Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Kryptonim BC

Nikomu się nie chce to coś skrobnę. Kiedyś powspominamy.

Hasła „BC”, „poczekajcie na BC” itp. Itd. przewijały się już od dłuższego czasu. Wszyscy dość mocno wygłodniali i brak latania dał się mocno we znaki (no może nie wszyskim, ale niektórzy z nas muszą pracować). Piękne przeloty z Kasku sprawiały, że wysiedzenie 8h w pracy stało sie niemozliwe. BC!! o tak, odbijemy sobie – pocieszaliśmy się na czacie.

Im bliżej wyjazdu tym atmosfera gorętsza (przynajmniej dla mnie.) Prognozy co chwilę się zmieniają. Ogólnie brak decyzji. Przekładanie wyjazdu nie wchodziło w grę. Do tego młoda chora. Masakraaaaa, zawsze coś. Czułem się jak w reklamie jakiegoś popieprzonego kredytu hipotecznego. Parcie na latanie wielkie i ostatecznie w środę na 6h przed palnowanym wyjazdem WRESZCIE jest decyzja – JEDZIEMY  Stały skład Wujek, Prezes, Grzesiek i Ja, potem ma do nas dojechać Wacek z ferajną.

Traska z kuszetką to prawdziwy relaks. Na kampie pod lejkiem wita nas spora grupa Polaków i innych głuchoniemców. Szybkie sprawdzenie prognoz, telefon do Stefka i z wielkim bólem podejmujemy decyzję o wyjeździe na Chorwację. Jak się później okazuje nie do końca trafną, ale za to możemy zamoczyć nogi w wodzie i podziwiamy widoki (tu pasuje taki kawał. Na plaży nudystów wnuczka pyta babci: -babciu mogę się pobawić twoimi cyckami?- Tak, ale nie odchodź za daleko. Ci co byli wiedzą o czym mówię). Miejsce docelowe Buzet. Główne startowicho na terenie prywatnym. Właściciel ostudził nasz zapał i zabronił startowania z jego ziemi. Kawałek wcześniej jest kolejne. Na start decyduje się tylko Wujek. Torba,  Walka z wiatrem i lipa z latania. Prognozy nie trafione. Jedziemy do Bassano. Na miejscu Tomski z małżonką i Mironem. Dziś nie ma latania, ale dzień i tak fajny. Wieczorem relaks przy wynalazku Mirona brutalnie zakłucony przez Kelly Family.

 

Prognozy na kolejny  dzień nie za ciekawe. Wygląda na to, że jeżeli cokolwiek się uda to wieczorem. Jedziemy do Wenecji. Na miejscu kupa kanałów, masakrycznie dużo turystów i klaustrofobia w uliczkach między budynkami. Jak dla mnie bardzo przereklamowane miasto ale obleci. Po powrocie szybka ocena sytuacji i jesteśmy na Costalundze. Mała roszada skrzydeł i latamy. Prezio polubił się z moją M3, a ja śmigałem na Peaku Tomskiego. Przeważony 15kg chodził za ręką jak jakieś skrzydło akrobacyjne. Fajna zabawa i pełen luz. Brakowało mi takiego lajtowego latanka w fajnym towarzystwie. Zabawę przerywa jedynie zachodzące słońce, ale wreszcie szmaty przewietrzone i banany na twarzach. Na kolejny dzień prognozy zdecydowanie lepsze. To będzie „TEN dzień” (no chyba, raczej, na pewno:)

 

Rano jazda na górę i wczesny start. Plan: Cima – E 40km – W 50km i na zad z powrotem. Lot do cimy bez problemu. Gorzej druga część planu. Pod wiatr trochę gorzej, nawet jakiś bumerang wymięka, ale nie my ;) jak my nie damy rady to kto?. Jak zwykle Luciola wita mnie nisko. Dalej idzie po japońsku – jako tako. Tylko Wujek podtrzymuje nas na duchu i udaje się przeskoczyć na 30sty. Powrót to już bajka. 45minut i jesteśmy z powrotem. W radiu słychać Wacków, Stanów i jakieś owoce leśne czy Mailny ;). Przeskok z Cimy jako pierwszy robi Wujek. Tylko, że on miał wysokość a my plączemy się nisko i walczymy  wiatrem. Po kilkudziesiąciu minutach zachęceni przez Miszcza „Dawajcie z tym co macie, z wiatrem się leci jak TOPERDA” z 1300 rzucamy się na przeskok. Udało się, nisko z deka i wszędzie winnice, ale komin jest tam gdzie miał być. Dalej jesteśmy w grze. Lot za darmola uśpił moją czujność i nawet nie wiedziałem kiedy dostałem potężnego fronta. Udaje się dolecieć tylko do pierwszego jeziora, ale dobre i to. Zwózka wzorcowa i umęczeni śmigamy na campa.

 

No dobra wczoraj się nie udało do końca ale dziś to już na pewno „TEN dzień”. Plan podobny tylko tym razem ma być więcej i z zamknięciem. Mam pewne obawy co do mojego latania bo męczy mnie niemiłosiernie. Leczo Wujka wybiło mój żołądek z rytmu i pozbawiło mnie resztek balastu. Tereaz jest ok., ale co będzie dalej. Start jak zwylke wcześnie. Na cime i z powrotem nie ma problemu, ale za Czomolungmom już nie ma miodu. Wujek wyrywa się do przodu i utknął przy Lucioli. Tomski i ja już bardziej asekuracyjnie dociągamy da 23km. Na końcu czeka nas mocno stresujący komin. Nas dwóch i SIEDEM sztuk patyków. Goście latają tak jak by nas nie było więc nie czekamy tylko wracamy.Wujek nadal walczy w parterze – wytrwała bestia. Marudzi przez radio, że on ma już dośc i będzie siadał, ale tym razem to my podtrzymujemy go na duchu. Leci na W na oparach, ale daje rady. Kurcze, gdyby to było rok czy dwa wcześniej pomyślałbym że jest w niezłej d…  Nasze trio spotyka się znów na cimie i z 1500 skaczemy. Tym razem dopadamy do grani jeszcze niżej niż wczoraj. Gdyby nie Wujek nie znalazł bym kominka za przeskokiem, był kilka metrów odemnie a nawet nie dygnęło skrzydło. Kolejny raz sprawdza się latanie w grupie. Teraz to już jazda za darmola i mocne kominki co kawałeczek. Te mocne kominy nie cieszą mnie za bardzo bo przy wejściu w jeden taki poszedł pan kleks. Wyłączyłem wszystkie zbędne systemy i cała moc poszła na zwieracze. To już 6h w powietrzu, a nie zanosi się na lądowanie. Po 7h nie wytrzymuję i dają na lądowicho (takie z dużą ilością krzaczorów) i pozbywam się resztek lecza. Łooo matko co za ulga. Niestety chyba zabrakło kilkaset metrów  do domknięcia trasy,do tego bunkrów nie ma,  ale i tak jest zajebiście. Wujek ląduje niedaleko i spotykamy się w KLIMATYZOWANEJ pizzeri. Pełny wypas, pizza pycha i czekamy na resztę. Zaraz potem zjawia się Tomski, Monika, Prezes i Grzesiek. Wszyscy polatani i zadowoleni wracamy do domu. Jeszcze tylko wizyta na Lijaku u Wacków i powrót. Wyjazd rewelacyjny. Warun taki oo ale dało się coś z niego wycisnąć.

 Wielkie dzięki za zwózki i gratulacje za pierwsze loty dla jeszcze bardzie złośliwej niż ja Moniki


Piach
Dodano: 2011-07-03

A mi sie marzy taki wyjazd całym Teamem, nieważne gdzie, nieważnie kiedy, bez napinki na jakiś spektakularny wynik. Ot latanie dla samego latania w jakichś pięknych okolicznościach przyrody. Ostatnio właśnie odkryłem, że takie latanie na luzie też daje kupę frajdy. XCC trochę zabiera nam tego co w naszym lataniu jest najfajniejsze, a z drugiej strony gdyby go nie było to pewnie i tych przelotów byłoby mniej :) Cóż - coś za coś.
W@cek
Dodano:2011-07-04

Z perespektywy domu warunki wyglądały na słabe, a mimo tego po 2 piękne loty udało się Wam wykonać. Klasa.

Następnym razem jadę z Wami, ale mam nadzieję, że już w wysokie góry.


Tomek
Dodano:2011-07-03
Cóż dodać, ... było fajnie. Dzięki za wspólny wyjazd.
prezes
Dodano:2011-07-03
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka