oddają. Robię pierwszy punkt i z Kubą lecimy na zamek w Starej Lubovnej. Nad Plavnicą znów nisko, ale traktory oderwały komina z pól i znów się wykręcam. Po drodze widzę jak Jasen już kończy trasę – a ja dopiero lecę na drugi punkt. Udaje się zrobić zamek, ale to już wszystko i ląduję przy Szałasie u Franka. Znów  super latanie. Zakończenie zawodów. Wygrywa Jasen przed Stefkiem. Na rozdaniu nagród miła niespodzianka, bo okazuje się, że Kaczor i ja też coś wygraliśmy ;).

Podsumowując, wyjazd jak zwykle super. Codziennie latanie, nowe doświadczenia, super ludzie i klimat.  Zmęczeni i zadowoleni wracamy do domu. Dziwne uczucie jak obudziłem się w domu i nie było latania. Minęło dopiero kilka dni a już głód latania daje o sobie znać. Do następnego razu.

 


Piach
Dodano:2010-04-28

Po "bogactwie" oipsu wnioskuję, że wyjazd należał to kategorii tych, o których należy szybko zapomniec.

Po raz kolejny z rzędu nie udało się trafic z pogodą na Perfectfly Cup. Ciekawe czy za rok oprócz Was będą jacyś inni zawodnicy.
Tomek
Dodano:2010-04-28
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka