Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Wapno prawie na 102 :)

No to wrzucam, kiedyś sie bedę z tego smiał.

 

Ten tydzień rozpuścił mnie do końca -  Latanie co drugi dzień. Niestety bez większych sukcesów, ale zawsze coś. Mimo niezbyt zachęcających przepowiedni Wujka :

[2011-04-21 21:25:55] Wujek: Mszanka może Was rozczarować

[2011-04-21 21:26:15] Wujek: naprawdę wczoraj termika pracowała idealnie

[2011-04-21 21:26:27] Wujek: dzisiaj była jedna wielka kupa

[2011-04-21 21:26:36] Wujek: spytajcie Tomskiego

[2011-04-21 21:27:20] Wujek: ja na Waszym miejscu udeżyłbym na Słowację

…postanowiłem, że i tak pojadę na niezbyt do tej pory łaskawą Mosznę… wróć Wapno. Najwyżej jak nie polatam to w najgorszym wypadku będę na 18 w domu. Na szczęście nie byłem sam. Krnąbrnie i zdradziecko wykorzystałem wilczy głód Kaczora. Jak nigdy spokojnie, bez pośpiechu wyjechałem z Mielca. Przecież szału nie będzie. Do tej pory z każdym nowym wyjazdem mój szerszeń bił rekordy trasy, a tym razem średnia 80km/h pyr pyr pyr. Po zgarnięciu Grześka na górce pojawiliśmy się o przed 12. Przywitał nas wiaterek 3 m/s prosto w górkę i dość często przechodzące podmuchy. Ale będzie jazda!! Szast prast i jesteśmy na starcie. Grzesiek startuje bez problemu i po chwili jest nad granią. Ja po starcie coś próbuję, ale jak by nagle ktoś prąd wyłączył i po chwili siadam przy aucie. No nic trzeba wyleźć jeszcze raz. Kurna masakra, zaczęło się kręcić, skrzydła nie mogę postawić (a może powinienem po prostu tak bardziej energicznie). W końcu odpalam, ale powtórka z rozrywki. Zaraz śnig mnie spali. Grzesiek melduje 1600m i masełko. ¦lak trafił babcyne gęsi, wyłażę jeszcze raz. Pierwszy raz w życiu nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Normalnie przesyłam im impulsy żeby szły, a one nic. Podejście dzielę na 8 razy (a może 12). Ostatkiem sił wypiąłem się ze szpeju i padłem na startowisku. Wszystko mokre, straciłem parę litrów z potem. Tym razem daję sobie kilkanaście minut na ochłonięcie ( a Grzesiek dalej kręci :/). Ostatni start, jak tym razem się nie uda to się poddaję. Tym razem stwierdziłem że lecę na maxa na E, jak nic nie będzie to się przejdę i robię za zwózkowego.  JEST!! Nie myliłem się. W końcu udało się wyjść nad grań i za chwilę jestem już z Kaczorem. Po jakimś czasie zaczyna nam się nudzić. Niby terma jest ale Edwarda nie ma. Zaraz po tym jak to pomyślałem Grzesiek się wykręcił i poleciał… Kurna znów latam w tą i na zad i nic. Dopiero profesor pokazał jak to działa, że kominioch jest, ale bardziej na przedpolu. Robię jakąś tam wysokość (marne 1700) i lecę na ¦widnik. Grzesiek melduje lądowanie na ok. 20 km. Sam też nie mam miodu, do ¦widnika dolatuję nisko ale jest 0, potem noszenie i znów jestem w grze. Bardzo dużo mi dała ostatnia próba trójkąta z Kasku. Opanowanie, cierpliwość i latanie z głową Laughing.

Za ¦widnikiem zaczyna się latanie. Wędzę się w kominie z dymem z wypalanych łąk. Capi aż oczy pieką ale mu nie odpuszczę. W radiu co chwilę słyszę chłopaków z Bieszczad. Też mają przelotowy warun. Meldują się co chwilę gdzie kto jest. Zaczyna już lekko denerwować (a wystarczy ustawić nadawanie na "low" żeby nie siać na setki kilometrów). Melduję Grześkowi gdzie jestem i ze ściszonym radiem lecę dalej. Podstawy coraz wyżej, a ja coraz dalej. Jest bajucha, zaczynają się znajome górki: cycki na przedpolu Kohuta z PFC, Mardunia, Kamienica. Po drodze widzę jak patyki próbują się wygrzebać z czarnej d… Moja M3 idzie do góry jak przecinak – całe 1,5 do góry Tongue out ale w porównaniu do patyków..., a tam nie ma porównania. Ale jak już się wykręcili to mi zagrali na nosie. Latali gdzie chcieli, a ja jak bym stał w miejscu. I weź tu pokaż takim gdzie jest komin. Z lewej mijam bukową. Spełniają się marzenia. Na horyzoncie widzę dwie żylety. To Stefek i Peter, machają Cool Jeszcze kawałeczek i dolecę do Czarnej Kopy.

JEST!! Doleciałem. Teraz to już jestem zadowolony że ho ho. Banan o mało co mi szczęki w kasku nie oderwie. Dzień się kończy, słońce coraz niżej. Trzeba wypuścić podwozie i lądować. Na dole jakiś glajt się składa, przynajmniej nie będę sam. Już robię rundkę do lądowania a tu wario zaczyna pikać. Wszędzie cień od górek a tu jest kominioch. Do tej pory Szambron to było lądowisko po nieudanym przeskoku a tu masz, pełna rehabilitacja. Jazda do góry niestety już tylko 1600 i dolot do Starej Lubovnej. Chciałem dolecieć do zamku albo do szałasu u Franka, ale już nie chciałem kusić losu. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo zmarzłem. Te trzy podejścia sprawiły że wszystkie ciuchy miałem mokre. „Ale zuch się nie przejmujee i do przodu maszerujee”.

Teraz przyszła refleksja: jak ja wrócę do auta?? Komórka rozładowana, pewnie Grzesiek już kilka K... i Ch... na mnie powiesił: Poleciał i się nie odzywa. Zasłużyłem sobie, sam bym sie wkurzył. Udało mi się pożyczyć nabijaczkę i wystarczyło na jedną rozmowę. Parafik zwiózł auto (wielkie dzięki, bez tego to byśmy za 2 dni nie wrócili) i jadą. Spotkanie pod Lidlem i już wszyscy w komplecie. Jeszcze „postny gulasz” w motoreście i tylko 230km i będę w domu. Super dzionek. Do tego rano gratulacje od żony Cool Do następnego razu…


Piach
Dodano: 2011-04-29

Gratulacje raz jeszcze - pierwsza seta. Parafik (Michał jasiński) jesteś Gość o Wielkim Sercu - dzięki raz jeszcze za zwózkę - bez Ciebie to byśmy kwiczeli (na Słowacji święto i nikt nie jeździł). Fajna opisówka, następnym razem za brak naładowanego telefonu lub radia będzie skrzynka piwa do Teamowej degustacji oczywiście :)
grigorij
Dodano:2011-05-01

Gratulacje Piachu :) Ale teaz to już nic cie nie ucieszy -no chyba ze 200 :)

A co do częstotliwości - nie ma jakiejś tam "naszej, waszej" (wykupione to ktoś ma???)  nie róbmy problemów tam gdzie ich nie ma. Ta jest super bo daje info nie tylko co się dzieje na jednej górce ale w okolicy. To co mówi Borys aby ustawić sobie na Low, jest jakimś rozwiazaniem, ale przecież miło czasem usłyszeć kogoś nawet z daleka (ostatnio gadaliśmy sobie z Tomkiem - on w domu ja nad Ustrzykami). Jeżeli każdy bedzie używał radia do przekazywania informacji a nie do pier.....lenia to nie bedzie problemów a bedzie miło :).  (a całe zło to przyciski na palec i zestawy :))
A swoją drogą jak kiedyś przeszkadzało mi "gadające radio" i grzecznie poprosiłem coby zamknęli sobie mordy bo kręce komin - to wszyscy to zrozumieli i dalej było miło. Trzeba było Piachu "poprosić" - czasem po prostu nie wiemy ze ktoś to słucha poza nami :).


W@cek
Dodano:2011-04-29
Opis na 102 super - już dawno mówiłem nie urzywac tej czestotliwosciSmile
Tomski
Dodano:2011-04-29
a wystarczy Panowie ustawić w końcu swoją częstotliwość a nie naszą bieszczadzką i bedziecie mieć spokuj, a nie pretensje do nas, my przynajmniej rozmawiamy o locie a nie o pierdołach jak Wy że czasami aż rzygać się chce od tej waszej paplaniny, ps. gratuluje lotu
borys
Dodano:2011-04-29
W tym przypadku "prawie" nie robi żadnej różnicy. Trzycyfrówka na koncie jest i basta. Brawo.
Tomek
Dodano:2011-04-29
Gratulacje 
prezes
Dodano:2011-04-29
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka