Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Bieszczady z góry - Roztoki - 12-08-2010

Roztoki 12.08.2010 r. Roztoki w moim wydaniu jak do tego dnia po raz pierwszy nie zaoferowały mi zbyt wiele. Testy U-Sporta przyprawiły mnie - oczywiście z mojej winy - o kika siwych włosów. Nowe skrzydło, nowe miejsce ... rzec można czysty spontan. Fakt - faktem, że poczułem pewien niesmak. Tego dnia jadąc z Tomkiem i Grześkiem na latanie nie mogłem sie wyzbyć tego właśnie odczucia. Nawet jak to zwykle w aucie snute dalekosieżne plany jak to będziemy ladować u Wujka na grillu nie pozwalały sie pozbyć tej dziwnej zgagi.

Na przełęczy spotkaliśmy się z Wardami i Piachem. W stronę startowiska ruszyliśmy nową ścieżką, którą po harcersku oznaczył Payonk. Podejście o odmiennej charakterystyce niż to właściwe. Najpierw spokojna choć dość wąska ścieżka kończy się lekko stromym podejściem w lesie. Jednym to pasowało innym mniej. Ale to tak jak z gustami.

Na startowisku spotkaliśmy ekipę Prowinga z czekającym już Payonkiem. ... No i się zaczęło. W sumie nie było na co czekać, szpejenie się i pierwsze starty. W górę pakowali się wszyscy po kolei. Jako pierwsi odeszli na trasę Payonk z Miśkiem. W radiu zawrzało i każdy z lekką nutą zazdrości słuchał relacji dwóch cruiserów na trasie.
Warun nie rozpieszczał dając się utrzymać i czasem zahaczyć nawet do 300 m ponad start. Mimo tego za chwilę wszyscy solidarnie opadali w dół by po niespełna minucie znów negatywnie wpływać na życie seksualne okolicznych futrzaków.

Wreszcie doczekaliśmy się edwarda. Uśmiech na usta, zwieracze do gotowości i jazda, ... ale ... pourywane to to, jakieś takie niezdecydowane, zaniosło nas na zawietrzną. Zgubiliśmy go. Ekipa ruszył z powrotem. Niektórzy na kontrolkach doszli na nawietrzną. Borys ledwo doszedł polany na startowisku i posadził zadek na płaskim omijając drzewa. Wacek tymczasem trzymając się noszenia odchodzi z nim w stronę najbliższego szczytu. Po powrocie na właściwą stronę stoku obserwujemy jego zmagania w nierównej walce z naturą. Jego sylwetka jeszcze przez chwilę daje sie obserwować dość nisko nad Jasłem. Potem znika.

Przyszło czekać na następnego edwarda. Na zegarku już bije godzina a tu jak go nie było tak go nie ma. Znów nerwowo zaczyna lekko kopać - znaczy się edward się zapowiada. Wszedłem ciut na przedpole i jest ... zaczyna się jazda, która już po kilku okrążeniach potwierdza że to TEN, że to z nim dojdziemy pod sufit. Plany okazują się potwierdzone i faktycznie ekipą w składzie Piach, Grzesiek, Aro i ja dobijamy podstawy. Tomek jeszcze walczy zbierając wysokość i po naszym odejściu na trasę dogania nas kilka kilometrów dalej. Zaczyna się niepewne. To mój pierwszy raz nad Bieszczadami. W głowie odświeża sie baza charakterystycznych punktów z tradycyjnej papierowej mapy. Próbuję zlokalizować solinę, Bezmiechową, ale powietrze dzisiaj mało przejrzyste i cieżko zobaczyć horyzont. Idziemy w ślad z Aro, co jakiś czas odzywają się Misiek z Payonkiem. Jest słabo. Noszenia po 0,5 są już niezłym prezentem. Trzeba cierpliwie kręcić i korzystać z wszystkiego co pociągnie pod sufit. Wacek w radiu z wyraźną nutą zmartwienia gratuluje nam odejścia i zgłasza lądowanie w dolinie za Jasłem. Słychać jeszcze chłopaków nad Roztokami, którzy czekają na kolejną windę. ... A my na trasie, ciągle kręcimy 0,2 .. 0,5 ... -0,3 ... 0,2 ... .... .... Ręka już boli. Ale idziemy do góry - nie jest źle. Znów sufit. W oddali widać Zalew. :)) Uśmiech od razu na ustach ... kilka zdjęć i pytanie co dalej ?. Lecąc w teamie mamy łatwiej. Podejmujemy decyzję razem, … tylko jakoś dziwnie zazwyczaj ja mam lecieć i szukać kominów ?!

W oddali chmurka nad Rajskim staje się celem. Piachu nisko na kontrolkach dolatuje do miejsca gdzie wario zaczyna pikać. My trochę wyżej także łapiemy nasze upragnione 0,5. Za jakiś czas okazuje się, że to słabe staje się silniejsze i zmienia się na 1,5. to już prawie jak prezent od św. Mikołaja. Dokręcamy i znów na trasę. Solina po prawej coraz bliżej. Pięknie widać kształty jeziora i żaglówki sunące po tafli. A my co ? znów kręcimy i szukamy co dalej. Celem teraz jest Hoczew. Aro opada dość niebezpiecznie nisko i szuka na Weremieniu ratunku, Piach również dość nisko zbiera się i jak zwykle w takich chwilach narzeka że jest już w d... Znaczy to nic innego, jak to że wzywa swojego anioła stróża a ten ... co jak co - ale jak zwykle mu pomaga. No tak to już jest, że jak Piachu psioczy to na pewno daleko poleci - ot taki model. W radiu Misiek sygnalizuje swoje miejsce lądowania w Lesku. Naprowadza Ara, ale ten walczy nadal. My w tym czasie znów łapiemy jakieś małe noszenia i dryfujemy z rachitycznym kominem.

Wykręcamy się i najbardziej zadziwia nas Aro. Jego determinacja jest godna podziwu bo za chwilę widzimy go pod sufitem. Piach z Grześkiem uderzają na Bezmiech w stronę kręcących komin szybowców - jest dość daleko ale widać, że grupa za chwilę sie podzieli. Jednak nie. Piach zawraca widząc, że mamy - do góry. Dochodzą nasz również szybowce z Bezmiechowej dopadając naszej zdobyczy. Grzesiek również zawraca ale jest już niżej od nas o jakieś 100 m. Dokręcamy co się da i znów dalej. Jest już ponad 50 km trasy. Dzwoni Wujek :) Mówię jak jest - nie żebym był złośliwy. Gratulacje. Teraz już się dzielimy na dwie grupy. Aro z Piachem uderzają na płaskie za Sanokiem wzdłuż drogi na Krosno. Ja z Tomkiem przechodzimy nad wzgórza zwabieni z lekka głosem Payonka, który zaprasza nas do siebie. Obaj siadamy obok Dydni.

Podsumowując: Dzień SUPER ! Wspaniałe latanie w doborowym towarzystwie i niesamowite widoki Bieszczad. Jedna myśl - Zmieniam zdanie o Roztokach. Czekam na więcej !!!


prezes
Dodano: 2010-08-14

Latanie w doborowym towarzystwie, ale pomimo tego trzeba było się czasem dośc namęczyc, żeby wybrnąc z opresji. Aro nad Weremieniem dał pipis, potem ja przy Zagórzu musiałem powalczyc, a na koniec Grzesiek robił co mógł. Każdy dał coś od siebie i zrobił sie fajny wynik pomimo niezbyt przyjaznych warunków. Dzięki za wspólny lot i zwózkę.
Tomek
Dodano:2010-08-16

Przelot w nowym terenie zowocował fajnym opowiadankiem  - znowu coś się dzieje na stronie  Smile

Aprops fajny przelocik w fajnej grupie. Niestety zakwasy w ramionach po locie zostały.

 


grigorij
Dodano:2010-08-16
Dzień wspaniały tylko noszenia trochę słabe ale jak ktoś by mi tego dnia rano zaproponował 70 km brał bym w ciemno. Super współpraca podczas lotu - o to właśnie chodzi w lataniu teamowym. Przedwczoraj zostałem uświadomiony dla czego Prezes lata pierwszy przed całą grupą. Chodzi o kominy, które to nie Prezes znajduje tylko to one tworzą się nad nim :D Do następnego!
payonk
Dodano:2010-08-16

pierwszy przelot w Bieszczadach :) Było super extra fantastycznie. Mam nadzieję, że niedługo bedzie następny.

 PS. jak Prezes wyniucha komin to nie ma .... we wsi Tongue out


Piach
Dodano:2010-08-14
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka