Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
11 V 2011r. Wapno – Polska → Węgry 208

                We wtorek przeglądam prognozy na jutrzejszy dzień. Wygląda to obiecująco. Biorę urlop. Wieczorem montujemy skład i rano, z Wujkiem i Sławkiem, jedziemy  na Wapno.

               Około 11.00 już można latać. Sławek startuje pierwszy, od razu wykręca się i buja na 1.500 m n.p.m. Nam trochę dłużej schodzi szukanie mocniejszego noszenia.

Wkrótce dojeżdża Misiek z Harcerzem oraz Witek z chłopakami.  Kilkadziesiąt minut później 6 glajtów kręci już ten właściwy komin, z którym odchodzi od górki. Już po kilku kilometrach dopada nas pierwszy kryzys.

Harcerz odpada. Reszta trochę się podkręca i kieruje na ¦widnik. 5km za Harcerzem pada Sławek. Nie jest łatwo. Do ¦widnika dolatujemy już na oparach, ale natrafiamy na zasygnalizowane przez 2 bociany „0” i trzymamy się tego jak rzep psiego ogona.

7km w jednym kominie, w którym odzyskujemy wysokość i wiarę, że może być lepiej. Co rusz ktoś wynajdzie jakieś noszenie i zaraz wszyscy zlatują się jak do ula. Tak to można latać. Współpraca idzie wzorowo, a kilometry przy wietrze wiejącym dziś ok. 7m/s uciekają szybko. Na 40km pojawia się Domasza.

Przy Obliku przeżywamy nerwówkę, trochę za sprawą Miśka, który zapuścił się zbyt głęboko, a trochę za przyczyną przystawiającego wiatru znacznie utrudniającego przebicie się nad przedpole. Wszyscy jednak, z pomocą konkretnych kominów, wychodzą cało z opresji.  

                 Na 80km, kiedy zaczyna niemiłosiernie dusić rozlatujemy się trochę. Misiek z atrakcjami, ale na szczęście bez większych konsekwencji, ląduje, a ja w -5m/s przelatuję 2km tracąc przy tym 1.000m wysokości. Jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem. Jestem tak blisko pierwszej w życiu setki i mogę nie osiągnąć celu. Wymodliłem jednak noszenia i tuż nad ziemią, na 630m n.p.m., wybieram ratujące mnie zerka. Dryfuję w nich z mozołem odzyskując kolejne metry. Na wysokości około 1.000m n.p.m. komin wzmacnia się do 3m/s, i stopniowo do 4m/s, 5m/s, aż w końcu 6,5m/s, tak że chwila moment i mam już 2.450m n.p.m.  Trzycyfrówka jest już w moim zasięgu. Wujek w tym czasie kończy na 99km.

Patrzę na Garmina i okazuje się, że do Węgier mam … tylko 6km. Przecieram oczy ze zdziwienia. Nieosiągnięty dotychczas przez nikogo cel jest na wyciągnięcie ręki. Na granicy podkręcam dzisiejszego max-a i w wybornym nastroju lecę, gdzie oczy poniosą. Od tego momentu lot już jest niesamowicie łatwy. Mam wrażenie, że dostałem bonusa za wcześniejsze trudy. Na 130km dołącza do mnie Witek, którego nie widziałem już ponad godzinę. Węgierskie pola pracują wzorcowo. 60km/h na przeskokach szybko doprowadza nas do 160km, gdzie po raz pierwszy zaczyna mi świtać myśl o zrobieniu czegoś niesamowitego. Dopiero 10km później mówię Witkowi, który nie ma pomiaru odległości od celu, że jest szansa dobić do 200km. Robi się już późno dlatego decyduję, że nie bawię się w słabszy noszeniach tylko lecę przed siebie – wóz albo przewóz. O 18.00 na 180km podkręcam ostatni już komin tego dnia do 2.100m n.p.m. i w -0,7m/s lecę z wiatrem w stronę osławionych, bezkresnych bagien. Ci co tu byli wiedzą o czym mówię. Kilkadziesiąt minut później melduję Witkowi, że popsuł mi się GPS. Na jego pytanie co się dzieje oświadczam z przekąsem, że pokazuje 200km.

 

                2km dalej, tuż przed lądowiskiem, robię nad wioską kółko szukając jakiejś knajpy i pstrykam fotę swej uśmiechniętej od Pl do Hu buźki.

 

                Ląduję na łące, gdzie rozczarowuje mnie rzeczywistość. ¯adnych czerwonych dywanów, szampanów, czy też kwiatów. Wita mnie jednak tysiące małych owadów, które chcą wyssać ze mnie ostatnie soki. Po 7h i 30min. lotu jestem już tak wyeksploatowany, że się nie najedzą.

                Pakuję się i, rozmawiając z Witkiem, czekam na zwózkę. Chłopaki pojawiają się ekspresowo i przed 3 rano jestem już w łóżku.

Wujek, Misiek i Sławek, a także Harcerz, nie wspominając już o Witku, mają swój wielki udział w moim sukcesie, za co im serdecznie dziękuję. Bez Was to by się nie udało. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał okazję się Wam odwdzięczyć.

 

 


Tomek
Dodano: 2011-05-13

Gratulacje. Owacja na stojąco. Brawo Brawo Brawo
Artur
Dodano:2011-05-16

Gratulacje!!!

 Fajnie było z Wami leciec, szkoda że tak krótko, ale tak bywa. Popełniłem kilka błędów taktyczych i skończyłem wcześniej lot. Latanie w grupie ma dużo plusów, ale też należy uważać. by nie robić tego czego w pojedynke byśmy nie zrobili (po wykręcenie się nie leciałem ale tracilem wysokość, bo inni nie lecieli. Za nisko odleciałęm-bo inni już odlecieli. Na małej próbowałem się wykręcić na zawietrznej no i mnie poskładało, później już odpuściłem i lądowałem bezpiecznie na klapach). Fajnie że udało się Wam polecieć dalej, bo jak słuchałem Was przez radio to myślalem że padniecie w ¦widniku. 


harcerz
Dodano:2011-05-16

Tomku, Witku - Gratulacje !!!!

Pokazaliście WIELK¡ klasę, zwłaszcze że na początku nie było łatwo i szczerze mówiąc sądziłem że wszyscy zakończą przelot przed 20km a tu masz 208, 206 gdybym wiedział że na Węgrzech będzie tak piękie może bym się zmobilizował i na tym 99 km bardziej postarał i razem z Wami poleciał :)


wujek
Dodano:2011-05-14
Wielkie GRATY chłopaki. Kawał trasy. Cool
prezes
Dodano:2011-05-14

gratulacje, coś niesamowitego!!! co tu więcej pisać - wynik mówi sam za siebie Smile

 


jurek g.
Dodano:2011-05-13
Niesamowite nie moge sobie nawet wyobrazic  takiego lotu  gratulacje 
Tomski
Dodano:2011-05-13
coś niesamowitego. Gratulacje!!!!
Piach
Dodano:2011-05-13
Dołączam sie do podziękowań Tomka dla chłopaków za wspólny lot i zwózkę. A ta Rumunia to jest w Unii ? czy trzeba se paszport wyrobić ?
Witek
Dodano:2011-05-13
No cóż można powiedzieć? Szczena opada do samej ziemi i plącze się pod nogami :)
A jedyne co mi sie nasuwa to to że jszcze niedawno nasze opisy były dłuższe niż sam lot a tu - normalka, zrobiłem sobie 200 km, bo co to dla mnie:)
Kurcze za chwile może pojawi się coś w stylu: "Kurna dziś było słabo, dolecieliśmy co prawda do Rumunii ale tak jakoś nie nosiło i po drodze spać mi sie chciało"
SUPER - TO NIEKWESTIONOWANY REKORD PODKARPACIA KTÓRY Z PEWNO¦CI¡ JESZCZE DŁUGO BęDZIE NIE DO POBICIA.
Ale WAM kurna zazdroszcze!!!
W@cek
Dodano:2011-05-13
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka