Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Koniec z dżemerem, od dziś już tylko MARMOLADA!

Po kilku nerwowych dniach na Skypie w końcu decydujemy się na wyjazd w Dolomity. Jedziemy na 2 auta: Wujkowóz (Wujek, Grzesiek, Tomek i ja) i Szpakowóz (Tomski, Prezes i Relax). Z jazdy niewiele pamiętam. No może na początku tradycyjne darcie łacha z każdego kogo z nami nie było, a potem to już tylko kuszetka.

Na miejscu widoki zapierały dech (może była to też wina wysokości – kwatera na 1500 m npm.). Po prostu bajka. Tylko jak my będziemy tu latać?? Strach trochę. Do tego wszystkiego opowieści spotkanego kolegi który już latał tu wczoraj „masakra jak wali, skręca w taśmach, łooo matko”. Po starcie okazuje się , że te wszystkie opowieści z kolejki można wrzucić między bajki (w tym przypadku to standard

Plan na pierwszy dzień – wersja minimalna: ok. 50km trójkąt fai. Tu wielkie dzięki dla Tomka i Wujka za dobre przygotowanie mapek i tras.

No to lecimy… Nie ma żadnych problemów z wykręceniem się na starcie. Wielka banda markuje wszystkie noszenia w okolicy. Potem skok na Grila


(skojarzenie chyba oczywiste)

Już tradycyjnie nazywamy wszystkie meble w okolicy. No może oprócz Marmolady – ta górka już ma swoja ksywkę. Na Grilu tłoczno że ho ho. Każdy kręci jak mu się podoba. Trzeba spieprzać. Kolejne przeskoki odsłaniają piękno i potęgę tego miejsca. Dodatkowo możliwość wykręcenia się ponad chmury powoduje.. zresztą lepiej zobaczyć to samemu.

Po drodze lekka zamotka ale Tomek cały czas prowadzi nas przez radio. 27km (Predazzo) i na zad do 18km. Razem z Wujkiem Tomskim i Tomkiem skaczemy na „łechtaczkę”

– piękny kociołek nie pozwala spaść. Dopiero później zaczyna się rzeźba. Czegoś takiego jeszcze nie było lecimy na 2800, a nad nami ciągle wisi groźba przedwczesnego lądowania na 2500m!!! Powoli udaje się wykręcić. Niestety Tomek musi już odbijać na dolinkę i melduje przez radio, że za chwilę będzie lądował. My lecimy dalej na Marmoladę. Znów sufit, tym razem dużo wyżej 3600 m.

Do tego Tomek melduje, że jednak się wygrzebał – skubaniec. Lądowanie na oficjalnym, slalom między gównami owiec i jest. Plan zrealizowany.
Teraz tylko znaleźć kwaterę. Zdania lekko podzielone, ale w końcu udaje się ustalić, że śpimy w kwaterze. Rano widzieliśmy szron na trawie i perspektywa spania na mrozie w namiotach nie bardzo nam się uśmiecha. W międzyczasie robimy za windykację i w końcu znajdujemy super kwaterę. 3 pokoje 2 osobowe z łazienkami i kuchnią 17,50€/noc na głowę

W takich luksusach to jeszcze nie spaliśmy. Biesiada z oglądaniem zdjęć, analizą dnia dzisiejszego i planem na jutro przebiega w super atmosferze. Niestety w nocy dopadają mnie masakryczne dolegliwości. Myślałem, że normalnie wody mi odeszły. Jedna z ubikacji tej nocy była już tylko moja. Co tu robić, latać trzeba. Nic nie jadłem, nic nie piłem, wszystkie niepotrzebne systemy wyłączone i cała moc przeznaczona na system zwieraczy. Udało się, da się latać. Dolomity sprawiły, że szybko zapomniałem o kłopocie.
Dziś plan ambitny, można nawet powiedzieć, że jebitny – min 80km fai. Leciało się super, zdecydowanie szybciej niż dnia poprzedniego. Kłopoty zaczęły się przy rozciąganiu drugiego ramienia. Nagle ktoś wyłączył prąd i godzinę grzebaliśmy się po Mosznowemu. Niestety nie daliśmy rady. Po lądowaniu zorientowałem się jaki jestem głodny i jak mi się chce pić. Do tego przyszły dziwne drgawki. Po godzinie Grzesiek zbiera nas z miejscowości Canale D’Agordo. O dziwo wszędzie Polskie akcenty. Okazuje się, że to miasto jest zaprzyjaźnione z naszymi Wadowicami. Nawet w restauracji dostajemy menu po Polsku. Z lekką dozą nieśmiałości zjadłem pyszną zupę warzywną i sukces!!! ¯ołądek to utrzymał. Kolejna noc, analiza i tym razem plan minimalny na dzień kolejny. Dziś są chmury. Znów fajne latanie. Niestety Wujkosowi przy starcie zupełnie zmienia się kierunek wiatru, co znacznie opóźnia jego start. Na przelota lecimy z Tomskim i Grześkiem. Dziś jakoś słabiej, ale nie ma problemów. Po powrocie na 18km z pewną dozą nieśmiałości skaczemy na Łechtaczkę.

Ta wita nas dość wysoko. Wario zaczyna delikatnie pikać. Najpierw nieśmiało, potem coraz szybciej aż w końcu wariuje i ciągnie i ciągnie … do góry. Mantra szamocze się na wszystkie strony, ale ciągle do góry. W końcu szczytujemy i pojawia się białe, znaczy się chmura. Łooo ludzie aż się spociłem jak to pisałem. Dalej to już lot za darmola nad szczytami ustawił się piękny szlak CU i bez kręcenia dolecieliśmy do Marmolady ciągle zyskując wysokość. Miła odmiana po wczorajszym. Wreszcie lecimy nad szczytem Marmolady. Szkoda, że baterie w aparacie padły.
Z marmolady na kreskę na Kredens 

rozciągać trójkąta.

Najgorzej szło nam centrowanie duszeń nad lądowiskiem. Wszystko nosiło, w powietrzu akwarium. Super locik. Po chwili nad lądowiskiem melduje się Wujek. Deptał nam po piętach. Zadowoleni i polatani żegnamy się z ekipą szpakowoza i ruszamy na poszukiwanie jedzenia. Tu zaczyna się kolejna przygoda. Włochy muszą zbankrutować, lenie i lesery. Wszystko pozamykane, Wujka opętała jakaś dziwna furia (chłop głodny, chłop zły). Po zdemolowaniu jednego z parkingów knajpy bez żarcia udaliśmy się do hotelu ***. Knajpa ładna, myśleliśmy, że zaczynamy rozumieć po włosku, ale okazało się, że kelnerka jest ze Słowacji. Tomek chcąc zabłysnąć pytał o hranolki z czego Słowaczka tylko zaszydziła. Ceny powalały na kolana, a na stolikach gości niezbyt bogate porcje. Szukamy dalej, a za plecami słyszymy tylko „co Polaczki nie macie pieniędzy?” co za piz…a. Kolejna obora a my dalej głodni, na szczęście te nasze zmagania zbliżyły nas do godziny 18:00 czyli nagrzania pieców pod pizzę. Trafiamy do jakiegoś starego miasteczka zaraz przed zjazdem na autostradę. Strzał w dziesiątkę, pizza mimo, że trzeba na nią długo czekać jest fantastyczna.

Powrót przygód ciąg dalszy. Powoli układamy się do snu na leżance, a tu nagle jakieś mocne niebieskie światło wali nas po oczach i każe zjechać na pobocze. Nie wiedziałem że leżanka potrafi się tak szybko składać. Poniżej 10 sekund wszyscy siedzą już na miejscach zapięci pasami. Wujek nawet nie zdążył założyć spodni. Takiej szybkości dzialania nie powstydziłby się żaden pit stop. Okazało się, że chodziło o prędkość. 27km/h za szybko, ale na szczęście śmieszny mandat 35€. Dalej to już tylko błąd nawigacji, który kosztuje nas trochę czasu i bezpieczny powrót do domu.

Wyjazd znakomity. Nikt nie przypuszczał, że jeszcze tak polatamy. Z pewnością trzeba tam wrócić. Następnym razem realizujemy plan „jebitny”.
Piach


Dodano: 2011-10-04

Trzeba tam wrócić - koniecznie.
grigorij
Dodano:2011-10-05
Wyjazd jak dla mnie zaplanowany został w jednym z najgorszych terminów. Dzień po powrocie mam egzamin, na który czekam od kilku lat. Mówi się trudno - trzeba jechać. Nazwa miejscówki od razu nasuwa skojarzenia z "cool rodeo". W rzeczywistości okazuje się, że ani nie jest zimno ani nie rzuca jak na byku. Cool jednak jest i to w każdej sferze. Okolica piękna, widoki zapierające dech w piersiach, doborowe towarzystwo, kwatera rewelacja, a latanie niesamowite. Podczas wszystkich trzech lotów mam jednak ten sam problem - na 10km zaczyna się 6km przeskok kończący się masywem Latemar (ok. 2.200m n.p.m.), który zagradza mi drogę. Brakuje prędkości i doskonałości, a może też cierpliwości, żeby go przeskoczyć. Tylko raz udaje mi się go pokonać i w efekcie zrobić FAIny trójkąt. Mimo tego Dolomity na długo pozostaną w mojej pamięci. Tu lata się inaczej.
Tomek
Dodano:2011-10-05
Kolejny udany wyjazd jak zwykle w doborowym towarzystwie.
wujek
Dodano:2011-10-05
Ale numer - jestem na zdjęciu z tyłu za Piachem :) Widzicie? nawet jak fizycznie mnie tam nie było to sercem byłem z Wami!!!
W@cek
Dodano:2011-10-05
swietny opis i wyjazd w doborowym towarzystwie a ja dołącze filmik:) http://www.youtube.com/watch?v=25102Y3tDZI
tomski
Dodano:2011-10-05
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka