Logowanie   ?> /td>
Rzeszowski Team Paralotniowy 

Zapytasz zapewne czemu "Born to Fly" ?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas zapytany o to samo odpowie Ci co innego ...
ale na pewno zrozumiesz jedno, ... że nie umiemy już inaczej. Nie umiemy NIE LATAĆ

W serwisie
HOME
Team i okolice
Piloci i Sympatycy
Galeria
Opisy wyjazdów i imprez
Miejsca do latania
Plikownia
Kontakt
Nasz dorobek
Nasz dorobek w OLC w 2008
Nasz dorobek w OLC w 2009
Nasz dorobek w OLC w 2010
Nasz dorobek w OLC w 2011
LiveTracks

Borny !



OpenFly

Karpaty


Forum PG
Planowanie wyjazdów
Gdzie latać ?
Let's talk about ...
On-line Czat BTF ...
Żony i kochanki :)
Giełda sprzętu
... know how
... co nieco o sprzęcie
Forum PPG
Planowanie latania PPG
Let's talk about ...PPG
Godne polecenia
Znajomi w Sieci
Filmy
Szkoły paralotniowe
Serwisy pogodowe
...inne linki
xcc.paragliging.pl
XContest - punktacja dzienna

KSIĘGA GO¦CI
Polecane
Niviuk
Advance
SOL Paragliders
Ozone
UP

 Lista sprawozdań z wyjazdów TEAMowych:
Rozwinięcie wątku:
Bukowa Horka - przywrócony honor

Dlaczego taki tytuł wątku ? Bukowa Horka jest dość specyficznym miejscem. Byliśmy tam już kilka razy i dziwnym trafem nie udało nam się jakoś ani razu dobrze polatać. Powiem szczerze, osobiście zraziłem się do tego pagórka - bo tak wygląda w zasadzie. Jest mała, niepozorna rzekłoby się wypłaszczona i pokusiłbym się o stwierdzenie, że lepsze mamy górki w okolicy. Nic bardziej mylnego. To okazało się na tym właśnie wyjeździe.

Wyjechaliśmy z lekkim poślizgiem, nie powiem że z mojej przyczyny (bo zaspałem) ale poślizg wcale nie rzutował na późniejsze latanie. Przelotny deszcz i duże pokrycie paskudnymi chmurzyskami towarzyszyło nam do przyjazdu na górę. W drodze konsternacja i telefon do Stefana, który skierował nas nie na Slubicę - bo tam mieliśmy wpierw jechać (dobre i same zloty przy tej pogodzie) - ale na Bukową Horkę. Powiem szczerze, że słysząc decyzję o celu byłem mocno poirytowany. Jak dotąd nie udało mi się polatać na tej górce. Jak dotąd ! Po przyjeździe górka przywitała nas delikatnym wiatrem (1-2 m/s) i paskudnym pokryciem chmurami z co zwiastowało marne prognozy. Vitarka szła po błotnistej drodze na górę także z lekkim poirytowaniem i brakiem przekonania do drogi. Na niebie przewalały się chmury, z których aż dziw że nie padało. Byliśmy trochę podłamani siedząc w samochodzie i oglądając to co dzieje się na zewnątrz. Zjedliśmy co się dało i ... Witek stwierdził, że jak to ? nie wyciągnie skrzydła po czym uzyskał poklask swojej decyzji i (pomyśleliśmy: OK, ważne że to nie nasze skrzydła na tą mokrą trawę) ściągnęliśmy szpej z bagażnika. Widok Witka w szpeju trochę i mnie poirytował i moją decyzję o wyciągnięciu skrzydła podłapał również Zbyszek. Piotrek był twardy. Razem z Witkiem zrobiłem kilka zlotów z górki i po wyjściu w co bądź ciepłym ubraniu załamałem się w związku z pogodą i planami na dzisiejszy dzień. Po jakimś czasie zauważyliśmy tubylców i "naszych" zmierzających trochę dalej od miejsca gdzie próbowaliśmy startów. Okazało się później, że startowisko jest o 200 m dalej i że start niego wystarcza przy mocniejszym wietrze wyrzeźbić przy lesie wysokość. Startują z stamtąd mamy po przeleceniu nad nasz wcześniejszy postój przewyższenie ponad 10-15 a to wystarcza, by być ponad drzewami a to już wystarczało. No i zaczęła się jazda. Latanie na żaglu bez problemów, cyrkowanie nad drzewami, bujanie się po całej długości górki. W powietrzu było 10 glajtów. Każdy latał i cieszył się widokiem. Próbowałem zrobić zdjęcia ale po wyciągnięciu aparatu ten poinformował mnie "brak karty pamięciowej". Zdecydowałem jednak, że nie będę naprawiał tego problemu w locie mając w pamięci ostatni mój przypadek.

Za jakiś czas przyjechał Stefan Vyparina. Nagle na górce wyłączono prąd i lądowaliśmy wszyscy. Był czas na rozmowy o ważnych rzeczach. Po dłuższym czekaniu zaczęliśmy wszyscy pakować sprzęt. Przechodziła chmura, która zwiastowała deszcz. Deszczu jednak nie było a wszyscy zwabieni nagłym zassaniem do chmury, znów rozpakowali misternie poskładane skrzydła (warto to było zobaczyć) i jazda w górę. Znów dobrych kilka minut ale tym razem już z aparatem. Było fajnie. Wysokości było na tyle żeby przeskoczyć na pobliski pagórek bo tam udawało się wyskrobać na ponad 150 m. Piotrek ponoć bujał się na 200 m. Później powrót nad Bukową i znów cyrklowanie. Znów wyłączono prąd. I znów go włączono jeszcze raz z tym, że teraz trudniej było wyskrobać się do góry. Większość z nas kilkakrotnie musiała dość mocno kombinować, żeby nie przydrzewić. Raz nawet mój protektor przydał się w ponieważ z braku wysokości zahaczyłem o drzewo i gdyby nie on pewnie wysokość mojego głosu znacznie by wzrosła. Poczułem tylko jaki potencjał miały gałęzie, o które zahaczyłem i powiem szczerze : miały ten potencjał.

Jeszcze trochę polataliśmy, powozilismy się nad górką i dało się zauważyć jak miejscowi rozlatują się w sobie znanych kierunkach. Jeszcze kilka halsów, deszcz w twarz i lądowanie. Pokusiłem się o bujanie przy lądowaniu. Te ostrzejsze zakręty w przechyłach są naprawdę fajne w odczuciu. A jeszcze tuż nad ziemią robią wrażenie.

Latanie zakończyliśmy, kiedy już słońce zachodziło za chmury. Powiem tak: Było fajnie a Bukowa odzyskała swój honor. To dobrze. Jeszcze tam przyjedziemy.

Filmy | Zdjęcia
Arek


Dodano: 2007-10-08

A ja tam wcześniej na Bukowej zalatałem. Niektórym z nas zabrakło cierpliwości i musiałem latać sam :). Piękna okolica. Ale by polatał...
Piach
Dodano:2007-10-29

Gratulacje!

Ale zahuśtaliście mi gula. 


Wyposzczony na maxa
Dodano:2007-10-09
Przestałem wierzyć, że wogle można polatać na Bukowej Horce - to mały wypierd, a jednak się udało. To mamy jeszcze do odwiedzenia Kochut na którym tez nie udało sie nam polatać.
Grzegorz W.
Dodano:2007-10-08
Wszelkie prawa zastrzeone. Materiay prezentowane w serwisie s wasnoci Teamu "Born to Fly".
Kopiowanie materiaw bez zezwolenia zabronione.
statystyka