Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Bassano 11-13 Listopada 2011

No coż.. chyba kolej na mnie. Długo oczekiwany wyjazd  wreszcie dochodzi do skutku chociaż prognoza trochę kreci jednak decyzja zapada  ryzykujemy i jedziemy.Jedziemy na trzy auta Wujkowóz a w nim Grzesiek, Piach ,Piotrek i wiadomo Wujek ,ekipa z Krosna Wacek, Adam, i nasz skład Ja, Miron i Tomek. Docieramy jak zwykle na kamp, który wita nas zupełnymi pustkami. Chwila licytacji i marudzenia Piacha gdzie zostajemy, przegłosowano  - na kampie.  Dzień nie zapowiada się ciekawie pełne zachmurzenie, chociaż miało bycć  trochę lepiej, więc jedziemy zobaczyć  Cimę.

Osobiście nie byłem tam jeszcze nigdy droga lądową. Na samej górze wieje, ale nie jest mega silny wiatr. Po krótkim łazikowaniu po monzoleum jedziemy na Costalunge troche pożaglować . Na miejscu wydaje sie być trochę mocno. Większość jest napalona nawet na  żagiel. Wszyscy czekają aż ktoś odpali. Pojawiają sie jakieś leszcze z Niemiec i rozkładają  dziwnie małe skrzydła.  ...niech startują, w krótkich spodenkach i bez rekawic - pewnie szkółka na zlota. Po chwili ogarnia nas zdziwienie. Goście wymiatają przeróżne akrobacje. Wszyscy ida już startować a  my z Wujkiem i Mironem odpuszczamy. Jest troche zimno. Idziemy na kamping trochę sie posilić. Z dołu obserwujemy jak wszyscy żagluja . Gdzieś po około 1 do 2 godz. wszyscy ida lądować. Po drodze Piachu demonstruje jak sie robi besztal , a Tomek  z Piotrkiem testuja skrzydła klapa na klapie które jak leci okazuje sie że starsza konstrukcja nie musi byc  wcale gorsza. Wieczorem wiadomo impreza zakrapiana

Dzien drugi

Budzimy sie rano nawet całkiem ciepło było w nocy, poranne śniadanie i powoli ruszamy na Bepi.  Nikogo na starcie nie ma bo wszyscy sa na Costalundze. Wujek nagle przyznaje sie że dobrze zrobilismy jadac na ten start co wczesniej troche bojkotował. Startujemy.  Terma dział, a w powietrzu wydaje sie byc dość rzeźko. Może to przyczyna tego, że dawno sie nie latało. Wiatr trochę na początku jakby ze wschodu  ale nie ma problemu. Podstawy na 1200m z groszami nie rewelacja ale można już coś zalatać. Lecimy na dziesiąty i z powrotem. Po drodze mijamy sie z chłopakami, którzy lecą w kierunku dziesiatego kilometra na wschód. Na Costalundze chwila zastanowienia i probujemy z wysokosci 1100m przelecieć przeskok.  Idzie całkiem dobrze dolatujemy jeszcze z zapasem na grań a tam odpalają odrazu kominki. Kręcimy.  Wujek leci dalej, ja jeszcze sie troche podkręcam, widzę w oddali jak Wujek walczy na Lucjanie  a ta go sprowadza coraz niżej.  Odpalamy z Piachem na Lucjane tam niestety wszystko poszarpane, ciężko coś wykręcić. Pierwsze moje podejscie do przeskoku i lipa - za nisko,  wycofuje się, jeszcze coś podkręcam. Jestem coraz bliżej graniprzechodzę ledwo nad dachami miasteczka, ...  no to super jestem już na grani, to teraz bułka z masłem ... za sobą widzę Piacha, też mu sie udaje przeskoczyć trochę wyżej. W  radiu słyszę Wujka który się wycofał ... gratulacje chłopaki. Nasza radość nie trwa długo błędna decyzja i lecę troche w lewo. Owocuje to tym, że  trace poważnie  z wysokości której i tak nie miałem.  Powrót na prawo na grań, niestety jest już za nisko. Próbuje rzeźbic coś jeszce na marnych bąblach, ale to nie wiosna i nic to nie daje. Szybko pytam Piach czy widzi jakieś lądowisko dalej za górką bo tu praktycznie sam las. Niestety on jest też nisko ... nic nie  widzę ... słychać w radiu. Dałem ciała jest droga,  może da się wylądować i jakaś mała zagroda  gdzie jest kilka kóz. Ląduję płosząc kozice dosłownie na milimetry po Wujkowemu pod górkę twarde lądowanie. Jeszcze zahaczam  o gałezie drzew stabilem wąsko i ciasno było ale wszystko ok.



Piachu ląduje tuż nie daleko tylko że na szczycie miał jeszcze możliwość to już nie ryzykował. Zbieram się i idę pod stromiznę do miasteczka. Wyjście jak na Cergową i to przez gęste krzaczory na radiu słyszę rady Piacha. Wujek, Ty tu nie leć wszyscy tu wtopili a na Wujka to jak woda na młyn. Przeskakuje nieszczęsną Lucjane i trzyma się blisko grani udaje mu się przelecieć i dalej leci. My spotykamy się  z Piachem na górze w miasteczku zamawiamy kawę i czekoladę, czekamy na zwózkę. Grzesiek na szczęście już po nas jedzie, reszta ekipy już wylądowała . Czekolada i capuccino wyśmienite chyba tu jeszcze kiedyś wylądujemy.

Dzien trzeci

Rano budzimy się przy pięknej pogodzie. Słoneczko  zaczyna przyjemnie grzać. Tradycyjnie śniadanie i na górę. Szpeimy się bez pośpiechu nie widać narazie żeby terma coś pracowała


Wujek postanawia startować wszyscy czekają. Okazuje się, że warun jest kiepski. Mocno rzeźbi i zero wysokości. Czekamy tak jeszcze z dwie godziny wreszcie startuje i lecę na zachód. Tam na skałach łapie pierwszy komin.  Coś się da kręrcić. Reszta startuje i po kolej latamy tak mijając się wzajemnie na odległości kilku kilometrów krecąc max jakies 900m. trzeba i to wykorzystać bo już w tym roku nic nie będzie nam dane polatać. Wszyscy sobie latają tam i z powrotem  w pewnym momencie krecąc w kominie słyszę dziwny szum i widze jak koło mnie dosłownie kilka metrów spada jakiś gosciu na Articu w przeróżnych figurach . Powoli jednak to opanował. Skąd  takie atrakcje dostał  przecież terma była bardzo słaba. Całe szczęście, że na koniec nie spadł mi na głowe wszyscy grzecznie ląduja na oficjalnym lodowisku pakujemy się i spadamy na pizze do Postojnej. Droga za Wujkowozem dłuży sie niemiłosiernie a pizzeri nie widać, w końcu docieramy na koniec świata głodni jak wilki, całe szczęście ,że obsługa jest w miare szybka wcinamy i wracamy do domu

¦wietny wypad jak na ta porę roku , dzieki wszyskim za wspolne spedzony fajnie czas




Tomski
Dodano: 2011-11-16

Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka