Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Klątwy Marcowe

Marzec jest dla Bornów wyjątkowy. Powoli budzą się ze snu zimowego. Przez długi zimowy letarg wzrasta w nich niepokój i nieodparta chęć oderwania się od ziemi. Borny jeszcze o tym nie wiedzą, ale Marzec jest dla nich przeklętym miesiącem. Wygłodniali i zaślepieni głodem latania nie zważają na czyhające na nich niebezpieczeństwo. Okoliczności wyłonienia drużyny i miejsca podróży są tak drastyczne, że jeszcze przyszłe pokolenia będą o tym głosić. Na zgliszczach pozostało 5 śmiałków Wujek, Piotr, Grzegorz, kemoT i Piach.

Na miejscu Borny odkrywają, że podczas ich podróży Polska dokonała inwazji na Włochy. Polonizacja zaczęła się już na dobre. Camping, startowisko i lądowisko rozbrzmiewało mową ojczystą. Jak konie wyścigowe z klapkami na oczach dzielni piloci pognali na górę.

Szykując się do startu i przywdziewając swoje kokony nawet nie spodziewali się tego co ma nastąpić. Rozpoczęła się kolejna faza rozwoju.

Start. Wszyscy gotowi, plany ambitne, czasu mało. Wujek w amoku nie zauważa wypiętej zawleczki zapasu. Mało brakowało, czujny tubylec ratuje Wujka z opresji. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie. Wczesny start i lecą. Początkowo warun niemrawy, ale z czasem się poprawia. Czas jest rewelacyjny, wiec glajty parzą ile fabryka dała. Przodem Wujek, potem Piach a za nimi cały peleton. Jest też słynny P2. Borny nie dowierzają, że ich idol leci z nimi, ale to on. Po drodze piloci oddają szacunek niegodziwej Lucioli, a ta łaskawie udostępnia im swą przestrzeń powietrzną i daje się przelecieć.

Gość wiszący 7 metrów pod niebiesko-białą szmatą, pokazuje dlaczego jest idolem Bornów. Zostawia kiblujących Wujka i Piacha na czterdziestym i leci w wyższe góry. Gdyby tylko znali jego plan pewnie polecili by za nim. Niestety Piachowi siada radio i nie ma możliwości konsultacji. Droga powrotna idzie szybko. Piach zbyt pewny siebie nie dokręca się przed Czomolungmą i traci cenny czas. Wujek grzeje dalej. Połowa planu za nimi, a Piach w dole. O nie – pomyślał – jak Kawa poleciał to ja też. Wujek melduje się już na siódmym, - trzeba przycisnąć - wycedził kręcący w dole nieokrzesany Mielczanin. Bela, bela, bela, udało się, już lecą dalej razem.

Lot na wschód - bajucha. Po męczarni za przeskokiem lecą za darmola bez kręcenia. Gorzej przedstawia się powrót. 12h jazdy i 6h lotu dają o sobie zna.

Do tego momentami wiatr przystawia śmiałków, a turbulencje rzucają glajtami na wszystkie strony. Łączności nie ma, ale Wujek z Piachem rozumieją się bez słów – czas lądować. Plan prawie zrealizowany. Podczas lądowania kokony otwierają się. Piloci przecierają oczy, zdejmują szpej i dociera do nich – przepoczwarzyli się.

Wujek odkrył to wcześniej, a Piach niedowierzał – latanie nie polega na wykręcaniu kominów – zrozumieli coś, co zupełnie zmieniło ich światopogląd. Dotychczasowy świat wywrócił się do góry nogami.

Kolejne dni coraz słabsze, czas wracać do domu. Wujek ląduje na górze, a Piach postanawia mu towarzyszyć. Mieszanina rutyny, głupoty, potwornego ataku alergii (oraz 3krotnie przekroczonej dawki leków), zmęczenia i pecha powoduje, że Piach podpiera się ręką przy lądowaniu i… klops, a raczej gips.

A może to nie przypadek, a może to klątwa? To nie prawdopodobne, ale już od 3 lat zawsze w Marcu nad wygłodniałymi Bornami ciąży jakieś fatum:

- Marzec 2010 – zgubiona glajcha Prezesa i skręcona gira Piacha (że o zgubionym bucie już nie wspomnę)

- Marzec 2011 – włamka do Bornowozu i skradzione komputery

- Marzec 2012 – złamana ręka Piacha i przygoda na autostradzie (może ktoś to opisze, bo stukam jednym palcem jak pani na poczcie:)

Mimo wszystko wyjazd udany, szkoda, że skład taki ubogi.

WA¯NE!!! W 2013r w marcu przed wyjazdem odprawić gusła.


Piach


Dodano: 2012-04-10

:)Fajne. Zawsze podobały mi sie opisy krótsze niż sam lot, ale sam jakoś nie potrafię tego zrobić :) (tj. krótkie loty mi wychodzą - opisy już nie zawsze)
W@cek
Dodano:2012-04-11
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka